Ostatnio zauważyłem, że kiedy w jakimś miejscu publicznym typu dworzec PKP lub inne ruchliwe miejsce gdzie można spotkać różnych ludzi, zawsze, ale to zawsze podejdzie do mnie jakiś jegomość i zapyta się o papierosa/bułkę/drobne "na chleb". Coś ze mną nie tak?
Ale nie o tym miało być, bo znów ktoś zarzuci mi, że się nad sobą użalam.
Samotność to straszna rzecz, człowiek nie jest przystosowany do życia w samotności, to fakt naukowo potwierdzony. Jesteśmy stworzeniami społecznymi, wiążącymi się w większe lub mniejsze grupy. Taki oto wniosek ostatnio do mnie dotarł kiedy nie mogłem zasnąć, czułem w tamtym momencie dziwny niepokój. Żeby o tym nie myśleć, pozwoliłem sobie odpłynąć do krain fantazji i zacząłem się zastanawiać, jak by mogła wyglądać moja idealna druga połówka. Zaczynając od idealnego wyglądu, poprzez cechy charakteru na dopuszczalnych wadach kończąc. Wyszła nawet ciekawa hybryda...
Tak jak mówiłem, pierwszy punkt, wygląd. Zawsze podobały mi się rude dziewczyny. Nie wiem czemu, wydaje mi się, że nawet nigdy takiej nie spotkałem. Ale tym lepiej, w końcu miałem popuścić wodze fantazji. Jeśli włosy miały by być rude, to idealnie proste i długie, tak co najmniej jak moje (co jest z kolei praktycznie niespotykane). Jeśli nie rude, to delikatny brąz, ale z kolei w tym wypadku chciałbym żeby włosy były odrobinę za ramiona i delikatnie falowane, nie, lepiej kręcone. Ale na pewno nie proste, bo w takim wypadku czasem budzi to u mnie skojarzenie z brudną szmatą. Dalej, cholernie podobają mi się dziewczyny w okularach, przynajmniej do momentu pierwszej wymiany zdań. Okulary dają mglistą obietnicę obcowania z inteligentnym człowiekiem, co w wielu przypadkach okazuje się naiwnym kierowaniem się durnymi stereotypami. Ale to nie zmienia faktu, że okulary są takim moim małym fetyszem...
Dalej, kolejne kryterium, wydaje mi się, że dość istotne dla faceta: wzrost. Żeby była trochę niższa ode mnie, żeby bez krępacji mogła założyć szpilki i nie wyglądała przy tym komicznie kiedy będziemy razem wychodzić na spacery i takie tam. Reszta wyglądu nie odbiega zbytnio od stereotypowego ideału przeciętnego mężczyzny, wiadomo. Ładna figura, odpowiednio szerokie biodra, wąska talia i przyzwoitych rozmiarów biust. Ale nie za duży, tak żeby w dłoniach się mieścił, bo najlepiej się pieści, co się w dłoni mieści. Poza tym, nie dalej jak wczoraj śmialiśmy się z siostrą z dziewczyny, która musiała prawdopodobnie bardzo uważać podczas biegania, żeby sobie nie powybijać zębów.
Oczy, niewiele brakowało, a zapomniałbym o kolejnej rzeczy na którą zawsze zwracałem uwagę. W końcu, jak to się mówi, oczy zwierciadłem duszy. Pamiętam, kiedy w okresie gimnazjum/technikum, czyli najbardziej burzliwego okresu w dojrzewaniu, podobały mi się ciemne oczy u dziewczyn. Czułem, że mógłbym się godzinami w takie wpatrywać i nie widzieć dna, zaglądanie w taką głębie sprawiało mi nieopisaną wręcz przyjemność. Teraz jestem trochę starszy i zauważyłem, że tutaj też się u mnie zmieniło: jasne tęczówki, ale o wyraźnie zaznaczonym, konkretnym kolorze, taki czysty błękit lub zieleń wiosennej trawy. Kolor nie może być zbyt wyblakły, bo odnoszę w takim wypadku wrażenie, że spojrzenie jest "chłodne", wręcz groźne i odpychające. Dodatkowym plusem zmiany preferowanego koloru oczu jest też to, że łatwiej w takich oczach zauważyć coś, czego jeszcze nigdy nie widziałem, a bardzo bym chciał, mianowicie ten "maślany wzrok", kiedy druga osoba na ciebie patrzy i praktycznie traci kontakt z otaczającym was światem, można wtedy zaobserwować delikatne rozszerzenie się źrenic...
Jeśli chodzi o wygląd, to by było na tyle, takie odnoszę wrażenie. Choć na upartego można by do tej kategorii podciągnąć uśmiech: szczery, niewymuszony, śliczny i podnoszący na duchu uśmiech. Uśmiech, który nie tylko widać, ale też czuć, bo energia zawarta w tak prostej emocji aż bije od takiej osoby, mało tego, jest wręcz zaraźliwa.
Choć ja osobiście sam uśmiech zaliczyłbym bardziej do cech charakteru: osoba o takim czarującym uśmiechu nie może nie być osobą pogodną, pełną optymizmu i zrozumienia dla innych.
Już już, wracamy na ziemię (zamarzyłem się). W moich fantazjach mój ideał jest również kobietą inteligentną, co jest dla mnie bardzo ważnym kryterium. Nie tylko dlatego (co zabrzmi dość egocentrycznie) że chciałbym mieć z kim i o czym rozmawiać, ale także dlatego, że takie osoby nie boją się określić swoich poglądów, mówią jasno co się nie podoba i dlaczego, ujmując to jednocześnie w łatwe do zrozumienia przez takie proste urządzenie jak ja argumenty.
Nieraz w parze z inteligencją idzie niestety również arogancja, a tego wolelibyśmy uniknąć. Zdrowa dawka własnej wartości, a przede wszystkim jej świadomość nie była by w tym miejscu niczym złym.
Jeśli chodzi o pozostałe cechy charakteru, chciałbym żeby występowały w podobnych dawkach i stężeniu co u mnie. Poza tym, to miała by być ta część pary, która ma więcej zdrowego rozsądku, żeby delikatnie hamować moje niektóre poronione pomysły wtedy, kiedy naprawdę zajdzie taka potrzeba.
Cenię sobie u ludzi zrozumienie dla czarnego humoru. Jeśli go rozumiesz i cię bawi, to znaczy, że bez problemu się dogadamy. Logicznym się więc wydaje, że to też musiało by się znaleźć w naszym modelowym ideale.
Inteligentna, pogodna, szczera, pełna optymizmu, delikatnie pokręcona, żeby zrozumieć czarny humor, zdroworozsądkowa, ale nie za bardzo, żeby mogła razem ze mną czasem odwalić coś głupiego... O czymś zapomniałem? Myślę, że nie. Może jeszcze wyrozumiała, to zawsze dobrze brzmi.
Chciałbym także, żeby nigdy nie występował problem dla znalezienia dla siebie wspólnego czasu, czy to na jakiś festiwal, koncert, wakacyjny wyjazd, czy po prostu banalny spacer.
Stop. Wracamy na ziemię. Ideały nie istnieją, ale za to pozwalają jasno ustalić to, do czego dążymy. Kiedyś też usłyszałem, że ideały są nudne. Ale zabawa z wymyślaniem takiego była przednia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz