- Ze wszystkich cech charakteru jakimi mógłbym być obdarzony, ktoś u góry wybrał tylko te złe. Wyobrażam sobie, jak podczas poważnej konferencji/zebrania zarządu nasz Wielki Projektant przedstawia mnie jako swój nowy koncept: "...a temu tutaj zafundowałem takie cechy jak lenistwo, niefrasobliwość, nieporadność, obojętność... słowem cały ten bajzel który powstał w wyniku błędnych obliczeń podczas projektu o kryptonimie "Stwarzane", a z którymi nie było co zrobić. Czy jesteście państwo tak samo ciekawi jak ja, jak nasz pupilek sobie z tym poradzi?..."
- Może znajdzie się ktoś, kto pamięta jak opisywałem pewną sytuację z czasów technikum, mianowicie kiedy to koleżanka opowiadała na forum klasy co ją we mnie denerwuje. Zastanawiałem się niedawno, co by było gdybym wtedy odpowiedział na jej salwę ogniem ze wszystkich dział. Co bym jej powiedział?... "Twoje wyłupiaste oczy i rechoczący śmiech przywołuje bardzo jednoznaczne skojarzenie z jakimś płazem. Jednak twoja figura, a właściwie jej brak, spiczasty nos i chude jak patyki kończyny przywodzą na myśl raczej komarzycę. Smętnie wiszące z czubka głowy włosy, sprawiające wrażenie jakby chciały stamtąd uciec... zrób coś z nimi. I zakryj te czoło wielkości płaskowyżu. Drażni cię mój śmiech? Mnie drażni to, jak przedmiotowo traktujesz swoje najbliższe koleżanki. Po twoim zachowaniu na co dzień można łatwo dojść do wniosku, że według ciebie są modnym dodatkiem pasującym do twojej jędzowatej osobowości..." Et cetera, et cetera. Mógłbym tak godzinami. Naprawdę jej nie lubiłem.
- Czy koś może potrafi dostrzec podobieństwa w tak skrajnych emocjach jak miłość i nienawiść? Mnie, przynajmniej w moim mniemaniu się udało (wkraczam na niepewny grunt). W obu przypadkach zmienia diametralnie się obraz otaczającego nas świata. Przestajemy postępować racjonalnie. Zarówno miłość (w przypadku gdy jest to uczucie toksyczne) jak i nienawiść są w stanie zrujnować nam życie. Czy ktoś dorzuci coś od siebie?
- Siedząc na przystanku zauważyłem ciężarówkę. Na jej naczepie był kontener z dużym, kolorowym napisem: "Ola - trans". Skłoniło mnie to do przemyśleń nad niektórymi znajomymi.
- Przeglądałem stare zeszyty z czasów technikum. A właściwie ich ostatnie strony, te bowiem zawsze maja najciekawszą zawartość względem reszty zeszytu. Co znalazłem? Przeróżne rzeczy. Pierwsze posty, które pisałem z nudów na lekcjach, przerwach i w ogóle w każdej możliwej sytuacji. Były też rysunki. Kopie rysunków Sławomira Mrożka, odręczne plany szkoły, rysunki osób za którymi nie przepadałem... szczególnie jeden wywołał u mnie uśmiech. Przedstawiał chłopaka leżącego w kałuży krwi, podpisanego na czole imieniem osoby za którą nie przepadałem, z masą strzał sterczącą z pleców i tabliczką z napisem "Persona non grata - niemile widziana szmata" wbitą w miejsce, gdzie kończą się plecy a zaczynają nogi. To zabawne, ale teraz, po tych kilku latach, polubiłem tą osobę i chętniej poszedłbym z nią na piwo, niż umieszczał tabliczki w miejscach na jej ciele w których ich być nie powinno.
- Dlaczego do piekła wiedzie autostrada, a do nieba strome schody? Czyżby grzeszników było więcej i aby usprawnić ich przepływ wybudowaną piękną, szeroką dwupasmówkę? Droga jest prosta, komfortowa, bez ograniczeń prędkości, kontroli radarowych, bramek do poboru opłat i tym podobnych rewelacji. Wystarczy wsiąść do podstawionej bryki, w której nieraz siedzi uśmiechnięty szofer i nic nie robić. Do nieba natomiast nie wystarczy chcieć się dostać. Potrzeba trochę, a nawet trochę więcej wysiłku, żeby tam trafić. A u szczytu schodów i tak stoi bramkarz jak przed modnym klubem i selekcjonuje wchodzących. Ale nie zawsze tak jest. Polska myśl techniczna jest niezwykle płodna w nowe pomysły, o czym można się przekonać słuchając refrenu tejże melodii. Co to było? Wyniki rozmyślań napędzonych dobrym towarzystwem i piwem, ot co.
To by było tyle. Jakbym chciał umieścić tu wszystkie tego typu rzeczy, zajęło by to zbyt wiele miejsca. I czasu. Skompletowanie "materiałów" do tego postu zajęło mi około pół roku. Mam zwyczaj zapisywania niektórych myśli, więc zazwyczaj mam przy sobie kartkę papieru i długopis, a odnalezienie tych wszystkich kartek jak widać trochę mi zajęło.
Może kiedyś, jeśli znów skumuluje się podobna ilość odprysków, zdecyduję się je ponownie umieścić na blogu pod podobną do tej postacią. Może.