Przerwa, odkładam książkę. Kładę się na łóżku i włączam sobie The Ocean Chopina i zastanawiam się nad tym jak mi minął tydzień. Myślę, że największym z moich sukcesów można śmiało okrzyknąć rzucenie wreszcie palenia. Tak, to niewątpliwy triumf nad samym sobą.
Nagle do pokoju wchodzi ojciec:
-Co tam młody, słodkie lenistwo?
-Lenistwo to brzydkie słowo. Osobiście wolę "chwila wytchnienia". Brzmi dojrzalej.
-Dobra wykrztałciuchu. Zbieraj się, obiad. Mama zrobiła coś ekstra.
***
Sobotnie popołudnie. Z wielkim trudem podnoszę swoje odrętwiałe ciało z łóżka. Jeszcze czuję w gardle typowy posmak gównianej jakości tytoniu. Jakaś puszka boleśnie mi się wbiła w stopę podczas pierwszej próby ustabilizowania się do pionu. W końcu jakoś się udało się.
Foliowa koszulka z masą CV leży na biurku. Mogę śmiało to nazwać makulaturą.
Po jakimś śniadaniu pora na zajęcia codzienne. Dziś może Nietzsche? Nie, za cianka dupa ze mnie. Biorę Sienkiewicza. Komputer włączony, klimatycznie włączony marsz żałobny Chopina, następnie Die Walkure Wagnera. Po chwili do mojego pokoju wpada matka:
-Wyłącz to cholerstwo! I komputer też! I zostaw w końcu te książki!
Mój pusty śmiech jest idealną odpowiedzią na jej atak:
-Panie i panowie, oto mamy przed sobą relikt z epoki kamienia łupanego. Nie wtykać palców pomiędzy kraty. Osobnik bywa agresywny i gryzie.
-Przeginasz. Dwa dni i won z domu.
***
Dwie sytuacje, dwa światy. W każdym jest trochę prawdy. Ja jestem po środku między nimi. Choć niebezpiecznie bliżej drugiego.
Tak, siedzę popołudniami bezproduktywnie czytając książki. Na "Boże Igrzysko" może i mnie nie stać, ale nie jest tak źle. W końcu wiem gdzie jest biblioteka.
Pracy nie mam. I jak się domyślacie, dalej palę. Nie wytrzymuję czasem sytuacji w domu (która prawdę powiedziawszy nie raz jest w znacznej mierze spowodowana moją arogancją i lenistwem). Wtedy wychodzę szukać pracy. Albo pić.
Ludzie mnie znający znają moją sytuację rodzinną i wiedzą że nigdy nie miałem ojca. Nie zdążyłem staruszka poznać.
Na podstawie tego jaskrawego zestawienia diametralnie różnych sytuacji próbuję sobie uzmysłowić co chcę osiągnąć. Czy chcę pozostać zawieszony w próżni i zacząć się powoli staczać, czy skupić całą wolę i spróbować choć w części osiągnąć stan przedstawiony w tytułowym skradzionym dniu. Myślę że odpowiedź jest oczywista.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz