sobota, 7 lutego 2015

Nigdy więcej

Po publikacji ostatniego posta dostałem wiadomość, że jest on, łagodnie ujmując słowa, słaby. Bo zbyt pozytywny, za mało nihilistyczny. Z tego samego powodu został też pochwalony przez inne osoby, ale to już inna historia. Chciałbym z miejsca uspokoić malkontentów, ponieważ nie spodziewałem się, że tak szybko wypali się znaczna część mojego zapału i optymizmu o którym była ostatnio mowa.

***

Po kolejnym egzaminie (który wbrew pozorom był prosty, wystarczyło poprawnie odpowiedzieć na pytania) wróciłem lekko przybity do akademika. Kolega dzwoni. Jedno pytanie, jedna zaskakująca odpowiedź: Nie mam humoru na picie.
Należy tu nadmienić, że egzamin nie był jedynym czynnikiem składającym się na mój nieciekawy humor, który utrzymywał się od dobrych paru dni.
Poszedłem do innego dobrego znajomego z akademika, czułem, że nie powinienem za długo siedzieć sam w pokoju. Po krótkiej rozmowie poprawił mi się humor na tyle, żeby wrócić bezpiecznie do siebie.
Po pewnym czasie nawet zacząłem pomimo kilku niepowodzeń oceniać całokształt dnia jako stosunkowo udany. Poszedłem do sklepu, kupiłem sobie piwo i stwierdziłem że jednak spędzę trochę czasu ze znajomymi. Popiliśmy, jednak po pewnym czasie, co było do przewidzenia, stwierdziliśmy, że nam mało. Jednak nie można było rozwiązać tego problemu z powodu braków jakichkolwiek środków pieniężnych. Ja jednak wpadłem na pewien pomysł, genialny w swojej prostocie, jednak możliwy do wykonania jedynie w realiach akademika: przejdźmy po pokojach, powinniśmy uzbierać na wódkę.
Po przejściu trzech pięter mieliśmy jedną butelkę wódki (kolega z bodajże Białorusi nie miał pieniędzy, więc dał nam całą wódkę) i ilość pieniędzy wystarczającą na kolejną.
W szampańskich humorach wróciliśmy do pokoju, załatwiliśmy jakieś kieliszki i zaczęliśmy się raczyć darowanym specjałem wznosząc toast za toastem.
Znajoma wpadła na kolejny pomysł: Chodźmy na imprezę!
Tak też zrobiliśmy, pieniądze wstępnie przeznaczone na kolejną wódkę posły na piwo w klubie. Popiliśmy, potańczyliśmy, pogadaliśmy, słowem, impreza jak najbardziej udana. Po pewnym czasie zauważyłem że jeden z naszych towarzyszy sprawia wrażenie niezwykle "zmęczonego", więc powiadomiłem resztę towarzystwa że my się zbieramy do akademika.
Zaraz po wyjściu przyczepił się do nas jakiś pijany imprezowicz, nawiązał się pseudo dialog:

Pijaczek: Ej, wy to powiedzieliście?!
Ja: Nikt nic nie mówił, zdawało ci się.
P: To na pewno wy:
J: Nie chcemy żadnych problemów, daj nam spokój

Ale nie dał, lazł za nami kawałek i coś tam mamrotał w swoim, sobie tylko zrozumiałym żargonie. W końcu powiedziałem do kolegi żeby poczekał, dowiem się o co mu chodzi i wracam. Odwróciłem się celem podejścia i dowiedzenia się co go tak boli. Błąd. Byłem trochę wpity, nie zdążyłem zareagować w jakikolwiek sposób, ani przez uchylenie się ani przez wyjęcie czegoś z kieszeni do obrony. Nie wiem ile razy dostałem, ale pani w recepcji jak mnie zobaczyła to zbladła.
Sam się zdziwiłem jak się zobaczyłem w lustrze: rozcięty nos, opuchnięte oko, cała twarz we krwi. Ręka też, musiałem sobie ją zetrzeć kiedy upadałem.
Fizycznie nic mnie nie bolało, bolała mnie moja zdeptana duma.
Zawsze dostaję po pysku kiedy nie mam żadnych złych intencji, kiedy zaczepiałem takich ludzi dla sportu nigdy nic mi się nie działo. Najgorsze w zaistniałej sytuacji było to że puściły mi nerwy. Górę nade mną wzięła moja zła natura. Wziąłem kilka ciekawych rzeczy z pokoju i poszedłem z powrotem pod klub poszukać kolesia. Ludzie w akademiku na korytarzu mnie omijali szerokim łukiem, ktoś zapytał czy mam papierosa. Wystarczyło że popatrzył mi w oczy.
Cały się trząsłem ze złości, czułem, że jak go ponownie spotkam to będzie miało miejsce coś naprawdę złego.
Na szczęście dla mnie i dla owego człowieka, nie spotkałem go. Jeszcze bardziej zdenerwowany wróciłem do akademika. Poszedłem do kolegi którego wcześniej odprowadziłem. Kiedy minęła złość, przyszedł strach. Wiedziałem, że jak bym spotkał wtedy tego kolesia, to co najmniej jedna osoba wylądowała by w szpitalu. Przestraszyłem się swojego wybuchu, jeszcze nigdy w życiu nie byłem taki zły.
Zdaję sobie sprawę z tego, że niektórzy ludzie się mnie boją. Do ostatniego incydentu się im dziwiłem. Nie jest mnie łatwo przestraszyć, niewielu rzeczy się boję.
Wróć. Bałem. Teraz już wiem, czego się boję. Mam z tym do czynienia codziennie. Dwadzieścia cztery godziny na dobę, siedem dni w tygodniu. Siedzi we mnie i nie wiadomo kiedy znów wyjdzie na wierzch. Nie mogę do tego znów dopuścić. Nigdy.

5 komentarzy:

  1. Znam Cię troszę bo mieszkamy w jednym akademiku i nie raz była sytuacja w której mogliśmy pogadać. Jakiś czas zajrzałem na Twojego bloga, przeczytałem przynajmniej połowę postów i mam małą refleksję. Hmm, strasznie idealizujesz swoją osobę w tym co piszesz. Zabawne jest sformułowanie, że się Ciebie boją. Ciekawe kto? Po akademiku chodzić jak cień, nie patrząc w oczy tym z którymi rozmawiasz, wiecznie żulisz szlugi czy alkohol i ludzie się Ciebie mają bać?! Stary, mają Cię za kompletnego idiotę. Starasz się być taki super, i w każdej sytuacji znaleźć rozwiązanie a tak na prawdę zamiast odejść i niech sobie ten typek gada to Ty jak wielki bohater idziesz do niego. Chłopie miejże litość. Nie rób z siebie większego pośmiewiska niż jesteś. I domyślam się, że odpisze mi coś w stylu "mam na to wyjebane" ale ja szczerze mówiąc też. Na żywo jesteś zwykłym szarym człowieczkiem a w postach na blogu robisz z siebie jakiegoś męczennika. Ogarnij się trochę bo za Twoimi plecami już nie ma miejsca na nowe komentarze na Twój temat. Weź się za siebie a nie wykorzystuj innych!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie się dowiem czegoś ciekawego na swój temat. I naprawdę są ludzie którzy się mnie boją. Jak wspominałem o tym wiele razy, wielce mnie to bawi. Nigdy nie uważałem że nie jestem idiotą. Nawet nie staram się być super, nie chcę. Wystarczy mi że jestem lubiany wśród moich znajomych. Alkoholu nie żulę, fajki, możliwe. Ludzie chcą, to częstują, nie chcą, nie robią tego. Każdy ma swój mózg, a ja staram się pamiętać ludzi którzy mi kiedyś na tym polu pomogli. A dlaczego do typka podszedłem? Nie, nie chodzi o pożałowania godne bohaterstwo, zwykła ciekawość. Trudne do zrozumienia, wiem.
      Odnośnie Twojej osoby. Skoro już się zebrałeś żeby napisać w komentarzu kilka gorzkich słów, miej też odwagę się podpisać,

      Usuń
  2. Odwaga nie ma tu nic do rzeczy. Po prostu jakoś nie mam czasu ani ochoty wchodzić z Tobą w większe dyskusję. Gratuluję, że nie boich się przyznać, że jesteś idiotą. Żulisz alkohol, wchodzić do cudzych pokoi udając kolegę i opróżniasz lodówkę, chwaląc się tym znajomym. Jaki to Ty jesteś sprytny i zaradny. Jesteś lubiany przez pseudo znajomych. No ciekawe bardzo :> Ludzie się Ciebie nie boją, po prostu wolą Cię unikać bo Cię nie lubią. Taka filozofia. A Ty biedny dobierasz sobie do głowy coś co nie ma racji bytu :>

    OdpowiedzUsuń
  3. powiem tak byłeś idiotą że wróciłeś do tego kolesia i powiem tak z dużej chmury mały deszcz. Strasznie dużo gadasz a tak na prawdę nic byś nie zrobił co jedynie potrafisz cudownie kłamać i zgadzam się z osobą która powiedziała prawdę jaki jesteś. Co do fajek tak każdy ma rozum jak nie chce to nie częstuje ale jak można być takim dupkiem który żuli od innych mając fajki w kieszeni ? albo najlepsze wypalić od kogoś ok paczki i tej samej osobie wyliczać fajki jak chce pożyczyć. P.S dzieci nie licz do osób które się Ciebie boją

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zaczynam odnosić wrażenie, że mnie z kimś mylicie. To raz. Dwa, nie podoba się treść wpisu, nie czytajcie, piszę bloga tylko i wyłącznie dla siebie. Nie przymuszam nikogo do czytania, nie staję nad nikim z nożem, Dalej, Uważacie że jestem denerwujący? Że was drażnię? Nie zadawajcie się ze mną, albo weźcie sprawy we własne ręce, w końcu mnie znacie, wiecie gdzie mieszkam.
      Jeszcze odnośnie komentarza powyżej... Nie zaczyna się wypowiedzi od małej litery, radzę także zapoznać się z tajnikami poprawnej interpunkcji, czasem po prostu ciężko zrozumieć o co chodzi.

      Usuń