Witam. Jak ostatnio wspominałam, jestem zapisany na terapię mającą na celu wygranie ze "zniewalającą wręcz chęcią napie*#olenia się do nieprzytomności" (cytat jednego z członków terapii grupowej). W tym miejscu należy wspomnieć jak w ogóle taka terapia wygląda. Otóż istnieje terapia indywidualna, polegająca na spotkaniach z terapeutą, które mają na celu zdefiniowanie i zlokalizowanie problemu, określenie jego natężenia i ustalenia dalszego postępowania. Trwające mniej więcej godzinę spotkanie sprowadza się do luźnej pogadanki z psychoterapeutą, podczas której ten cwany lis wyciąga z nas informacje których byśmy nie powiedzieli wprost nie tylko rodzinie, ale i najlepszym przyjaciołom. Podstępnie wpaja nam poczucie bezpieczeństwa i zaufania, po czym dobiera się do naszej podświadomości, wszelkich lęków i wstydu, obdziera z pancerza tworzonego latami jakby obierał mandarynkę. Jakkolwiek brutalnie to nie brzmi, jest bardzo pomocne i skuteczne, a ma na celu nakłonienie osoby leczonej do tego, aby możliwie samodzielnie doszła do wszystkich wniosków i uświadomiła sobie swój problem.
Tak jak pisałem poprzednim razem, ten rodzaj terapii bardzo poprawia mi humor, za każdym razem po wizycie i rozmowie z panią doktor jestem pełen optymizmu, wiary w siebie, motywacji do skończenia studiów i dodatkowo przekonany, że moje problemy które wyszły tu na jaw mogą sprawdzić się w mojej przyszłej pracy jako bagaż doświadczeń, dzięki któremu uratuję niejedną potrzebującą pomocy osobę...
Występuje też terapia grupowa. Jak sama nazwa wskazuje, spotykamy się w grupach i omawiamy swoje problemy. Na "dzień dobry" badanie alkomatem, czy aby na pewno nikt nie uległ pokusie delikatnego naje#a*ia się do tego stopnia, że jest się w stanie to wyczuć jeszcze na następny dzień. Normalne. Następnie terapeuta pyta się, czy kogoś spotkało coś ciekawego/wartego wspomnienia (wlicza się w to też oczywiście przyznanie się do nieutrzymania abstynencji, zwykła opowieść o minionym tygodniu, poinformowanie grupy o swoim humorze na dany dzień, planach na kolejne itp.). Jak można było przewidzieć, w terapii grupowej największe korzyści wynikają z kontaktu z grupą i relacjami z innymi uczestnikami, a to dlatego, że grupa jest naturalnym środowiskiem człowieka, a najłatwiej jest wracać do zdrowia właśnie w naturalnym środowisku. Dobrymi przykładami grupy w tym rozumieniu jest rodzina i choćby grupa rówieśnicza.
Samą terapię można podzielić na terapię podstawową po której pomyślnym zakończeniu można zapisać się na terapię pogłębioną która ma na celu wspieranie procesu zdrowienia jak i radzenie sobie z problemami osobistymi utrudniającymi utrzymanie abstynencji.
Dlaczego o tym wspominam? Jak zaznaczałem wcześniej, terapia indywidualna bardzo pozytywnie na mnie wpływa, wszystko na niej idzie zgodnie z założeniami, psychicznie i fizycznie czuję się świetnie... dopóki nie znajdę się na spotkaniu terapii grupowej. Wracam ze spotkań totalnie rozbity emocjonalnie, a to chyba nie taki był ich cel. Gdy słucham historii ludzi tam przychodzących mam wrażenie jakbym był w złym miejscu i czasie, nie w swojej bajce i poniekąd za karę. Z ostatniego spotkania jak wracałem zaczepiła mnie jakaś babka, bo jak sama stwierdziła "jak mnie zobaczyła pomyślała, że trzeba mi jakoś pomóc, bo wyglądam jakbym miał się zaraz popłakać".
Terapeuta zaznacza, żeby nie porównywać się z innymi, nie komentować. Jednak moja wrodzona, wręcz nadpobudliwa empatia nie pozwala się nie wczuwać w słyszane historie, tym bardziej, że ludzie je opowiadający sprawiają naprawdę fajne wrażenie, z każdym rozmawiałem i wiem co mówię.
Jak nie nauczę się sobie z tym radzić, to skutkiem terapii będzie samoistnie wyeliminowanie mojej osoby z populacji poprzez wyjątkowo widowiskowe samobójstwo. Czasami naprawdę się boję tam chodzić.
Na szczęście jest możliwość w ramach terapii umówić się na wizytę u psychologa (wróć, psychiatry), czuję, że to jest coś czego mi trzeba i nie omieszkam z tej możliwości skorzystać. Na pewno pomoże bardziej niż słuchanie o człowieku który w przypływie złości napluł żonie w twarz i uderzył własne dziecko. Albo zwierzenia dziewczyn uzależnionych od dopalaczy. Naprawdę przykro się tego słucha. Kiedy powiedziałem na głos, że moje problemy wydają się błahe w porównaniu z resztą uczestników, została mi zwrócona uwaga, że nie wolno się porównywać z innymi. Ale można się odnosić.
Nie mniej postaram się wytrzymać do końca, ta przemiła pani z terapii indywidualnej twierdzi, że to na pewno minie. Po prostu umysł się broni przed nową, nietypową sytuacją.
Życzcie mi powodzenia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz