Wydaje się normalnym sytuacja kiedy to dzieci buntują się przeciw rodzicom i negują wszystko co od nich pochodzi, z wartościowymi radami życiowymi włącznie. Postępują nie raz przekornie dla samej idei nieposłuszności. Mój problem polega na tym, że u mnie ten okres trwa już zbyt długo.
Wiele razy narzekałem na to jaką mam matkę. Skarżyłem się znajomym, skarżyłem się sobie. Marudziłem, jaki to ja jestem nieszczęśliwy, czasem dla wiarygodności moich cierpień koloryzowałem niektóre sytuacje by zaskarbić sobie coś na kształt współczucia od znajomych. Nawet mi się to udawało, słyszałem jak na podstawie moich relacji przedstawiali opinie mówiące że moja matka jest dziwna a jej metody wychowawcze miejscami niepokojące.
W czasach kiedy chodziłem do gimnazjum dałbym w mordę każdemu kto by się dopuścił takich sądów. Może spowodowane to jest tym, że głównym inicjatorem tych opinii jestem niejako ja sam.
Spotkałem wczoraj z dobrą znajomą mojej matki. Całkiem miła babka. Po uprzejmym i serdecznym powitaniu (Łaaaał... mój najprzystojniejszy synek w Unii Europejskiej!) zadzwoniła do mojej matki żeby się pochwalić że mnie spotkała (Ty, twój przystojniak mnie odwiedził! Jaki on fajny, a jak się rumieni!...).
Na rozmowie o duperelach zeszło w sumie około godziny. Nagle, ni z gruchy ni z piertuchy pani spoważniała, i powiedziała:
- Ty szanuj i kochaj swoją mamę, bo takiej to ze świecą szukać. Wychowała wspaniałego człowieka, więc nie rób nic głupiego.
Opowiedziała mi jeszcze jak czasem widać po mamie skutki naszych kłótni, jak to w sobie potrafi tłamsić.
Nigdy nie zastanawiałem się nad tym jak to może wyglądać z innej perspektywy jak moja.
Brawo. Popisałem się podręcznikowym przykładem egocentryzmu. Kiedy zawsze uważałem się za osobę pełną empatii i zrozumienia.
Z dalszej rozmowy dowiedziałem się, że zazwyczaj co innego się mówi, co innego się myśli i co innego robi, więc zanim coś powiem podczas wymiany argumentów powinienem się trzy razy zastanowić a za czwartym ugryźć w język. Zaoszczędzę w ten sposób nerwów obu stronom.
Nie wiem co dalej napisać więc kończę w tym miejscu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz