sobota, 10 czerwca 2017

Hipokryzja

Według słownika języka polskiego PWN: obłuda, nieszczerość, dwulicowość. Szczerze mówiąc spodziewałem się bardziej wyczerpującej definicji, choć, nie powiem, ta również trafia w sedno. Popularna encyklopedia internetowa, choć w moim mniemaniu dużo mniej wiarygodna, jest bardziej rozbudowana: Zachowanie lub sposób myślenia i działania charakteryzujący się niespójnością stosowanych zasad moralnych.
Do czego zmierzam. Ostatnimi czasy w swoim dalszym, jak i bliższym otoczeniu miałem kilka podręcznikowych przykładów w moim mniemaniu idealnie do tego słówka przykładów zachowania. Chciałbym je w tym momencie opisać, bo ja wiem, ku przestrodze? Zaczynamy.

***

Siedzę sobie grzecznie w pewnej fasatfudzierni z żółtym gryzmołem na czerwonym tle w logo serwując sobie kolejną niezdrową dawkę rakotwórczych środków zawartych w dostępnym tam "jedzeniu". Nagle mój spokój zakłóca pewna kobiecina w średnim wieku. Po ubiorze już wywnioskowałem jakiego kalibru prośbę do mnie skieruje: "Przepraszam, zbieram na jedzenie, miałby pan może wspomóc czterdziestoma groszami?". Stwierdziłem, jak zawsze zgodnie z prawdą, że pieniądze posiadam tylko na karcie i nie mam gotówki, więc nawet jeśli bym chciał to nie pomogę. Więc kobiecina poszła dalej, do kolejnego stolika. Siedział tam pewien jegomość popijając lurę szumnie w tym lokalu nazywaną kawą i korzystał z darmowego dostępu do sieci na swoim laptopie. Nawiązał się taki oto dialog:
- Miałby pan może poratować kwotą czterdziestu groszy, zbieram na jedzenie dla siebie i dzieci?
- Niestety, jestem wychowany żeby nie dawać pieniędzy, nawet na jedzenie. Ale jeśli pani chce, mam           tu kanapkę, mogę ją pani bez żadnego problemu dać.
- A to spierdalaj, niewychowany chuju, nie o jedzenie prosiłam, tylko o pieniądze.
Zbaraniałem jak to usłyszałem. Nie trudno się domyśleć, że nie tylko ja. Tak samo, jak nie trudno się domyśleć, że bohaterka tej opowieści raczej nie dostała żadnych pieniędzy od osób w tym  czasie przesiadujących owego dnia w lokalu.

***

Dość oczywistym faktem jest, że jestem biednym studentem, dlatego do pracy jadę tramwajem, zamiast prywatnym odrzutowcem. Nie szczególnie przepadam za komunikacją miejską, choć przyznam, zdarzają się sytuacje godne zapamiętania. Oto jedna z nich.
Siedzę sobie w tramwaju i umilam sobie czas obserwując zachowanie otaczających mnie ludzi. W pewnym momencie moją uwagę przyciągnęła pewna starsza pani poruszająca się z wielkim trudem pomagając sobie przy tym kulami. z jakiegoś sobie tylko znanego powodu doszła do wniosku, że krzesełko na którym siedzi jest pod jakimś względem mniej atrakcyjne od tego, które właśnie się zwolniło na drugim końcu pojazdu. Więc z konsekwencją i uporem Syzyfa wtaczającego głaz na szczyt góry zaczęła kuśtykać w tamtym kierunku.Dotarła i sapiąc jak sfrustrowany nosorożec z wysiłkiem klapnęła na upragnionym miejscu. Jej spełnienie jednak nie trwało długo, ponieważ po kilku minutach kolejne miejsce przyciągnęło jej uwagę. Więc znów, z tytanicznym wysiłkiem zaczęła zmierzać w kierunku nowego celu. Sytuacja jeszcze się powtórzyła dwa razy. W którymś momencie spodobało jej się moje miejsce, z tymże ja nadal tam byłem. więc stoi chwiejnie nade mną i już nie sapie, ale wręcz rzęzi jak zarzynane prosie. Po czym, jakby w ciężkim szoku że nie ustąpiłem jej miejsca mówi:
- Nie ustąpisz miejsca starszej kobiecie synku? Zmęczona jestem.
- Szczerze mówiąc, nie. I pozwolę sobie zauważyć, że jakby pani nie biegała po całym tramwaju,                   sądzę, że nie była by pani tak zmęczona. Tym bardziej, że nie dalej jak trzy minuty temu pani siedziała.
- Co za niewychowany gówniarz!
Oczywiście posypały się jeszcze inne epitety pod moim adresem.
Choć przyznam szczerze, chciałbym mieć taką kondycję będąc w wieku tejże pani.

***

Miałbym także mały zarzut do otaczających mnie bliżej ludzi. Nie raz, nie dwa, usłyszałem, że jestem typem osoby charyzmatycznej. Miło takie coś usłyszeć, nie powiem. Nie raz się z nimi widywałem, zdawali się być zadowoleni z mojej obecności. Nie raz także do mnie dzwonili, czy przypadkiem nie robię czegoś ciekawego, niestety jakoś tak się zawsze składało, że właśnie w tych momentach byłem nieosiągalny. Nieszczęśliwy zbieg okoliczności. Ale nie raz była też sytuacja, kiedy mam wolny cały weekend i zapraszam do siebie ludzi, wszystko przygotowane, bo zadeklarowali obecność, po czym nikt nie przychodzi. Bez uprzedniego powiadomienia o tym. Co w takim razie jest nie tak z moją "charyzmą"? Żeby było jasne, nie mam na myśli konkretnych osób. Możliwe, że to nawet nie jest przykład hipokryzji tylko zwykły zbieg okoliczności. Ale nie mogę pozbyć się wrażenia, że coś tu jest nie tak.

***

A żeby teraz nie było niejasności, uściślijmy. Nie chcę tutaj szkalować tylko moje otoczenie, sobie też mam do zarzucenia małe co nie co. Choćby mój proces studiowania. Ile razy deklarowałem że chcę pracować w tym zawodzie, że podoba mi się ten kierunek i w ogóle. Niestety, mam wrażenie (i nie tylko ja), że niewiele się dzieje w tym kierunku. Podobnie wygląda sprawa z moimi nałogami, ale to już historia na osobny wpis.

Dziękuję, wysypałem z głowy śmieci, miłej końcówki weekendu. Do zobaczenia w moje urodziny. Ciao.