Zdarzyło się wam kiedykolwiek w życiu palnąć lub zrobić coś głupiego czego bardzo żałowaliście? Oczywiście że tak, każdy ma taką zadrę na sumieniu, nie ma ludzi świętych. Tu pojawia się drugie moje pytanie: Co z tym zrobiliście? I czy w ogóle dało się to odkręcić?
Czym jest złość? Wydawać by się mogło, że wie to każdy. Jednak, profilaktycznie, aby uniknąć nieścisłości, powołam się na towarzyszący mi od zawsze w takich trudnych sytuacjach Słownik Języka Polskiego PWN: "stan irytacji, wzburzenia, uczucie wrogości, gniew".
Wydaję mi się, że ogół moich znajomych zgodzi się ze mną kiedy stwierdzę, że do osób porywczych i nerwowych to ja raczej nie należę. Na czym polega moja tajemnica? Jak radzę sobie ze złością? To proste, nie radzę sobie. Bardzo rzadko daję się ponieść negatywnym emocjom, zazwyczaj po prostu duszę i gniotę je w sobie. Problem pojawia się, kiedy kociołek jest już pełen i wystarczy byle głupia sytuacja żeby to wszystko pie***lnęło. Złość potrafi być bardzo destrukcyjna w swoich następstwach, a nie regulowana w naturalny sposób i powstrzymywana tyle czasu, to już w ogóle iście niszczycielski żywioł. Dlatego muszę się tego nauczyć. Jakieś pomysły jak to osiągnąć?
Byle szybko, dopóki nie ma ofiar w ludziach.
A podoba wam się tytuł? Niby tu nie pasuje, ale idealnie spełnia rolę przypomnienia pewnej sytuacji.
kiedy pod wpływem bliżej niezidentyfikowanego impulsu odczułem potrzebę uwolnienia dawno nie mającej gdzie ujść złości. Czy powiem tu co zrobiłem? Nie. A dlaczego? Bo nie chcę. A czemuż to? Nie mogę.