Idąc dziś do szkoły takie oto, hmmm, myśli chodziły mi po głowie:
Pogadałbym z kimś. Ale nie mam z kim... Poszedłbym na piwo. Ale nie mam kasy. Poza tym jest za wcześnie... Pośmiałbym się z kimś. Ale nie mam z kim. I z kogo... Postrzelałbym sobie do ludzi. Ale nie mam broni... Zapaliłbym. Ale nie palę... W sumie mógłbym przecież pojechać samochodem. Aha, nie mam prawa jazdy...Zadzwoniłbym do kogoś. Ale pewnie wszyscy śpią.
Przechodząc przez drogę: K...wa, idioto, patrz jak jedziesz! Jeszcze centymetr i miałbyś mnie na sumieniu, baranie!
I znowu:
A może by tak zabłądzić i pójść do kumpla? Tak! Świetny pomysł!
...
Śpi. Cholera... Ciekawe czy ktoś w ogóle będzie dziś w szkole... A może pójdę do biblioteki? Dawno tam nie byłem... Zamknięta. No do jasnej ciemności!... A może wrócę do domu? Siostra w szkole, matka w pracy... Będę mógł się znowu oddać słodkiemu nic nierobieniu... Niee, to nieuczciwe względem mnie samego... Egoista...
Skończyło się na tym, że siedziałem na ławce niedaleko szkoły, i czekałem aż będzie można wejść. Byłem po prostu za wcześnie. Ale przecież skąd mogłem wiedzieć, że autobus się nie spóźni, nie zepsuje po drodze, że nie będzie korków i że załatwię wszystko co miałem załatwić tak szybko? To było po prostu nie do przewidzenia.