Teraz tego żałuję. Nawet bardzo. Ale postanowiłem, stanę do tego pojedynku jeszcze raz. A jak się nie uda, to jeszcze raz. I kolejny. Aż odniosę zwycięstwo, z miażdżącą przewagą. Tak, zetrę go w proch, nie pozostanie po nim śladu, a kiedy będę już górą, na samo wspomnienie o moich wcześniejszych porażkach będę się tylko śmiał ze swojej wcześniejszej uległości, naiwności i głupoty.
Straciłem przez niego wiele. Pieniądze, nerwy, pewność siebie, niektóre znajomości.
Ale już mi lepiej, brnę z tym do przodu. Postawiłem sobie jasny cel, a to już połowa drogi. Teraz zostało tylko małymi kroczkami, bez pośpiechu, konsekwentnie go osiągnąć. Wiem, że to możliwe. I on też to wie. Jestem pewny, że się już boi, przeczuwa swój nieuchronny koniec.
A więc, kim jest mój wróg? Nie domyślacie się?
***
Pamiętam jak ten dzień jakby to było wczoraj. Szedłem ulicą ze znajomymi. Wyciągnęli papierosy. Zawsze się zastanawiałem co ich tak pociąga w tym śmierdzącym gównie. Ani to fajne, powabu nie dodaje, śmierdzi niemiłosiernie, psuje zdrowie w każdym aspekcie: niszczy układ krwionośny, a zatem serce, przepala płuca, przyśpiesza starzenie się skóry, niszy zęby. Jest jednym z powodów nieświeżego oddechu. Palisz w mieszkaniu? Wiedziałem. Łatwo poznać po tych pożółkłych ścianach i suficie.
Mimo wszystko chciałem sprawdzić co ich tak w tym rajcuje. Wierzyłem w moją silną wolę, która koniec końców okazała się być niesamowicie słaba. Tak zapaliłem pierwszego w życiu papierosa. Sprowadzaną zza wschodniej granicy ruską "zeberkę".
Na początku paliłem dla towarzystwa, nigdy swoje, w myśl zasady cudze nie tuczy. Kiedy dostałem pieniądze na małe wydatki, przeczuwałem na jaki cel przeznaczę tą kwotę. To był początek końca.
Myślałem, wrócę do domu to to się skończy, moi znajomi nie palą, więc ja też nie będę. I znów się myliłem. Były sytuacje kiedy wypalałem paczkę dziennie. Zależało to od humoru. Jak byłem zły, paliłem. Jak byłem zbyt podekscytowany, też paliłem. Później paliłem bez względu na humory.
Pierwsze podejście do zerwanie z tym nałogiem zakończyła się oczywistym fiaskiem, co jest kolejnym dowodem mojej infantylnej naiwności. Uznałem, że niepalenie z pełną paczką w kieszeni da mi większą satysfakcję w przypadku zwycięstwa. Nie wziąłem pod uwagę tego, że nie dam rady. Jak to się skończyło, łatwo przewidzieć...
Przy kolejnym podejściu już sobie tak nie ufałem. Ale i tak się nie powiodło, niestety już nie pamiętam jak do tego doszło.
Nigdy nie paliłem w domu. Zawsze poza nim. Nieprawda. W domu też paliłem. Tak padła moja ostatnia twierdza.
Ale skończyło się, znalazłem pracę i uświadomiłem sobie, że mnie nie stać na nałóg. Przynajmniej nie na ten, pozostanie przy nałogowym czytaniu dobrych książek. Założenie jest proste. Ograniczamy "dzienną dawkę" nikotyny do minimum, które sam sobie z góry określam. Nie uda się, powiecie. Kilka razy zawaliłem, zawalę i tym razem. Niekoniecznie. Palę teraz maksymalnie dwa papierosy dziennie, w porywach trzy. Z sześciu do dwóch zszedłem w przeciągu niespełna dwóch miesięcy. A podczas ostatnich upałów zszedłem nawet do jednego.
Trzymajcie za mnie kciuki. Jeśli mi się uda, to będzie moje pierwsze w życiu noworoczne postanowienie którego dotrzymam.
Pozwolę sobie na koniec zauważyć, że tytuł jest bardzo wymowny. Albo on, albo ja. Żadnych półśrodków, kompromisów. Nie będzie remisu.
Przy kolejnym podejściu już sobie tak nie ufałem. Ale i tak się nie powiodło, niestety już nie pamiętam jak do tego doszło.
Nigdy nie paliłem w domu. Zawsze poza nim. Nieprawda. W domu też paliłem. Tak padła moja ostatnia twierdza.
Ale skończyło się, znalazłem pracę i uświadomiłem sobie, że mnie nie stać na nałóg. Przynajmniej nie na ten, pozostanie przy nałogowym czytaniu dobrych książek. Założenie jest proste. Ograniczamy "dzienną dawkę" nikotyny do minimum, które sam sobie z góry określam. Nie uda się, powiecie. Kilka razy zawaliłem, zawalę i tym razem. Niekoniecznie. Palę teraz maksymalnie dwa papierosy dziennie, w porywach trzy. Z sześciu do dwóch zszedłem w przeciągu niespełna dwóch miesięcy. A podczas ostatnich upałów zszedłem nawet do jednego.
Trzymajcie za mnie kciuki. Jeśli mi się uda, to będzie moje pierwsze w życiu noworoczne postanowienie którego dotrzymam.
Pozwolę sobie na koniec zauważyć, że tytuł jest bardzo wymowny. Albo on, albo ja. Żadnych półśrodków, kompromisów. Nie będzie remisu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz