poniedziałek, 11 listopada 2013

Memento mori

Pada. Stoję na samym środku, wpatrzony w niebo. Tysiące gwiazd na niebie znajduje swoje odbicie w perlących się na nagrobkach kroplach deszczu, a stojące na grobach znicze dodają całości niesamowitego efektu. Kiedy spuszczam wzrok z gwiazd jestem święcie przekonany, że układ kolorowych zniczy odpowiada układowi gwiazd na niebie, tworząc swoiste gwiazdozbiory i konstelacje... Rzekłbym, paradoksalnie do sytuacji i miejsca, niebo na ziemi.
Święto pierwszego listopada minęło ponad tydzień temu. Mimo to, a może przede wszystkim dlatego chciałbym się z Wami podzielić moimi przemyśleniami związanymi z tymże właśnie dniem.
Boicie się śmierci? Dlaczego tak? Dlaczego nie? Większość ludzi boi się śmierci, z przeróżnych powodów. Ale czy powinni? Człowiek boi się nieznanego. To naturalne. Nikt jeszcze nie wrócił z zaświatów i nie powiedział nam, że po drugiej stronie nie jest źle i że nie mamy powodów do obaw.
Śmierć jest, tak jak mówiłem ostatnio, rzeczą nie do uniknięcia. Nie ma najmniejszego sensu się jej bać.
Ludzie w czasach średniowiecza, mimo że te czasy są stereotypowo uznane za epokę ciemnoty i ograniczenia, nie bali się śmierci, mało tego, w stu procentach ją akceptowali. Dlaczego? No właśnie. Podobno kolosalny na to wpływ miał ogólnie panujący wtedy światopogląd, że śmierć to tylko początek czegoś nowego, nie tak jak dziś, kiedy utożsamiamy ją z ewidentnym końcem wszystkiego. I dlatego uważam, po części wbrew sobie, że religia w Boga jest jednak potrzebna. Choćby dla rozwiania tych nieuzasadnionych obaw.
Druga sprawa. Dlaczego święto pierwszego listopada jest takie smutne, wręcz ponure? To w żaden sposób nie pomoże nam oswoić się ze śmiercią.
Tego dnia głównie wspominamy naszych bliskich których już nie ma w śród nas. Czy nie macie wrażenia, że opłakując ich postępujemy trochę egoistycznie? Żałujemy, że nie ma ich przy nas. Nie zastanawiamy się, co oni by "czuli". Nie potrafimy założyć, że być może tam jest im lepiej, że na nas czekają w miejscu gdzie nie ma chorób, przemocy i wszelkiego zła.
Dlaczego wspominając ich nie spróbujemy się uśmiechnąć na wspomnienia spędzonych wspólnie chwil? Czy to takie trudne? Śmiem wątpić. A takie coś na pewno wpłynie pozytywnie na nasze samopoczucie.