Czasami jest tak, że zbyt długie siedzenie w pracy szkodzi. Czasem też "za długo" odnosi się do zwykłego ośmiogodzinnego dnia pracy, bez żadnych nadgodzin. Myślę, że nie jestem odosobniony w swojej opinii.
Wracając do meritum, w przypadku kiedy czas w pracy dłuży się niemiłosiernie, kolejne układy naszego organizmu powoli odmawiają posłuszeństwa i nie pomaga żadna dawka kawy, dzieję się dziwne rzeczy.
Właśnie tego ostatnio doświadczyłem w pracy. Po wypiciu trzech kaw (co prawda słabych, ale jednak, szczególnie biorąc pod uwagę fakt, że normalnie nie pijam kawy) i dużej puszki energetyka, gdy znużenie nie odpuszczało do głowy zaczęły przychodzić durne pomysły...
Ten jeden konkretny o którym chciałbym tutaj wspomnieć koledzy nazwali mianem "mongolskiej teorii".
Bo co jeśli nasi politycy tylko zgrywają takie durne bydlęta a tak naprawdę działają według precyzyjnie ustalonego długofalowego planu mającego na celu posprzątanie tego całego burdelu które pozostawił po sobie poprzedni system. Jak? To proste jak budowa cepa. Coraz więcej dodatków socjalnych dla nie tyle już biedy co typowej patologii, kolejne 500+, mieszkania, i tak dalej. Z tego powodu pieniędzy dla normalnie i uczciwie pracujących obywateli coraz mniej, system okrada nas coraz bardziej żeby patologia miała na swoje zasiłki, bo do pracy przecież nie pójdą...
Coraz dokuczliwsza sytuacja zmusza coraz więcej ludzi do wyjazdów za chlebem za granicę. Uciekają lekarze, nauczyciele, przedsiębiorcy, robotnicy fizyczni i wszelkiego rodzaju specjaliści. Patola nigdzie się nie wybiera, im tak dobrze chlać, ćpać i gździć się za cudze.
Załóżmy, że koniec końców będzie taki, że w granicach kraju nie pozostanie już ani jedna jednostka zdolna sama na siebie zarobić w uczciwy sposób, wszyscy chcący żyć godnie wyjechali, została tylko patologia, chronicznie bezrobotni i jednostki niezdolne do funkcjonowania w zdrowym społeczeństwie.
I tutaj zaczyna się robić fajnie, bo popuściłem mocno wodze fantazji...
Granice kraju zostają zamknięte od środka, nikt nie ma prawa już się wydostać. Rząd opuścił kraj, w jego granicach panuje totalna anarchia, ale nikogo to już nie obchodzi. No, może poza telewizją nadającą na żywo to co się tam wyprawia, ku uciesze normalnych ludzi którzy odczytali ukryte intencje rządu i wyjechali aby przeczekać ten pogrom. Kiedy oglądanie jak ci wszyscy którzy zostali, podkreślmy to, z własnego wyboru, walczą o naklejki na świerzaki i tym podobne, będzie zorganizowany konkurs SMS-owy: Jak to zakończymy? Przez bombardowanie głowicami, czy może prościej, zrzucimy na to napalm? A może któryś z telewidzów będzie miał swoją wizję zagłady i definitywnego pozbycia się wszelkich patologi? Może klasyczny deathmach drużynowy? Walki w klatkach? Proszę bardzo. Propozycje należy zgłaszać na wskazany adres do trzydziestego lutego. Wygra te forma oczyszczenia która zbierze najwięcej głosów.
Tylko sobie wyobraźcie, już nigdy nie usłyszy się szelestu przetartego ortalionu w ciemnej uliczce, nie będzie nawet ciemnych uliczek, bo żaden intelektualny inwalida o ilorazie inteligencji nie przekraczającym wartością rozmiaru buta nie wpadnie na to, żeby zdewastować oświetlenie uliczne. Zero zaszczanych przejść podziemnych, pyskatych madek twierdzących że wszystko im się należy bo nie wiedzą co to antykoncepcja, zostanie sama kultura, ład i szyk.
Rząd wynagrodzi nam dotychczasowe niedogodności budując piękny kraj od podstaw, dla ludzi...
Taaa... Ale pomysł ciekawy. Marzyć na szczęście jeszcze nam wolno.