piątek, 30 sierpnia 2013

Podsumowanie

Dzień dobry, cześć i czołem. Pomyślałem sobie, że warto by podsumować moje dotychczasowe doświadczenia z wakacji. Okraszając je oczywiście moim błyskotliwym komentarzem.
Wiec tak. Byłem znów na wsi. Jak wyglądał mój pobyt? Co najmniej nieciekawie. Nie, nie nudno, dreszczyku emocji nie brakowało, ale o tym za chwilkę.
W zeszłym roku światła na ulicach gasły równo z nastaniem ciszy nocnej. W tym roku oszczędności poszły dalej. Nie zapalano światła wcale. Jakież to sprytne, prawda? Uniemożliwiono (a przynajmniej w znacznym stopniu utrudniono) w ten sposób dużej części wiejskiej populacji powrót do domu. Jakby uciekająca spod nóg droga nie była wystarczającym utrudnieniem.
W tym roku byłem na zesłaniu znacznie dłużej, co pozwoliło mi się zaznajomić ze strukturą społeczną wieśniaków. Dobrze, ludzi zamieszkujących tereny sąsiadujące z polami uprawnymi, na których rzadko wyrasta coś, co można z zyskiem opchnąć. Teren mieszkalny wsi jest dość niewielki. Sądzę, że nie przesadziłbym stwierdzając, że osiedla na którym aktualnie mieszkam jest podobnych rozmiarów. Mimo tego zdarzają się sytuacje kiedy ludzie nie widują się miesiącami ze sobą. Z kilku powodów, zależnie od pokolenia i stanu majątku. Dzieciaki do lat, dajmy na to 15 (choć zdarzają się starsi) przesiadują całe dnie przed komputerami grając w gry sieciowe. O ile mają internet, bo z tym bywa różnie. inni pracują, uciekają jak najdalej (najczęściej do sąsiedniej wsi), lub po prostu pija pod sklepem i zapominają o otaczających ich świecie. Sęk w tym, że jeśli ośmielisz się nie pokazywać ludziom na oczy, zaczną zastanawiać się, co się z tobą dzieje i bazując na strzępkach informacji tworzą niesamowite historie, o smokach, rycerzach i uwięzionych księżniczkach...
Plotki, bo o nich tu mowa, powstają kiedy ludzie mający nudne życia interesują się cudzymi w nadziei, że te drugie są ciekawsze. A w miejscu takim jak wieś, gdzie nuda wyznacza porządek nie tylko dnia, ale i pogody i pór roku, powstają naprawdę wspaniałe opowieści.
- Wiedziała pani, że Pawlak postawił wiadro z paszą dla świń po prawej stronie koryta?
- Co też  pani nie powie?
- Taa, na pewno bije swoje dzieci...
Albo historyjka o tym, ze zgubienie telefonu jest najlepszym dowodem na to, że twoja córka jest w ciąży.
W tym roku nie obyło się również bez konfliktów z tubylcami. To właśnie wspomniany wcześniej dreszczyk emocji. Spielberg scenariusza może by z tego nie zrobił, ale bidy ni ma. Naraziłem się pewnemu kolesiowi. Nie wiem czym, nie przepadał za mną ot tak, bez powodu. A jak to się mówi, jeśli ludzie nie darzą cię sympatią bez powodu, musisz jak najszybciej dać im powód. Ale nie tym razem, wbrew sobie schowałem swoje pyskówki do kieszeni, żeby się nie marnowały. Osobnik o którym mowa był nazywany od imienia upadłego anioła, bodajże symbolu mądrości. Nie mam najmniejszego pojęcia czemu, bo z mądrością miał równie dużo wspólnego co ja z hodowlą kuców szetlandzkich. Którejś pogodnej nocy mnie dopadł, zasypał gradem niespecjalnie silnych i wątpliwej precyzji ciosów, po czym napawając się zwycięstwem którego nie było odszedł. Więc żeby nie było mu smutno postanowiłem opuścić wieś. Chciałem w ten sposób dać mu cień powodu do dumy, że oto pozbył się "obcego" ze "swojej ziemi". Niech się cieszy, tacy ludzie mają nierzadko ciężko w życiu...
Wyjechałem do pierwszego większego miasta, szczęśliwie zamieszkałego przez część mojej rodziny ze strony ojca. Pierwsze co rzuciło mi się w oczy to śmigłowce. Widziałem je stojące w różnych dziwnych miejscach. Na środku jeziora, na rondzie, koło stacji paliw, na czyimś podwórzu... Może to tamtejszy zamiennik dla krasnali ogrodowych.
Sam pobyt u rodzinki nie był zły, pogawędziłem sobie z ludźmi których dawno nie widziałem a których cenię, mając jednocześnie nadzieję, że mój pobyt nie był dla nich zbędnym ciężarem.
Właśnie sobie przypomniałem jeszcze pewną rzecz, będącą niezaprzeczalnym plusem pobytu na wsi. Gwiazdy. Na co dzień mieszkam na śląsku, gdzie zobaczenie choć jednej gwiazdy graniczy z cudem, o gwiazdozbiorach nie wspomnę. Na tym samym śląsku dzieci wyczekujące pierwszej gwiazdki przed wigilijną kolacją tracą dzieciństwo stercząc w oknach. A na wsi widziałem gwiazdozbiór Wielkiego Wozu. Mało? Widziałem drogę mleczną, a jeśli spadające gwiazdy rzeczywiście przynoszą szczęście, to od niedawna jestem najszczęśliwszym człowiekiem. Przez cały pobyt na wsi, każdego wieczoru, widziałem meteory w liczbie od trzech wzwyż. Nie licząc Deszczu Perseidów. Wtedy nawet nie liczyłem...
Przede mną jeszcze trochę wakacji, więc skupię się na tym, co dla mnie najważniejsze. Zobaczymy, ile jeszcze szczęścia zdołam wycisnąć z pozostałego mi czasu wakacji.