czwartek, 21 lutego 2013

MÓJ problem, wara

Wstęp
Jak wszystko, skończyło się zanim zacząłem. Wyprzedzając fakty pochwaliłem się czymś, czego nie mogłem jeszcze osiągnąć. A może mi się nie chciało?...

Rozwinięcie
Odkąd pamiętam, wszyscy chcą mnie odwieźć od mojego pomysłu dostania się na studia z filozofii. Dlaczego? Bo to nie zapewni mi dostatniego życia. Tak mówi matka, znajomi (na szczęście nie wszyscy), znaczna część rodziny, przypadkowi przechodnie, ludzie których ani ja nie obchodzę, ani oni mnie, a nawet ksiądz (!).  Pewnie wszystkim to już opowiadałem, ale opowiem to jeszcze raz.
Mimo że jestem ateistą i przeważnie nie darzę księży sympatią, nie mając nic do gadania ("To nie twój dom, smarku", powiedziała mamusia), wpuściłem księdza na kolędę. Gatka szmatka, powierzchowna modlitwa, podpisiki, obrazki i przeróżnie pierdoły. W końcu jego wzrok przeniósł się z wolna na mnie. Widziałem jego niezadowolenie w oczach. Już myślałem, że zacznie przeprowadzać na mnie jakieś egzorcyzmy (ale by było śmiechu), ale nie: zaczął normalną rozmowę.
Klecha: Co pan teraz robi?
Ja: Szukam pracy.
K: Pan szuka, czy praca szuka pana? (Zaskoczył mnie tym pytaniem, nie powiem)
J: Ale wybieram się niedługo na studia z filozofii.
K: Uuuu, to nie dobrze... Pan wie, że po tym kierunku raczej nie dostanie pan pracy? Ten kierunek jest raczej bez przyszłości.
J: To niech mi ksiądz w takim razie pomoże i doradzi, który kierunek zapewni mi w miarę dostatnie życie. No dobrze, nie dostatnie, jakiekolwiek.
K: ...  (Ha, ale mu pojechałem)

Ale swoją drogą, to nie do pomyślenie, że ksiądz się wpiernicza w takie tematy.
Jest jeszcze coś. Za każdym razem, kiedy znajduję się w jednym pomieszczeniu z osobami znającymi moje plany odnośnie studiów, kiedy ktokolwiek powie to magiczne słowo, "filozofia", oczy wszystkich są nagle zwrócone w moim kierunku.
I czego wy się spodziewacie, wykładu? Że będę rzygał sentencjami i srał cytatami słynnych filozofów?
Ostatnio taka sytuacja miała miejsce podczas  rodzinnego oglądania pewnego teleturnieju. Prezenter powiedział: a teraz pytanie z filozofii...
To takie głupie, jestem wytykany palcami z powodu braku zaradności i intuicji życiowej. Niewiele brakuje, a zamkną mnie na rynku w klatce podpisanej "Filozof", tak, żeby przypadkowi przechodnie mogli na mnie pluć, rzucać oszczerstwa i trącać patykiem przez szpary w klatce, ot tak, dla zabawy.
Ale dlaczego filozofia, wszyscy pytają. "Bo tak", odpowiadam. Ale zaraz potem, widząc zniesmaczone miny, od razy sprostowuję. Chodzi o to, że liznąłem już nie mało dziedzin, od historii, zoologi, biologi, kosmologii, fizyki, poprzez socjologię i psychologię na prawie i administracji kończąc. Znam podstawy tych dziedzin, a może i trochę więcej, niektóre dalej należą do moich zainteresowań, w sporej części z nich doszedłem do momentów w których książki nie zaspokajają mojej chęci poznania. Potrzebuję czegoś mocniejszego. Jak gnojek palący marihuanę za szkoła, który stwierdził, że jest na tyle zajebisty, że może przeskoczyć na amfę. 

Zakończenie
Na zakończenie, autor wykaże się nie lada sprytem, gibkością i ogólną sprawnością fizyczną wchodząc sobie do dupy. 

piątek, 8 lutego 2013

Semper idem

Wiarołomca. Zbereźnik. Ignorant. Przygłup. Błazen. Skurwiel. Cham. Alkoholik. Palacz. Kłamca. Fanatyk. Heretyk. Bluźnierca. Egocentryk. Hipokryta. Leń. Odludek. Satanista. Wieśniak. Chuligan. Masochista. Mięczak. Tchórz. Kretyn.
Ja.
***

Ile z tego wszystkiego jest prawdą? Chyba tylko to ostanie. Reszta to opinie.
Dlaczego wiarołomca? Bo jestem nieuczciwy wobec siebie.
Zbereźnik? Bo jestem facetem.
Ignorant? Wszyscy po części są ignorantami.
Przygłup i błazen? To opinie nauczycieli jeszcze z czasów podstawówki.
Skurwiel. To jest fajne. Usłyszałem to dawno temu od przedstawiciela dalekiej rodziny.
Cham. Ten tytuł przypisał mi pewien dworcowy kloszard, kiedy odmówiłem należnego mu datku.
Alkoholik i palacz. To sam o sobie. Ale to też może być kłamstwo.
Właśnie, kłamca. Bo wszyscy kłamią, jak to zresztą już kiedyś pisałem.
Fanatyk? Koleżanka z gimnazjum. Pewnie sama nie znała znaczenia tego słowa.
Heretyk? Od pewnej starszej pani. Tak samo jak bluźnierca.
Egocentryk? Na podstawie własnych przemyśleń.
Hipokryta również.
Leń. Od matki.
Odludek? To kolejna opinia "zatroskanej" moją osobą znajomej, tym razem z czasów technikum.
Satanista? To oczywiste, opinia publiczna.
Wieśniak. Z tym wiąże się nawet ciekawa historia. Ale to innym razem. Nazwał mnie tak pewien wstawiony mieszkaniec wsi...
Chuligan. Bo mieszkałem na osiedlu, na którym jest ich masa.
Masochista? Pewien incydent z czasów gimnazjum, opinia "kolegów" i "koleżanek".
Mięczak? Wielokrotnie mi to udowadniano, już w podstawówce...
Tchórz? Uciekam w obawie przed odpowiedzialnością, więc chyba to jest prawdziwe.
Kretyn. To proste do wydedukowania, kolejna próba wyprowadzenia mnie z równowagi w gimnazjum.
Pierwszy raz tak bardzo naświetliłem swoją osobę, czas pokarze co z tego wyniknie.

czwartek, 7 lutego 2013

Przyjaźń

Wszyscy chcemy mieć przyjaciół. Dlaczego? Ktoś się nad tym zastanawiał? Oczywiście, że nie. Po prostu tak jest i już. W końcu ludzie są istotami społecznymi (...i takie tam socjologiczne brednie).
Kiedyś czytałem na jednym z najpopularniejszych portali społecznościowych ( i nie było to nk) jak ktoś napisał, że gdyby nie ten portal, to "nie miałbym przyjaciół". Pudło, bratku. Sytuacja jest zgoła inna. A twoje mijanie się z prawdą tak bolesne, że aż miło patrzeć jak równo puchnie. Więc podnoś dupę od komputera i zmień ten stan rzeczy.
Dobra, a teraz o tym, kim tak właściwie jest przyjaciel. Stereotyp, nie, ideał przyjaciela mówi o osobie otwartej na innych, gotowej zawsze NAS wysłuchać i zawsze NAM pomóc. Nigdy NAS nie zawiedzie. Jest w stanie zawsze zmienić swoje plany (nawet jeśli to, dajmy na to, pogrzeb babci), żeby dostosować się do NASZYCH. I najfajniejsze, zaczerpnięte ze skarbnicy wiedzy jaką jest internet: "prawdziwy przyjaciel jak mu powiemy, że kogoś zabiliśmy zapyta: To gdzie zakopiemy ciało?"
To nie są cechy przyjaciela, tylko niewolnika. Tylko my, dla nas, o nas, z nami. A co z drugą osobą?Wychodzi na to, że ona nie może mieć przyjaciół, ponieważ to koliduje z naszymi interesami. Cóż za egoizm, cóż za hipokryzja.
Więc proszę, zastanów się teraz i odpowiedz sobie, czy Ty masz przyjaciół. Czy jesteś pewny, że oni mogą to samo powiedzieć o Tobie?
Powiem tak: mam kilku znajomych, którzy są świetnym materiałem na przyjaciela. Niestety, zdarza im się zawieść kiedy ich potrzebuję. I vice versa.
I teraz cofnijmy się do słowa klucza, mianowicie 'ideał'. Jak wszyscy wiemy, ideały nie istnieją, poza tym, rzeczy pozbawione wad są nudne. A osoby które uważam za przyjaciół bynajmniej takie nie są.
Jednak miałem kiedyś ideał przyjaciela. Taki w 100%, jednak nie był nudny. Dlaczego? Może dlatego, że mieliśmy w okolicy 12 lat, a wtedy ludzie nie są nudni. Przyjaźnie było znacznie łatwiej nawiązywać i je utrzymywać. Niewiele było trzeba, żeby się dobrze bawić, wystarczyła obecność tej drugiej osoby.
Dobra, dobra, więc w czym problem? Dorośliśmy. Z wiekiem mieliśmy względem siebie większe wymagania, do tego doszły: szkoła, moja przeprowadzka, później studia/praca. Owszem, spotykamy się. Czasem. Ale oboje wiemy, że to już nie to samo.
Więc zapytam jeszcze raz: Czy Ty masz przyjaciół?

środa, 6 lutego 2013

I cały misterny plan w...

Sytuacja znowu się powtarza. Jak co roku. Nie ważne, że ja nie chce ruszać mojej wielce szanownych czterech liter, znowu jadę na wieś. I tak w koło Macieju.
Czuję się jak zesłaniec do obozu pracy.
Moje racje nikogo nie obchodzą. Mało tego, mam wrażanie, że moje ustalone już plany są dodatkowym argumentem na mój wyjazd. A dlaczego tak jest? Bo mimo, że jest mnie więcej, jestem w mniejszości. Poza tym, jestem przecież synkiem mamusi, więc mam się jej słuchać. Za to jak ja czegoś oczekuje z tej samej racji, grozi mi wyrzuceniem z domu, bo jestem już dorosły.
Fakt, przyznaję, pod nieobecność rodzicielki planowałem ze znajomymi całodniowe libacje alkoholowe. Ale miałem też inne plany. Ileż można pić, kiedyś trzeba wytrzeźwieć.
Chciałem też w ciszy i w spokoju poczytać, bo jak wszyscy są w domu nie mam ku temu warunków (właściwie to chęci też), porozmyślać, "pobawić się w dom" (jestem ciekaw, jak to będziecie interpretować) i co najważniejsze: w związku z nadchodzącym wyjątkowym (i do pewnego stopnia znienawidzonym przeze mnie) dniem, poszukać swojego Szczęścia, które mogło by mi towarzyszyć nawet trochę dłużej. Nie miałbym nic przeciw, co więcej, mogę śmiało powiedzieć, że byłbym wielce zaszczycony.
A tak dupa. Cały mój misterny plan poszedł w pizdu.
Jadę więc do miejsca za którym nie przepadam, gdzie jest jeszcze mniej alternatyw spędzania wolnego czasu niż w karceru i gdzie nie wszyscy ludzie są przyjaźnie do mnie nastawieni (co jest najmniejszym problemem). Do miejsca, z którego za każdym razem wracam z jakimś negatywnym przyzwyczajeniem, nałogiem. To tam zacząłem nadużywać wulgaryzmów (żeby się porozumieć z ludźmi), to tam zacząłem pić (z nudów), to tam zacząłem palić (uwaga uwaga: z nudów). Ciekawe, jakie będą konsekwencje mojego kolejnego wyjazdu. Narkomania? Spalę komuś dom (z nudów)?
Dla waszego i mojego dobra: nie chciejcie żebym do was przyjeżdżał, a jeśli naprawdę się uweźmiecie, zorganizujcie mi jakieś gry i zabawy, żeby zająć mi czas i żebym się nie nudził. Dziękuje wam w imieniu moich przyszłych niedoszłych ofiar.