niedziela, 21 kwietnia 2013

Oczy

Organ który w przecudny sposób przy wykorzystaniu światła z otoczenia dostarczają nam bodźców estetycznych, które dalej przetworzone na impulsy nerwowe przesyłane są do mózgu, gdzie z kolei ulegają przetworzeniu do formy która umożliwia nam prawidłowe (poniekąd) postrzeganie otaczającego nas świata.
Jak wszyscy wiemy, oczy da się oszukać. Wiedzą o tym wszyscy, którzy mieli kiedykolwiek styczność z iluzją optyczną.
Ale nie o tym  miało być. Percepcja nie jest jedyną funkcją oczu, przynajmniej według mnie. O tej drugiej funkcji chciałem dziś wspomnieć co nie co.
Na pewno nie jest nikomu obcy związek frazeologiczny "oczy zwierciadłem duszy". Ponieważ oczy są w stanie przekazać wprawnemu obserwatorowi wielu ciekawych informacji o obserwowanym. Nadmieniając jednocześnie, że ja wprawnym obserwatorem nie jestem. Z tego właśnie powodu są celem mojego zainteresowania, rzekłbym, fetyszu.
Ktoś może się uśmiechać, ale jeśli oczy nie "uśmiechają się" razem z nim, to to nie jest prawdziwy uśmiech, tylko pusty gest. Dzięki oczom jesteśmy w stanie odróżnić emocje od mimiki.
Złość, smutek, żal, radość, nienawiść... i wiele, wiele innych. Te wszystkie emocje mogą być przekazywane między innymi za pośrednictwem oczu.
Można być u schyłku życia i mieć oczy pełne życiodajnej energii, jak również być w pełni sił witalnych a oczy puste, bez wyrazu. Zupełnie jak u trupa.
Dalej. Kobiety wiedzą już, że mężczyźni nie raz mówiąc o oczach mają na myśli wiadome kobiece wdzięki. To wielce mnie i mnie podobnych kaleczy, ponieważ automatycznie jestem przez płeć piękną katalogowany i umieszczany na półce razem z pożałowania godnymi supersamcami niepotrafiącymi docenić głębszego sensu w postrzeganiu urody. Mimo że to może tak wygląda, nie chcę się w jakikolwiek sposób wywyższyć na tle innych. Po prostu taki jestem. Esteta. Nie ma związku? Zaraz nawiążę.
Kiedyś pewna moja znajoma nie wierzyła w moje czyste jak diament intencje i postanowiła mnie sprawdzić. Test wyglądał następująco: miałem jej się cały czas patrzeć w oczy. Bez względu na otoczenie i okoliczności. Choćby się paliło i waliło. Więc patrzę, spokojnie, nie natarczywie, tak po prostu. Nagle ona zaczęła odpinać guziki koszulki...
Oczywiście, przeszedłem ten test pomyślnie. Swoją drogą, dzięki wyrobionemu szerokiemu polu widzenia byłem w stanie stwierdzić, że moja znajoma pod względem zawartości stanika mogła konkurować jedynie z dziewczynkami z późnych klas podstawówki...
Ale oczy miała ładne, koloru który zwykłem nazywać lodowatym błękitem.
Taki sam kolor oczu miał pewien chłopak mieszkający niedaleko mnie, brat mojej kolejnej znajomej, tym razem z czasów gimnazjum. Ale o tym za chwilkę.
Poznałem kiedyś dziewczynę, której oczy miały z kolei ciepły odcień zieleni. Mogłem się w nie patrzeć całymi godzinami czerpiąc niemałą przyjemność w zatracaniu się w ich głębi. Co ciekawe, z wzajemnością. Jednak do czasu. Podczas jednej z naszych długich, wręcz niekończących się rozmów stwierdziła, że ma w klasie znajomego o przecudnym kolorze oczu, jednak tylko te oczy jej się w nim podobały. Jak się później okazało, był to ten sam osobnik, o którym wspominałem wcześniej. A więc znałem go. Wiedziałem gdzie mieszka. I bynajmniej nie darzyłem go ciepłym uczuciem.
Kiedy zaproponowałem jej, że przyniosę jej jego oczy w srebrnej szkatułce (uwielbiała srebro) z aksamitną, czerwoną wyściółką, sprawiła wrażenie co najmniej zniesmaczonej. A kilka lat później wyszła za mąż.
Trzymając się tematyki oczu, że smutkiem muszę stwierdzić, że sam nie mam pojęcia jakiego koloru są moje. Dlaczego? Bo faceci nie znają się na kolorach.

niedziela, 14 kwietnia 2013

Konglomerat

Dość dawno temu mój dobry znajomy powiedział mi, że moje uwagi są potrzebne jak drzazga pod napletkiem. Jak zwykle trafił tam, gdzie najbardziej boli.
Zauważyłem, że ostatnio jestem bardzo negatywnie lub po prostu chamsko nastawiony do niektórych ludzi. Spacerując i gadając o pierdołach (jak to zwykle mamy w zwyczaju) z wyżej wspomnianym znajomym po ulicach sąsiadującego z moim miasteczkiem minęliśmy faceta który prawdopodobnie żebrał na swoje życie. Do nas najzwyczajniej nie odważył się zbliżyć (pewnie z racji omawianego ostatnio stereotypu). Facet nie miał lewej nogi. Nie wiem co mnie napadło, ale przechodząc koło niego głośno zastanawiałem się nad obecnością pól minowych na mojej drodze.
Naprawdę nie mam pojęcia jak ludzie z mojego otoczenia ze mną wytrzymują. Może to tylko tak wygląda że się dobrze bawią w mojej obecności, może tak naprawdę toczą zajadłą wewnętrzną walkę z samym sobą i kierując się zwyczajną empatią do czującego ból stworzenia powstrzymują się przed spraniem mnie na kwaśne jabłko.
W końcu ich też wiele razy obrażałem. Sam nie wiem dlaczego. W końcu nic mi nie zawinili.
Tak jak czasem potrafię być aż nadto miły i wrażliwy (w oczach niektórych kolokwialnie mówiąc ciota) równie często zdarza mi się być tym złym, którego obecność w niektórych kręgach jest co najmniej niepożądana. Fakt, czasem jestem tego świadomy, a czasem dowiaduję się o tym bezpośrednio z otoczenia. Zastanawiam się, czy w każdym człowieku znajduję się czy też ukrywa taki miszmasz osobowości, cech. Nie staram się tu być na siłę oryginalny. Zauważyłem więcej nie pasujących do siebie elementów układanki będących elementami mnie. Lubię się uczyć, fakt, tylko tego co wydaje mi się ciekawe, ale jednocześnie okazuje się jakim jestem ignorantem, kiedy chcąc pokazać swoją wiedzę popełniam elementarne błędy o których nie mam pojęcia. Z miną przygłupiego szympansa wciąż de novo popełniam te same błędy. Mam dobrą pamięć, pamiętam ze szczegółami konkretne dni w moim życiu, pamiętam mój pierwszy pobyt na śląsku (miałem wtedy zaledwie cztery lata), ale nie pamiętam tego co przed chwilą powiedziałem w wymianie zdań z matką. Nie pamiętam przebiegu wczorajszego dnia i to nie z powodu "syndromu dnia poprzedniego". Nie jestem w stanie zapamiętać gdzie odłożyłem np klucze od domu. Lubię porządek, symetrię i wszelkie przejawy ładu, kiedy pokój w którym przebywam wygląda jak po przejściu huraganu. Denerwuje mnie bezczynność jednocześnie wciąż egzystuję bez większego sensu z dnia na dzień.
Nie potrafię tego określić inaczej jak wewnętrzny bałagan, totalny chaos mnie. Jeśli teraz powiem, że się z tym pogodziłem, część z Was podciągnie to pod lenistwo lub zrezygnowanie. Ja na to mówię akceptacja. Samoakceptacja.
Moje indywiduum, hipokryzja a wrażliwość. Moja głupota i ignorancja a chęć zdobywania wiedzy. Moje lenistwo i potrzeba dążenia do przodu. I w końcu predyspozycje by zostać naprawdę kimś a obawy przed następnym dniem i potworami codzienności.
Myślę, nie, chciałbym wiedzieć, że nie tylko ja borykam się z podobnym problemem. Wierzę, że z tego się wygrzebię i życzę tego wszystkim tym, którzy mają podobne obawy do moich. Tak, żebyśmy mogli powiedzieć o sobie: Człowiek.

Na zakończenie tego dodam, że pisząc to wszystko słuchałem Requiem Mozarta. Co to wnosi do tematu? Zupełnie nic. Ale Lacrimosa jest po prostu boska.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Rozum

Czerep dnia 8 kwietnia 2013 roku

Do Sądu Rejonowego
Wydział I Cywilny
w Rdzeniu Przedłużonym

Wnioskodawca: Ja, RaV8
Zainteresowani: Inteligencja, współmałżonka zaginionego;
                          Wyobraźnia, córka zaginionego;



Wniosek
o uznanie za zmarłego


W imieniu własnym proszę o uznanie za zmarły mój Rozum, zamieszkały ostatnio w Czaszce w Płacie Ciemieniowym. Wnoszę również o ustalenie daty śmierci na 1 września 2012 roku.
Ponadto proszę o wezwanie na świadków:
  1. Inteligencję, zamieszkałą w Korze Mózgowej;
  2. Wyobraźnię, zamieszkałą jak wyżej;

Uzasadnienie
Rozum urodził się wraz ze mną daty wiadomej, w Korze mózgowej. Zrodził się samoistnie, bez udziału rodziców, wiec chcąc nie chcąc, przyjąłem go pod swoją Kopułę.
Dowód: - odpis skrócony wyników badań EEG.

Rozum był bezrobotny, trudnił się pracami dorywczymi rozwiązując krzyżówki, zagadki logiczne i pracując podczas czytania książek.
Dnia 31 sierpnia 2002 roku rozum opuścił mieszkanie zawiadamiając o fakcie najbliższą rodzinę, tj. córkę Wyobraźnię i współmałżonkę Inteligencję, celem spędzenia wakacji w Płacie Czołowym po czym wszelki słuch o nim zaginął. Wielokrotne poszukiwania nie dały jakichkolwiek skutków. Ciała nie odnaleziono.
Dowody: - przesłuchanie świadków Inteligencji i Wyobraźni.
W związku z powyższym należy uznać, że Rozum zginął w trakcie podróży. 
W tym stanie rzeczy wniosek jest uzasadniony


Załączniki
  1. Rozwiązane krzyżówki
  2. Odpisy zgłoszenia śledztwa i umorzenie postępowanie przez policję


Podpis wnioskodawcy:          
RaV8                     

piątek, 5 kwietnia 2013

六六六

Z serii: "łamiemy stereotypy".
Spokojny dzień, jak zwykle wracam ze spaceru. Mijam ludzi, niektórzy zwracają moją uwagę, większość pozostaje mi obojętna. Przechodzę koło kościoła. Większości ludzi pozostaje obojętny, niestety nie wszystkim. Dlaczego część starszych ludzi, przeważnie kobiet, widząc smukłą postać w długim, czarnym płaszczu, z rozwianymi długimi włosami, z obojętną miną i papierosem w ustach, przechodzą w pobliżu kościoła widzą wyznawcę Szatana? Bo taki jest stereotyp. A skąd on się wziął? Ja tego nie wiem na pewno. Ale mogę wysnuć pewną hipotezę o której za chwilę.
Pentagram. Wszystkim znany symbol domniemanego zła, śmierci, diabła i takich tam cyrków. Słysząc to słowo starsze panie dające na tacę resztę swojej renty (nie, nie całą, trzeba kupić leki i opłacić mieszkanie) i z zaciętością godną ranionego tura walczącego o życie, okupujące pierwsze ławy w kościele, jak jeden mąż wyciągają swoje różańce z portmonetek i odmawiają wszystkie znane im litanie w obawie przed wiecznym potępieniem, podciągają pod ten symbol całe zło tego świata. Tymczasem, jak się okazuje, niewiele z nich (o ile nie żadna) wie, że są dwa rodzaje pentagramu.
Pierwszy, z jednym ramieniem skierowanym do góry, służyć miał odstraszaniu złych duchów, poprzez połączenie czterech żywiołów: ognia, wody, ziemi, powietrza, które są symbolizowane poprzez dolne ramiona gwiazdy. Szczytowe ramię symbolizować miało niebo, boską siłę, będącą w stanie te żywioły połączyć.
Drugi, z dwoma ramionami skierowanymi ku górze, jest uważany za symbol "złego" Szatana, przedstawionego w postaci tzw. "kozła z Mendes" (Baphometa).
Proste? Jak widać w praktyce, nie do końca.
Teraz czas na obiecaną hipotezę. Dlaczego tylu młodych ludzi "wyznaje" złego? To proste jak metr sznurka w kieszeni. W pentagramie można się doszukać symboliki pewnej opozycji do... czegoś. Nie koniecznie do Boga. Ja mogę obwiesić się pentagramami, wytatuować sobie je na każdej wolnej powierzchni ciała, założyć glany, pieszczochy z półtora calowymi gwoźdźmi i zrobić sobie make-up a'la panda wielka i pójść na niedzielną sumę. Ludziom nic do tego, jak wyglądam. A co jest w sercu, to Bóg wie, i on mnie będzie ewentualnie oceniał.
Fakt, młodzi ludzie muszą się buntować, nie, oni lubią się buntować. Jak nie mają konkretnego powodu, to czemu by tak nie zbuntować się całemu światu?
"A co tam, od dzisiaj będę grał Satanistę. Będzie fajnie, będę jadł koty i porywał niegrzeczne dzieci z sąsiedztwa. Będę też straszył mohery w niedzielę i bachory na placach zabaw".
Tak właśnie mnie postrzegają niektórzy ludzie. W większości przypadków mam to, oczywiście, w głębokim poszanowaniu.

***

Dlaczego taki dziwny tytuł i co on znaczy? Cóż, to taki psikus z mojej strony... Ale domyślam się, że wy się domyślacie co te trzy znaki mogą znaczyć i w jakim być języku.

Wiedzy zaczerpnąłem z  tejże strony, więc jeśli ktoś chce wiedzieć więcej o znaczeniu pewnych znaków, których jest pewien znaczenia, niech skonfrontuję swoją wiedzę z faktami.