Ludzie się rodzą, żyją i umierają, taka jest naturalna kolej rzeczy i nikt tego nie kwestionuje.
Wszyscy się czują co najmniej zmartwieni śmiercią bliskiej osoby, ale czy kiedykolwiek ktokolwiek z was odczuwał żal po śmierci osoby której się nie znało?
Jestem nałogowym graczem. Może nie jest to specjalny powód do dumy, ale też niespecjalnie się z tym kryję. Co to ma do rzeczy? Otóż ma i to więcej niż bym sobie tego życzył. Wchodząc dziś na forum dotyczące mojej ulubionej gry dowiedziałem się, że osoba z którą miałem przyjemność nie tak dawno grać uległa wypadkowi samochodowemu. Samochód wjechał pod pociąg na nieoznakowanym przejeździe.
Osoba też prowadziła również na YouTube kanał zawierający porady dla początkujących graczy i nie tylko.
Dlatego poczułem się dziwnie na myśl, że już nigdy nie zobaczę nowych filmików zaczynających się od wypowiedzianych charakterystycznym głosem słów: "What is gone one, ladies and gentlemens?*"
Na usta aż się ciśnie gorzka uwaga, że człowiek ten bezpieczniejszy był w wirtualnej rzeczywistości...
Gracze z całego świata solidaryzują się w bólu z rodziną osoby znanej pod nikiem yoteslaya.
*Może zawierać błędy, pisałem ze słuchu
O wszystkim i o niczym. O tym co mnie wkurza, drażni, bawi, śmieszy, zastanawia. O moich przemyśleniach i innych różnych pierdołach. O mnie.
sobota, 26 października 2013
środa, 23 października 2013
Homo Sapiens. I co dalej?
Człowiek. Pionier w każdej dziedzinie. Dzięki swojemu wspaniałemu mózgowi i zdolności abstrakcyjnego myślenia wybił się ponad resztę gatunków na naszej planecie stając się gatunkiem dominującym. Przekonani o swojej wyższości siejemy wszechogarniające zniszczenie.
W rzeczywistości nieporadne stworzenie, odseparowane od znajomego sobie świata, cywilizacji, rzadko potrafi sprostać wyzwaniu jakie stawia przed nim natura. Wspaniały mózg? Ponad kilogramowy kawał gąbczastej struktury z której możliwości korzystamy w zaledwie 10%. No dobrze, ale mamy to wspaniałe abstrakcyjne myślenie. Tak, pewnie. Z tym że część naczelnych też w pewnym stopniu posiada tę umiejętność.
Nie jesteśmy tacy doskonali jak o sobie myślimy.
Jakiś czas temu analizowałem na nowo przebieg ewolucji człowieka. Znam ją dość dobrze. Ale co by się stało, gdyby któreś z wielkich wymierań w historii Ziemi nie miało miejsca? Bylibyśmy czymś na kształt większych, inteligentniejszych owadów? A może dalej uciekalibyśmy spod nóg wielkich dinozaurów? Chciałbym wiedzieć że nie tylko mnie zastanawiają takie rzeczy. Wiem, wiem. To głupie gdybanie, dziecinne "co by było, gdyby...". Ale do czego zmierzam. Człowiek osiągnął pewien, pozwolę sobie to nazwać "pułap ewolucyjny". Nie wydaje mi się, żeby w ciągu najbliższych tysięcy, setek tysięcy, milionów lat mielibyśmy się zmienić w znaczący sposób. Choć może ten pogląd jest po prostu zakorzeniony w mojej konserwatywnej naturze. Załóżmy jednak, że coś się zmienia. Że nie nastąpiła żadna katastrofa ekologiczna, nie doprowadziliśmy do samozagłady, nie zniszczyli nas kosmici. Jaką drogę wybierzemy? Czy będziemy mieli możliwość wyboru?
Jakiś czas temu czytałem w pewnym czasopiśmie popularnonaukowym, że za góra 50 lat będzie możliwe stworzenie swojego mechanicznego awatara i przeniesienie do niego swoich wspomnień. Czy jak kto woli: duszy. Oczywiście było by to możliwe tylko dla najbogatszych i takie tam... Do samej wiadomości podszedłem z dystansem, bo jeśli wszystkie tego typu prognozy miały by się spełniać, to pociągi śmigały by z prędkością dźwięku i bylibyśmy, dajmy na to, w połowie drogi do kolonizacji Marsa. Ale sam pomysł mnie zaintrygował. Czy wejdziemy na tą ścieżkę i będziemy dążyć do tego, że w przyszłości ludzie będą bardziej przypominać maszyny z ludzkimi odruchami? Czy może pójdziemy w zupełnie przeciwnym kierunku: nauczymy się korzystać z naszych mózgów w jak najwyższym stopniu, poznając takie możliwości jak telepatia, telekineza i inne tego typu sensacje? Powstanie nowy gatunek, który śmiało można by ochrzcić mianem homo sapiens superius? Czytałem kiedyś w podręczniku do bodajże biologi (a może fizyki?) że przewiduje się powstanie nadczłowieka. Brzmi trochę jak z taniego filmu science fiction? Być może, ale podobno naukowcy nie wykluczają, że taka możliwość istnieje. Osobiście wolałbym żeby ludzkość podążyła właśnie tą ścieżką. Jednocześnie, nie wiem czemu, wydaje mi się ona dużo mniej prawdopodobna. Przynajmniej w najbliższym czasie. Technika na razie oferuje te wszystkie cuda które podobna można osiągnąć sprawując pełną kontrolę nad mózgiem. Ludzie jak zawsze pójdą na łatwiznę. Tylko czy dla ludzkości wyzbycie się swojej cielesności nie będzie równoznaczne z zaprzeczeniu swojemu człowieczeństwu? Czy to w ogóle jeszcze będzie człowiek? Czy będzie można z czystym sumienie powiedzieć o sobie ecce homo?
W rzeczywistości nieporadne stworzenie, odseparowane od znajomego sobie świata, cywilizacji, rzadko potrafi sprostać wyzwaniu jakie stawia przed nim natura. Wspaniały mózg? Ponad kilogramowy kawał gąbczastej struktury z której możliwości korzystamy w zaledwie 10%. No dobrze, ale mamy to wspaniałe abstrakcyjne myślenie. Tak, pewnie. Z tym że część naczelnych też w pewnym stopniu posiada tę umiejętność.
Nie jesteśmy tacy doskonali jak o sobie myślimy.
Jakiś czas temu analizowałem na nowo przebieg ewolucji człowieka. Znam ją dość dobrze. Ale co by się stało, gdyby któreś z wielkich wymierań w historii Ziemi nie miało miejsca? Bylibyśmy czymś na kształt większych, inteligentniejszych owadów? A może dalej uciekalibyśmy spod nóg wielkich dinozaurów? Chciałbym wiedzieć że nie tylko mnie zastanawiają takie rzeczy. Wiem, wiem. To głupie gdybanie, dziecinne "co by było, gdyby...". Ale do czego zmierzam. Człowiek osiągnął pewien, pozwolę sobie to nazwać "pułap ewolucyjny". Nie wydaje mi się, żeby w ciągu najbliższych tysięcy, setek tysięcy, milionów lat mielibyśmy się zmienić w znaczący sposób. Choć może ten pogląd jest po prostu zakorzeniony w mojej konserwatywnej naturze. Załóżmy jednak, że coś się zmienia. Że nie nastąpiła żadna katastrofa ekologiczna, nie doprowadziliśmy do samozagłady, nie zniszczyli nas kosmici. Jaką drogę wybierzemy? Czy będziemy mieli możliwość wyboru?
