Czyli taki jak mój ostatni sen. Aktualnie w mojej dawnej interpretacji trwa piątek (następny dzień zaczyna się po położeniu się spać i przebudzeniu). Właśnie wspomniały mi się czasy imprezowania w akademikach, kiedy takie piątki potrafiły trwać aż do poniedziałku... eh, wspomnienia...
Ale żeby nie odbiegać zbytnio od tematu, obudziłem się wczoraj koło południa po odsypianiu kolejnej pracowitej nocki w pracy i usiadłem na łóżku zastanawiając się nad tym, co mógł oznaczać ten mój sen... A był dziwny, w pewnym stopniu zabawny i intrygujący. Ale do rzeczy.
Budzę się ni z gruchy ni z pietruchy w akademiku. Niby podobnym do tego pierwszego w którym mieszkałem, ale coś było nie tak, tylko jeszcze nie wiedziałem co. Fakt, wyrzucono mnie z niego, ale jakimś cudem jestem tu, w mieście z którym wiąże mnie wiele ciekawych wspomnień i ludzi, a którego do tej pory nie cierpię. Cóż, przynajmniej będę miał bliżej do mojego ulubionego sklepu z nożami.
Torby były rzucone na łóżko, jakbym dopiero co wrócił po weekendzie z domu, okno było na tą samą stronę pokazując kolejny akademik w którego kierunku nieraz darliśmy zapijaczone ryje ze znajomymi na imprezach. Ale coś wciąż nie dawało mi spokoju, więc stwierdziłem, że wyjdę sobie na balkon i zapalę, przy okazji zastanowię się co zrobić z resztą dnia. Otwieram drzwi, już mam odpalać i wychodzić kiedy z wyższego piętra śmignęła w dół z krzykiem jakaś dziewczyna. Patrzę przez chwilę przed siebie otępiałym wzrokiem zastanawiając się nad tym, co właśnie zobaczyłem, po czym podniosłem papierosa który wcześniej wypadł mi z ust i skierowałem się na klatkę schodową. Tak, tam na pewno nikt i nic nie zakłóci mojej ceremonii palenia. Odwracam się do drzwi wyjściowych i w końcu dociera do mnie, co mi się nie zgadzało. Pokój był zdecydowanie za duży i zbyt czysty. Ponadto, pod ścianą koło dużej szafy jak gdyby nigdy nic, stała sobie pralka. Podłączona, w pełni działająca pralka. Zaskoczyło mnie to bardziej niż laska która nie dalej jak minutę temu, wprost na moich oczach rozkwasiła się o asfalt skacząc z wyższego piętra. Po wyjściu na łącznik zaobserwowałem kolejną rzecz, mianowicie znajdowało się tam sześć pokoi, a nie jak zwykle - cztery. I czysto, wręcz sterylnie, jak w szpitalu, tylko bez tego drażniącego zapachu.
W tym momencie stwierdziłem, że wyjście na spacer po korytarzach może się okazać znacznie ciekawsze niż zwykle. Nie myliłem się. Wszędzie panował chaos, na korytarzach młodzi ludzie biegali bez ładu i składu, były bójki, wszędzie pełno szkła i porozrzucanych ciał. Skutki typowego wieczoru z piątku na poniedziałek, można by pomyśleć, gdyby nie fakt, że ci ludzie mieli w oczach autentyczny strach. Wyszedłem w końcu na klatkę zapalić upragnionego papierosa, na schodach siedziała jakaś dziewczyna, trzymając się za kolana zwinięta pod ścianą, kiwała się w przód i tył, pustym wzrokiem wgapiała się przed siebie i szeptała coś do siebie. Udało mi się wyłapać kilka słów: za czysto, dziwne duże białe, nie ma melo, to się kręci i robi wruuu...
Zaglądając do pokoi znajomych widziałem kilka ciekawych scen, na przykład kiedy kilku studentów stało zbitych w zlęknioną grupkę pod ścianą i rzucali puszkami po piwie w kierunku pralki stojącej pod przeciwległą ścianą. Albo kiedy demolowali pokój, niejako dla zasady, bo po jakimś czasie przestawali i z zadowoleniem siadali i podziwiali swoje działo. Ale przeważnie wszędzie to samo, dezorientacja, panika strach. Niektórzy byli w takim szoku, że skakali z okien, rzucali się na innych, pozostali przy życiu ochroniarze byli bezradni.
