Dzwoni telefon. Trzeba stoczyć nierówną walkę ze swoimi zszarpanymi strunami głosowymi.
23 lipca
To już jutro, nie mogę się doczekać! Po pracy wróciłem prosto do domu i zaraz siadłem przy komputerze żeby sprawdzić najnowsze ogłoszenia dotyczące koncertu na jaki się wybieram. Jest, znalazłem, regulamin. Jasno określone, co wolno, a co nie, bez zbędnego pier***enia. Z punktu na punkt robię jednak coraz większe oczy. O co chodzi z tymi lornetkami? Cóż, będę musiał wziąć plecak. G***no, nie wezmę, można wnieść tylko saszetki nie większe niż kartka formatu A4. Coraz niej mi się to podoba. Pełen obaw czytam kolejne punkty. Nagle szok. Nie można wejść w butach z metalowymi zakończeniami. Jak to? Nie mogę mieć glanów? Ale ja nie mam innych butów!
Kwestie bezpieczeństwa. A, to spoko. Bezpieczeństwo najważniejsze. Na koncercie gdzie co chwilę coś płonie i wybucha.
24 lipca
W końcu, to dziś! Odliczam w głowie każdą godzinę. Jestem tak cholernie podekscytowany, zauważam, że dzieją się ze mną dziwne rzeczy. W pracy ogarnia mnie dziwna energia, nawet nie czuję bólu pleców który mnie męczy od kilku dni. głowa od czasu do czasu sama wpada w niekontrolowane ale krótkie fale headbangingu.
Na przerwie podchodzi do mnie kolega, pyta czy jadę może na ten dzisiejszy koncert na stadionie. Es tut mir leid, ich verstehe nicht, odpowiadam.
Zmiana się kończy, wychodzę z zakładu. Przy wyjściu pozdrawiam znajomego ochroniarza i tanecznym krokiem oddalam się na przystanek.
W domu mam około godziny żeby się przyszykować i wyjść. W międzyczasie rozmawiam z siostrą, opowiada mi, że jej znajomy chce sprzedać bilet.
- Nie bądź głupia, jak ma to zrobić, skoro bilety są imienne i ważne tylko z ważnym dokumentem tożsamości - mówię z politowaniem w głosie.
Odruchowo sięgam do kieszeni żeby jej pokazać, że najlepiej w roli dokumentu sprawuje się dowód osobisty. Momentalnie bladnę. Oblewa mnie zimny pot, w panice rzucam się w kierunku plecaka i przeszukuję wszystkie kieszenie. Nic. Pusto. Gdzie są moje dokument?! Lekko drżącym głosem mówię do siostry: Robal, bardzo ci się śpieszy? Bo chyba dokumenty w szafce w pracy zostawiłem...
Wchodząc ponownie na teren zakładu pozdrawia mnie ponownie ochroniarz: Co jest młody, tak spodobała się praca, że na kolejną zmianę wracasz?
Spokojniej oddycham dopiero w szatni, siedząc z dokumentami w dłoni. Kilka głębszych wdechów, wychodzę.
Siostra zawiozła mnie na miejsce spotkania ze znajomymi i pojechała za swoimi sprawami, znajomi przyjechali niewiele później.
Pierwsza poważna fala emocji zalała mnie gdy znaleźliśmy się pod stadionem. Cała masa ludzi, Czesi, Chorwaci, Niemcy i oczywiście Polacy. Mieliśmy chwilę czasu do wejścia, skoczyłem kupić sobie pamiątki i siedliśmy w pobliżu wejścia. Chwile później dosiadła się do mnie jakaś babka:
- Witam, zauważyłam, że też masz opaski na nadgarstku, mogę jedną?
- Nie, to pamiątki po dziewczynach - odpowiedziałem i zacząłem wymieniać imiona które losowo przychodziły mi do głowy. Podziałało. Gdyby była chociaż ładna...
Jedna rzecz mnie tylko cały czas męczyła, mianowicie to, że było dużo ludzi w glanach, których ja sobie odmówiłem ze względu na zapis w regulaminie. Patrząc na to gotowałem się w środku ze złości, bo zamiast w wygodnych, pancernych glanach przyjechałem w podniszczonych półbutach z delikatnej skóry, których zbyt cienka podeszwa sprawiała, że moje przyzwyczajone do glanów stopy odczuwały każdy, nawet najdrobniejszy kamyczek. I to wszystko przez moją nadinterpretację punktu regulaminu. Nie było mocy, organizatorzy i zespół musieli mi jakoś wynagrodzić tą niedogodność. Czy się udało?...
Na potwierdzenie wspomnę choćby o tym, że przez połowę koncertu z oczu bez przerwy leciały mi łzy. Ogarnęła mnie dziwny rodzaj melancholii której nic nie było w stanie powstrzymać. Przez bardzo długi czas nie mogłem uwierzyć w to gdzie jestem i jakie mam szczęście że załapałem się na ten koncert. Pozwoliłem sobie zapomnieć o całym otaczającym mnie świecie i problemach, kilka razy po prostu stawałem i przymykałem oczy pozwalając pozostałym zmysłom czuć ten koncert. Co nawiasem mówiąc nie było takie trudne dzięki potężnemu nagłośnieniu sceny. Żeby łatwiej było można sobie wyobrazić tą moc, zaznaczę, że podczas kawałka gdzie wszyscy zapalili zapalniczki, w pewnym momencie po prostu zdmuchnęło płomień z mojej.
Swoją drogą, widok całego stadionu, płyty i trybun, jako morza pojedynczych płomyczków był naprawdę niesamowity. Nie, niesamowity to za mało, w tym miejscu idealnie pasuje wyświechtane określenie "zapierające dech w piersiach".
No i oczywiście nie można zapomnieć o wszystkich efektach specjalnych, wybuchach, fajerwerkach i płomieniach. W ciągu całego koncertu stadion wygenerował do atmosfery ilość dwutlenku węgla porównywalną chyba tylko z roczną emisją wszystkich kopalń na śląsku razem wziętych. Jak się z tym czuję? Po prostu zaje***cie!
Po tym co przeżyłem podczas tych kilku krótkich godzin na zawsze zmieni moje postrzeganie na temat koncertów i tego jak powinny wyglądać.
Na koniec chciałbym w tym miejscu pozdrowić moją znajomą z technikum i jej chłopaka, którzy zgodzili się wziąć na swoje barki kwestię logistyczną i towarzyszyli mi w tym niesamowitym przeżyciu. I nie zapominajmy o mojej siostrze, bez której szybkiej interwencji nawet nie znalazłbym się na tym koncercie. Dziękuję wam!
Na potwierdzenie wspomnę choćby o tym, że przez połowę koncertu z oczu bez przerwy leciały mi łzy. Ogarnęła mnie dziwny rodzaj melancholii której nic nie było w stanie powstrzymać. Przez bardzo długi czas nie mogłem uwierzyć w to gdzie jestem i jakie mam szczęście że załapałem się na ten koncert. Pozwoliłem sobie zapomnieć o całym otaczającym mnie świecie i problemach, kilka razy po prostu stawałem i przymykałem oczy pozwalając pozostałym zmysłom czuć ten koncert. Co nawiasem mówiąc nie było takie trudne dzięki potężnemu nagłośnieniu sceny. Żeby łatwiej było można sobie wyobrazić tą moc, zaznaczę, że podczas kawałka gdzie wszyscy zapalili zapalniczki, w pewnym momencie po prostu zdmuchnęło płomień z mojej.
Swoją drogą, widok całego stadionu, płyty i trybun, jako morza pojedynczych płomyczków był naprawdę niesamowity. Nie, niesamowity to za mało, w tym miejscu idealnie pasuje wyświechtane określenie "zapierające dech w piersiach".
No i oczywiście nie można zapomnieć o wszystkich efektach specjalnych, wybuchach, fajerwerkach i płomieniach. W ciągu całego koncertu stadion wygenerował do atmosfery ilość dwutlenku węgla porównywalną chyba tylko z roczną emisją wszystkich kopalń na śląsku razem wziętych. Jak się z tym czuję? Po prostu zaje***cie!
Po tym co przeżyłem podczas tych kilku krótkich godzin na zawsze zmieni moje postrzeganie na temat koncertów i tego jak powinny wyglądać.
Na koniec chciałbym w tym miejscu pozdrowić moją znajomą z technikum i jej chłopaka, którzy zgodzili się wziąć na swoje barki kwestię logistyczną i towarzyszyli mi w tym niesamowitym przeżyciu. I nie zapominajmy o mojej siostrze, bez której szybkiej interwencji nawet nie znalazłbym się na tym koncercie. Dziękuję wam!