Jakiś czas temu czytałem w pewnym czasopiśmie popularnonaukowym, że za góra 50 lat będzie możliwe stworzenie swojego mechanicznego awatara i przeniesienie do niego swoich wspomnień. Czy jak kto woli: duszy. Oczywiście było by to możliwe tylko dla najbogatszych i takie tam... Do samej wiadomości podszedłem z dystansem, bo jeśli wszystkie tego typu prognozy miały by się spełniać, to pociągi śmigały by z prędkością dźwięku i bylibyśmy, dajmy na to, w połowie drogi do kolonizacji Marsa. Ale sam pomysł mnie zaintrygował. Czy wejdziemy na tą ścieżkę i będziemy dążyć do tego, że w przyszłości ludzie będą bardziej przypominać maszyny z ludzkimi odruchami? Czy może pójdziemy w zupełnie przeciwnym kierunku: nauczymy się korzystać z naszych mózgów w jak najwyższym stopniu, poznając takie możliwości jak telepatia, telekineza i inne tego typu sensacje? Powstanie nowy gatunek, który śmiało można by ochrzcić mianem homo sapiens superius? Czytałem kiedyś w podręczniku do bodajże biologi (a może fizyki?) że przewiduje się powstanie nadczłowieka. Brzmi trochę jak z taniego filmu science fiction? Być może, ale podobno naukowcy nie wykluczają, że taka możliwość istnieje. Osobiście wolałbym żeby ludzkość podążyła właśnie tą ścieżką. Jednocześnie, nie wiem czemu, wydaje mi się ona dużo mniej prawdopodobna. Przynajmniej w najbliższym czasie. Technika na razie oferuje te wszystkie cuda które podobna można osiągnąć sprawując pełną kontrolę nad mózgiem. Ludzie jak zawsze pójdą na łatwiznę. Tylko czy dla ludzkości wyzbycie się swojej cielesności nie będzie równoznaczne z zaprzeczeniu swojemu człowieczeństwu? Czy to w ogóle jeszcze będzie człowiek? Czy będzie można z czystym sumienie powiedzieć o sobie ecce homo?
wtorek, 15 października 2013
Tytuł?...
Wiele razy już to przechodziłem. Kiedy siadam przed komputerem z chęcią napisania kolejnego wpisu na blogu i pomimo kipiących z mojej głowy pomysłów, przemyśleń, rad... nie wiem co napisać, ani jak zacząć. Biernie czekam na wenę.
Dziś, w poszukiwaniu owej weny, wybrałem się na wycieczkę autokarową, która finalnie nie doszła do skutku. Wyszedłem z autobusu w połowie drogi do pierwotnego celu i:
Dlaczego to napisałem? W sumie to sam nie wiem. Może żeby dać upust mojej, wedle opinii niektórych: grafomanii.
Może po prostu stęskniłem się za uczuciem jakie towarzyszy każdemu publikowanemu przeze mnie wpisowi. A może po to, żeby roztrwonić czas, którego z każdą chwilą mam mniej. Tak, marnowanie czasu to moja specjalność. Zaraz po laniu wody. Wiem, że jeśli nie przestanę topić ludzi w potokach bezsensownego bełkotu wydobywających się z moich ust (spod moich palców?) będę jedynym czytelnikiem tego bloga, wciąż narcystycznie wpadając w samozachwyt czytając te same wyblakłe i wyjałowione z jakichkolwiek wartości teksty.
Swoją drogą, napiłbym się jeszcze dobrego piwa...
Dziś, w poszukiwaniu owej weny, wybrałem się na wycieczkę autokarową, która finalnie nie doszła do skutku. Wyszedłem z autobusu w połowie drogi do pierwotnego celu i:
- spotkałem się ze znajomym, choć nie musiałem,
- wypiłem piwo, choć nie miałem na nie pieniędzy (podobnie zresztą jak on),
- porozmawiałem z nim mimo że właściwie nie miałem ku temu powodu.
Dlaczego to napisałem? W sumie to sam nie wiem. Może żeby dać upust mojej, wedle opinii niektórych: grafomanii.
Może po prostu stęskniłem się za uczuciem jakie towarzyszy każdemu publikowanemu przeze mnie wpisowi. A może po to, żeby roztrwonić czas, którego z każdą chwilą mam mniej. Tak, marnowanie czasu to moja specjalność. Zaraz po laniu wody. Wiem, że jeśli nie przestanę topić ludzi w potokach bezsensownego bełkotu wydobywających się z moich ust (spod moich palców?) będę jedynym czytelnikiem tego bloga, wciąż narcystycznie wpadając w samozachwyt czytając te same wyblakłe i wyjałowione z jakichkolwiek wartości teksty.
Swoją drogą, napiłbym się jeszcze dobrego piwa...
Subskrybuj:
Posty (Atom)