Widać nie tylko mnie nie pasowało to, że w pokojach jest tak czysto i stoi pralka, jest więcej miejsca i jakoś tak w ogóle lepiej. Ale dlaczego tylko ja nie byłem zniewolony przez tą wręcz opętańczą, szaloną atmosferę? To pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Wyszedłem na zewnątrz, gdzieś na wysokości ósmego piętra wystrzeliły szyby z okien, najwyraźniej ktoś na nowo odkrywał właśnie zasady działania kuchenek gazowych. Z kolei z dziesiątego wyfrunęła kolejna osoba. Na parkingu był już pokaźny stosik.
Nacieszyłem chwilę oczy, odwróciłem się na pięcie, zapaliłem kolejnego papierosa i poszedłem na zakupy. Tak, do mojego ulubionego sklepu.
W każdym razie nie udało mi się rozgryźć co mógłby oznaczać tak zakręcony, wręcz poroniony sen, nie mniej, trzeba przyznać, że w dość barwny sposób zobrazował stereotyp studenta-pijaka, niewiedzącego co to higiena i zasady BHP. Stereotypu, który potrafił na niektórych imprezach okazać się zaskakująco zgodny z prawdą.
Ten sen i obudzone przez niego wspomnienia nastawiły mnie pozytywnie i dodały mi energii na cały dzień w pracy, do tego stopnia, że koledzy i koleżanki patrzyli na mnie jak na wariata pukając się w czoła. Nadchodzi sobota, tłumaczyli to sobie. Cóż, przynajmniej nie kazali mi robić testów na obecność narkotyków.
O wszystkim i o niczym. O tym co mnie wkurza, drażni, bawi, śmieszy, zastanawia. O moich przemyśleniach i innych różnych pierdołach. O mnie.
sobota, 24 sierpnia 2019
sobota, 17 sierpnia 2019
Ideał
Ostatnio zauważyłem, że kiedy w jakimś miejscu publicznym typu dworzec PKP lub inne ruchliwe miejsce gdzie można spotkać różnych ludzi, zawsze, ale to zawsze podejdzie do mnie jakiś jegomość i zapyta się o papierosa/bułkę/drobne "na chleb". Coś ze mną nie tak?
Ale nie o tym miało być, bo znów ktoś zarzuci mi, że się nad sobą użalam.
Samotność to straszna rzecz, człowiek nie jest przystosowany do życia w samotności, to fakt naukowo potwierdzony. Jesteśmy stworzeniami społecznymi, wiążącymi się w większe lub mniejsze grupy. Taki oto wniosek ostatnio do mnie dotarł kiedy nie mogłem zasnąć, czułem w tamtym momencie dziwny niepokój. Żeby o tym nie myśleć, pozwoliłem sobie odpłynąć do krain fantazji i zacząłem się zastanawiać, jak by mogła wyglądać moja idealna druga połówka. Zaczynając od idealnego wyglądu, poprzez cechy charakteru na dopuszczalnych wadach kończąc. Wyszła nawet ciekawa hybryda...
Tak jak mówiłem, pierwszy punkt, wygląd. Zawsze podobały mi się rude dziewczyny. Nie wiem czemu, wydaje mi się, że nawet nigdy takiej nie spotkałem. Ale tym lepiej, w końcu miałem popuścić wodze fantazji. Jeśli włosy miały by być rude, to idealnie proste i długie, tak co najmniej jak moje (co jest z kolei praktycznie niespotykane). Jeśli nie rude, to delikatny brąz, ale z kolei w tym wypadku chciałbym żeby włosy były odrobinę za ramiona i delikatnie falowane, nie, lepiej kręcone. Ale na pewno nie proste, bo w takim wypadku czasem budzi to u mnie skojarzenie z brudną szmatą. Dalej, cholernie podobają mi się dziewczyny w okularach, przynajmniej do momentu pierwszej wymiany zdań. Okulary dają mglistą obietnicę obcowania z inteligentnym człowiekiem, co w wielu przypadkach okazuje się naiwnym kierowaniem się durnymi stereotypami. Ale to nie zmienia faktu, że okulary są takim moim małym fetyszem...
Dalej, kolejne kryterium, wydaje mi się, że dość istotne dla faceta: wzrost. Żeby była trochę niższa ode mnie, żeby bez krępacji mogła założyć szpilki i nie wyglądała przy tym komicznie kiedy będziemy razem wychodzić na spacery i takie tam. Reszta wyglądu nie odbiega zbytnio od stereotypowego ideału przeciętnego mężczyzny, wiadomo. Ładna figura, odpowiednio szerokie biodra, wąska talia i przyzwoitych rozmiarów biust. Ale nie za duży, tak żeby w dłoniach się mieścił, bo najlepiej się pieści, co się w dłoni mieści. Poza tym, nie dalej jak wczoraj śmialiśmy się z siostrą z dziewczyny, która musiała prawdopodobnie bardzo uważać podczas biegania, żeby sobie nie powybijać zębów.
Oczy, niewiele brakowało, a zapomniałbym o kolejnej rzeczy na którą zawsze zwracałem uwagę. W końcu, jak to się mówi, oczy zwierciadłem duszy. Pamiętam, kiedy w okresie gimnazjum/technikum, czyli najbardziej burzliwego okresu w dojrzewaniu, podobały mi się ciemne oczy u dziewczyn. Czułem, że mógłbym się godzinami w takie wpatrywać i nie widzieć dna, zaglądanie w taką głębie sprawiało mi nieopisaną wręcz przyjemność. Teraz jestem trochę starszy i zauważyłem, że tutaj też się u mnie zmieniło: jasne tęczówki, ale o wyraźnie zaznaczonym, konkretnym kolorze, taki czysty błękit lub zieleń wiosennej trawy. Kolor nie może być zbyt wyblakły, bo odnoszę w takim wypadku wrażenie, że spojrzenie jest "chłodne", wręcz groźne i odpychające. Dodatkowym plusem zmiany preferowanego koloru oczu jest też to, że łatwiej w takich oczach zauważyć coś, czego jeszcze nigdy nie widziałem, a bardzo bym chciał, mianowicie ten "maślany wzrok", kiedy druga osoba na ciebie patrzy i praktycznie traci kontakt z otaczającym was światem, można wtedy zaobserwować delikatne rozszerzenie się źrenic...
Jeśli chodzi o wygląd, to by było na tyle, takie odnoszę wrażenie. Choć na upartego można by do tej kategorii podciągnąć uśmiech: szczery, niewymuszony, śliczny i podnoszący na duchu uśmiech. Uśmiech, który nie tylko widać, ale też czuć, bo energia zawarta w tak prostej emocji aż bije od takiej osoby, mało tego, jest wręcz zaraźliwa.
Choć ja osobiście sam uśmiech zaliczyłbym bardziej do cech charakteru: osoba o takim czarującym uśmiechu nie może nie być osobą pogodną, pełną optymizmu i zrozumienia dla innych.
Już już, wracamy na ziemię (zamarzyłem się). W moich fantazjach mój ideał jest również kobietą inteligentną, co jest dla mnie bardzo ważnym kryterium. Nie tylko dlatego (co zabrzmi dość egocentrycznie) że chciałbym mieć z kim i o czym rozmawiać, ale także dlatego, że takie osoby nie boją się określić swoich poglądów, mówią jasno co się nie podoba i dlaczego, ujmując to jednocześnie w łatwe do zrozumienia przez takie proste urządzenie jak ja argumenty.
Nieraz w parze z inteligencją idzie niestety również arogancja, a tego wolelibyśmy uniknąć. Zdrowa dawka własnej wartości, a przede wszystkim jej świadomość nie była by w tym miejscu niczym złym.
Jeśli chodzi o pozostałe cechy charakteru, chciałbym żeby występowały w podobnych dawkach i stężeniu co u mnie. Poza tym, to miała by być ta część pary, która ma więcej zdrowego rozsądku, żeby delikatnie hamować moje niektóre poronione pomysły wtedy, kiedy naprawdę zajdzie taka potrzeba.
Cenię sobie u ludzi zrozumienie dla czarnego humoru. Jeśli go rozumiesz i cię bawi, to znaczy, że bez problemu się dogadamy. Logicznym się więc wydaje, że to też musiało by się znaleźć w naszym modelowym ideale.
Inteligentna, pogodna, szczera, pełna optymizmu, delikatnie pokręcona, żeby zrozumieć czarny humor, zdroworozsądkowa, ale nie za bardzo, żeby mogła razem ze mną czasem odwalić coś głupiego... O czymś zapomniałem? Myślę, że nie. Może jeszcze wyrozumiała, to zawsze dobrze brzmi.
Chciałbym także, żeby nigdy nie występował problem dla znalezienia dla siebie wspólnego czasu, czy to na jakiś festiwal, koncert, wakacyjny wyjazd, czy po prostu banalny spacer.
Stop. Wracamy na ziemię. Ideały nie istnieją, ale za to pozwalają jasno ustalić to, do czego dążymy. Kiedyś też usłyszałem, że ideały są nudne. Ale zabawa z wymyślaniem takiego była przednia.
Ale nie o tym miało być, bo znów ktoś zarzuci mi, że się nad sobą użalam.
Samotność to straszna rzecz, człowiek nie jest przystosowany do życia w samotności, to fakt naukowo potwierdzony. Jesteśmy stworzeniami społecznymi, wiążącymi się w większe lub mniejsze grupy. Taki oto wniosek ostatnio do mnie dotarł kiedy nie mogłem zasnąć, czułem w tamtym momencie dziwny niepokój. Żeby o tym nie myśleć, pozwoliłem sobie odpłynąć do krain fantazji i zacząłem się zastanawiać, jak by mogła wyglądać moja idealna druga połówka. Zaczynając od idealnego wyglądu, poprzez cechy charakteru na dopuszczalnych wadach kończąc. Wyszła nawet ciekawa hybryda...
Tak jak mówiłem, pierwszy punkt, wygląd. Zawsze podobały mi się rude dziewczyny. Nie wiem czemu, wydaje mi się, że nawet nigdy takiej nie spotkałem. Ale tym lepiej, w końcu miałem popuścić wodze fantazji. Jeśli włosy miały by być rude, to idealnie proste i długie, tak co najmniej jak moje (co jest z kolei praktycznie niespotykane). Jeśli nie rude, to delikatny brąz, ale z kolei w tym wypadku chciałbym żeby włosy były odrobinę za ramiona i delikatnie falowane, nie, lepiej kręcone. Ale na pewno nie proste, bo w takim wypadku czasem budzi to u mnie skojarzenie z brudną szmatą. Dalej, cholernie podobają mi się dziewczyny w okularach, przynajmniej do momentu pierwszej wymiany zdań. Okulary dają mglistą obietnicę obcowania z inteligentnym człowiekiem, co w wielu przypadkach okazuje się naiwnym kierowaniem się durnymi stereotypami. Ale to nie zmienia faktu, że okulary są takim moim małym fetyszem...
Dalej, kolejne kryterium, wydaje mi się, że dość istotne dla faceta: wzrost. Żeby była trochę niższa ode mnie, żeby bez krępacji mogła założyć szpilki i nie wyglądała przy tym komicznie kiedy będziemy razem wychodzić na spacery i takie tam. Reszta wyglądu nie odbiega zbytnio od stereotypowego ideału przeciętnego mężczyzny, wiadomo. Ładna figura, odpowiednio szerokie biodra, wąska talia i przyzwoitych rozmiarów biust. Ale nie za duży, tak żeby w dłoniach się mieścił, bo najlepiej się pieści, co się w dłoni mieści. Poza tym, nie dalej jak wczoraj śmialiśmy się z siostrą z dziewczyny, która musiała prawdopodobnie bardzo uważać podczas biegania, żeby sobie nie powybijać zębów.
Oczy, niewiele brakowało, a zapomniałbym o kolejnej rzeczy na którą zawsze zwracałem uwagę. W końcu, jak to się mówi, oczy zwierciadłem duszy. Pamiętam, kiedy w okresie gimnazjum/technikum, czyli najbardziej burzliwego okresu w dojrzewaniu, podobały mi się ciemne oczy u dziewczyn. Czułem, że mógłbym się godzinami w takie wpatrywać i nie widzieć dna, zaglądanie w taką głębie sprawiało mi nieopisaną wręcz przyjemność. Teraz jestem trochę starszy i zauważyłem, że tutaj też się u mnie zmieniło: jasne tęczówki, ale o wyraźnie zaznaczonym, konkretnym kolorze, taki czysty błękit lub zieleń wiosennej trawy. Kolor nie może być zbyt wyblakły, bo odnoszę w takim wypadku wrażenie, że spojrzenie jest "chłodne", wręcz groźne i odpychające. Dodatkowym plusem zmiany preferowanego koloru oczu jest też to, że łatwiej w takich oczach zauważyć coś, czego jeszcze nigdy nie widziałem, a bardzo bym chciał, mianowicie ten "maślany wzrok", kiedy druga osoba na ciebie patrzy i praktycznie traci kontakt z otaczającym was światem, można wtedy zaobserwować delikatne rozszerzenie się źrenic...
Jeśli chodzi o wygląd, to by było na tyle, takie odnoszę wrażenie. Choć na upartego można by do tej kategorii podciągnąć uśmiech: szczery, niewymuszony, śliczny i podnoszący na duchu uśmiech. Uśmiech, który nie tylko widać, ale też czuć, bo energia zawarta w tak prostej emocji aż bije od takiej osoby, mało tego, jest wręcz zaraźliwa.
Choć ja osobiście sam uśmiech zaliczyłbym bardziej do cech charakteru: osoba o takim czarującym uśmiechu nie może nie być osobą pogodną, pełną optymizmu i zrozumienia dla innych.
Już już, wracamy na ziemię (zamarzyłem się). W moich fantazjach mój ideał jest również kobietą inteligentną, co jest dla mnie bardzo ważnym kryterium. Nie tylko dlatego (co zabrzmi dość egocentrycznie) że chciałbym mieć z kim i o czym rozmawiać, ale także dlatego, że takie osoby nie boją się określić swoich poglądów, mówią jasno co się nie podoba i dlaczego, ujmując to jednocześnie w łatwe do zrozumienia przez takie proste urządzenie jak ja argumenty.
Nieraz w parze z inteligencją idzie niestety również arogancja, a tego wolelibyśmy uniknąć. Zdrowa dawka własnej wartości, a przede wszystkim jej świadomość nie była by w tym miejscu niczym złym.
Jeśli chodzi o pozostałe cechy charakteru, chciałbym żeby występowały w podobnych dawkach i stężeniu co u mnie. Poza tym, to miała by być ta część pary, która ma więcej zdrowego rozsądku, żeby delikatnie hamować moje niektóre poronione pomysły wtedy, kiedy naprawdę zajdzie taka potrzeba.
Cenię sobie u ludzi zrozumienie dla czarnego humoru. Jeśli go rozumiesz i cię bawi, to znaczy, że bez problemu się dogadamy. Logicznym się więc wydaje, że to też musiało by się znaleźć w naszym modelowym ideale.
Inteligentna, pogodna, szczera, pełna optymizmu, delikatnie pokręcona, żeby zrozumieć czarny humor, zdroworozsądkowa, ale nie za bardzo, żeby mogła razem ze mną czasem odwalić coś głupiego... O czymś zapomniałem? Myślę, że nie. Może jeszcze wyrozumiała, to zawsze dobrze brzmi.
Chciałbym także, żeby nigdy nie występował problem dla znalezienia dla siebie wspólnego czasu, czy to na jakiś festiwal, koncert, wakacyjny wyjazd, czy po prostu banalny spacer.
Stop. Wracamy na ziemię. Ideały nie istnieją, ale za to pozwalają jasno ustalić to, do czego dążymy. Kiedyś też usłyszałem, że ideały są nudne. Ale zabawa z wymyślaniem takiego była przednia.
Subskrybuj:
Posty (Atom)