sobota, 16 marca 2019

Znów w pracy...

W pomieszczeniu siedziało trzech trzech ponurych mężczyzn, w tym ja. Siedzieliśmy z nosami spuszczonymi na kwintę i w oczekiwaniu milczeliśmy. Nagle jeden z nas postanowił przerwać ciszę:
- A wy, jak się tu znaleźliście?
Nie chciałem odpowiadać, ale wytatuowany kark i wielkie ramiona rozmówcy zdradzały, że nie lubi jak ktoś go ignoruje. I domyślam się, że nie pierwszy raz siedzi w podobnym miejscu. Nie pierwszy i nie ostatni. Było to widać w jego zmęczonych oczach.
- Mnie namówił brat - odezwał się ten bliżej drzwi - to miała być prosta robota, ale okazało się, że wpadłem w oko zleceniobiorcy i posłali mnie dalej. A ty?
- Ja? - zapytałem nieśmiało nie mogąc dłużej udawać, że mnie nie ma wśród nich - kojarzycie może tą reklamę w telewizji? Tą, taką wesołą...
- Mógłbyś jaśniej, nie mam czasu na wysłuchiwanie długich historii - warknął pierwszy.
"A gdzie ci się tak ku*wa śpieszy? Pewnie jeszcze tu posiedzisz tępy dryblasie. Podobnie zresztą jak jak ja..." pomyślałem.
- Spokojnie panowie, po co te nerwy, już dążę do sedna sprawy. Jak to szło... Aaa, mam: Pracuj.pl, znajdź pracę swoich marzeń...
Tak, siedzieliśmy w pomieszczeniu gospodarczym. Świeżo zatrudnieni, czekaliśmy na wydanie ciuchów roboczych. A co wy pomyśleliście?

***

Od jakiegoś czasu pracuję w nowym miejscu. Nie jest to co prawda ziszczenie się moich snów, ale na pewno jest to praca bez porównania lepsza pod każdym względem w porównaniu z poprzednią. Lepsza atmosfera, lepsza płaca, praca jest lżejsza...
Nie o tym jednak chciałem pisać. Chciałem się podzielić moimi spostrzeżeniami dokonanymi przez okres który tam do tej pory przepracowałem. Jest to praca na produkcji. Kiedyś już pracowałem w podobnym miejscu, w tym przypadku jednak jest bez porównania lepiej i lżej. Nie mam pociętych rąk (aż tak), nie boli mnie głowa po powrocie (w poprzedniej pracy na produkcji ból głowy po powrocie do domu był porównywalny do mini wybuchów w czaszce powtarzających się średnio co sekundę), można spokojnie porozmawiać (dopóki jakiś nadgorliwiec cię nie przyłapie na plotkowaniu). Atmosfera jest przeważnie zaskakująco przyjemna, ludzie ciekawi, by nie powiedzieć: intrygujący.
Chciałbym w tym miejscu spróbować zrelacjonować ogół organizacji (lub jej braku) na zakładzie.
Pierwsze co zauważyłem, to fakt, że przytłaczająca większość pracowników ma tatuaże. Różne różniste, duże, małe, kolorowe, klasyczne... Śmiałem się kiedyś z jednym takim wydziaranym z którym załapałem lepszy kontrakt, że można by pomyśleć, że ten zakład zatrudnia kryminalistów. I w tym momencie kolega powiedział coś, czego się nie spodziewałem, a czego można się domyśleć... Po pewnym czasie podobno zanim skończył zmianę przyszła po niego policja żeby zabrać go z powrotem.
Na naszym projekcie jest przeważnie wesoło, pada masa ciekawych hasełek i anegdotek, chętnie tu kilka zacytuję:
  1. Hej dziecinko, chodź do dziadzi, dziadzia cię na ch*ja wsadzi
  2. Morda w dupę i żryj kupę
  3. Co, nie ma włosów i trudno trafić w dziurkę?
  4. Lubię chłopców!
Po pewnym czasie klimat mi się udzielił i nawet wymyśliłem taką oto perełkę:

                             Czy cię boli, czy się dusisz
                             Plan produkcji wykonany być musi
                            Gdy zrobisz więcej, czeka Cię nagroda:
                            Będziesz mógł zrobić szefowi loda.

Jak widać maksyma "z kim się zadajesz takim się stajesz" jest tu jak najbardziej na miejscu.
Wracając do samych ludzi, wszyscy są mili, w specyficzny, męski sposób. Pierwszego dnia tego doświadczyłem: Hej, hej ty!, tak ty! Ty ch*ju! Nie no, wiesz, że żartuję, nie obrażaj się, jesteś wśród swoich...
Nie przeszkadza mi to cierpkie poczucie humoru, sam takie nie raz mam. Dla przykładu, ostatnio wspólnie z kolegą ze stanowiska wymyśliliśmy jak się robi budyń z dzieci przy pomocy tego urządzenia:
Zastanawialiśmy się tylko, jak później oddzielić tekstylia od tkanki.
Przeszkadza mi natomiast pewna jedna osoba, wcale niebrzydka dziewczyna zajmująca się kontrolą jakości. Kiedy słyszę jej głos już wiem, że poczucie udanego dnia zostało naruszone cierniem jej marudzenia. Jest bardzo spostrzegawcza, ale bardzo źle wykorzystuje ten dar. Potrafi dostrzec każdy, powtarzam: KAŻDY defekt naszego produktu. Nawet ten, który w oczach kierownika zmiany defektem nie jest. I nie robi tego jakoś subtelnie, kobieco, co to, to nie. Kojarzycie może tego starego dziada, który to pomimo ton wypalonych w swoim życiu papierosów drze się na waszym osiedlu z samego rana na całe gardło: zieemniaaki zieeemniaaaakiiiii! To już wiecie o czym mówię.
Spotkałem tam też pewną przemiłą kobiecinkę, niektórzy pieszczotliwie nazywają ją babcią. Idealnie pasuje do tego zakładu, ona i jej spaczone poczucie humoru. Raz jeden z pracowników śmiał jej wytknąć jej wiek (nawiasem mówiąc oscylujący w okolicach sześćdziesiątki). Reakcja była natychmiastowa: "Ty mały ch*jku! Ja stara? Jakbym na ciebie wskoczyła, to przez tydzień byś jeszcze piszczał z rozkoszy jak nastolatek który dopiero co odkrył masturbację!".
Lubię sobie czasem z nią pogadać, jest powalająco bezpośrednia a jej uwagi celnie, czasem nawet przydatne.
Jest jeszcze jeden chłopak, bardzo musi tęsknić za swoją dziewczyną. Zdarza się, że szturcha mnie pod żebra, poklepuje w różnych dziwnych miejscach... Raz się mnie zapytał, czy jak da mi 50 zł, to będzie mógł miziać mnie po włosach.
Zauważyłem też jedną niepokojącą mnie rzecz. Jest tam zaskakująco mało ładnych dziewczyn. Albo to ja jestem taki wybredny, albo faktycznie tak jest. A może zawyżam swoje standardy kobiecej urody na podstawie moich koleżanek z akademika.
Panie z wyższych sekcji się nie liczą, one "z natury"lepiej wyglądają. Z powodu braku tychże dziewczyn, pracujący tam mężczyźni zwracają swoją uwagę ku tym, które jeszcze wywołują jakieś drgnięcia... poczucia estetyki. Na przykład pewna szczupła blondynka, smukła, bardzo smukła. Żeby nie mówić że po prostu chuda. Słyszałem opinię, że jakby facet miałby w nią wejść, zamiast jej jęku rozkoszy usłyszałby trzask pękającej miednicy i łamanych żeber. Albo pewna dość postawna dziewczyna, która ma, trzeba przyznać, przecudne czarne włosy i błękitne oczy, jednak wpędza mnie biednego w kompleksy jeśli chodzi o podnoszenie ciężkich przedmiotów...
Z drugiej strony mamy też pewną kobietę, zawsze w świetnym humorze, dodatkowo poprawia go nam, facetom, swoją nieprzeciętną urodą. Nie raz i ja tracę wątek rozmawiając z nią. Kiedy to na przykład, zamiast powiedzieć: "Ładniej wyglądasz w ubraniach cywilnych", powiedziałem: "Ładniej wyglądasz bez ubrań roboczych". Ale przynajmniej ją rozbawiłem. Warto dodać, że jej córka jest w wieku mojej siostry.
Ale takich przypadków jak ona jest niewiele, można je policzyć na palcach jednej ręki.
Wracając do samej pracy, zobaczymy jak długo tam wytrzymam, czy i ile razy dam się zrobić w ch*ja, i ile wytrzymam. Fizycznie i psychicznie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz