środa, 6 listopada 2019

Pociąg

Całkiem niedawno miałem okazję na nowo odkryć jakie plusy niesie ze sobą podróżowanie pociągiem. Poza niedającym się do niczego porównać usypiającym turkotem kół na szynach i uspokajającym kołysaniem jadącego pociągu które nadają podróży kojący charakter.
Nieodzownym elementem wydaje się być sama styczność z innymi ludźmi. Możliwość obserwacji, czasami nawet integracji.
Jak zawsze nie ominęło mnie kilka sytuacji, które mogły by uchodzić za intrygujące...
Pociąg zapchany niemiłosiernie, wagon z przedziałami, ludzie którym nie udało się przewidzieć że braknie miejsc siedzących próbowali walczyć o każdy centymetr sześcienny przestrzeni. Ja, pchany silną potrzebą, przepycham się przez to kłębowisko ciał rozpychając się łokciami i depcząc po tych, którzy przegrali walkę o dostęp do tlenu. Nie mogę się pozbyć wrażenia, że przeciskam się już na tyle długo, że zaraz dojdę do stacji docelowej. Jednak udało się, dotarłem do przedsionku wagonu. Tam niestety drzwi do toalety blokowały trzy osiedlowe "maciorki", wygodnie rozłożone na ziemi i broniące dostępu do toalety innym pasażerom.
- Nie warto, strrrasznie coś śmierdzi - powiedziała ta najszczuplejsza, która nawiasem mówiąc sama by wystarczyła do blokowania drzwi.
I tak zostałem zmuszony do skorzystania z toalety w sąsiednim wagonie. Wychodząc zauważyłem jak drzwi do bronionej toalety się uchylają i wyłania się z nich czwarta pokaźnych rozmiarów imprezowiczka. Przetarła szczecinę pod nosem wierzchem dłoni i kiwnęła głową do współtowarzyszek dając tym samym znać, że towar przedni.
Jednak nie to przyciągało głównie moją uwagę podczas podróży. Zarówno w jedną, jak i w drugą stronę miałem szczęście podróżować w towarzystwie ponadprzeciętnie urodziwych przedstawicielek płci przeciwnej.
Wsiadając do przedziału zauważyłem, że będę siedział na środkowym z trzech foteli. Nie było to moje ulubione miejsce, nie ukrywam. Ale kiedy zobaczyłem dziewczyny które siedziały po mojej lewej i prawej stronie...
Ta po lewej miała ciemnozielone oczy, kasztanowe, długie włosy z grzywką zarzuconą na prawą stronę i wydatny, ale pasujący do całości nos. Ta po mojej prawej wydawała się odrobinę młodsza, miała brązowe, proste włosy i brązowe oczu schowane za okularami w plastikowej oprawce. Zawsze podobały mi się dziewczyny w okularach, sprawiały wrażenie inteligentnych co również jest według mnie pociągające.
Siedziałem między nimi czytając książkę co chwilę zerkając ukradkiem to na jedną, to na drugą, kiedy do przedziału weszła zgrabna blondyneczka ubrana w czerń i zapytała czy można skorzystać z miejsca pod oknem, przynajmniej dopóki ktoś z wykupioną miejscówką się nie upomni.
Koloru oczu tejże piękności niestety nie zapamiętałem, bo nie mogłem przez dłuższą chwilę oderwać wzroku od jej zgrabnych nóg opiętych w ładnie dopasowane czarne dżinsy. Poczułem jak się robię czerwony kiedy nasze oczy się spotkały, ale to na pewno była wina włączonego ogrzewania. W końcu w przedziale siedział też starszy pan, który sprawiał wrażenie wiecznie niezadowolonego z życia. Byłem pewien, że to on był odpowiedzialny za ogrzewanie podkręcone do granic możliwości.
Na następnej stacji wszedł do przedziału prawowity "dzierżawca" miejsca zajmowanego przez uroczą blondyneczkę: dość duży koleś z przygłupawą miną, przy drugim spojrzeniu można było zauważyć, że to, co na początku wzięło się za mięśnie, to tak na prawdę zwały samczego tłuszczyku, który jakimś cudem świetnie je imitował.
W pewnym momencie nie wytrzymałem tej duchoty i poprosiłem tego osobnika o uchylenie okna:
- A co, gorąco się zrobiło koledze? hłe hłe.
- Tak, gorąco mi. Siedziałbyś między takimi dwoma pięknościami to też by ci było gorąco.
Mina mu zrzedła, dziewczyny jak na komendę się na mnie spojrzały. Ta w okularach chyba nawet się uśmiechnęła. Przynajmniej te delikatne drgnięcie kącika ust dało by się na siłę zaklasyfikować jako uśmiech. Ta po mojej lewej natomiast zapytała:
- Dwoma? A która jest ta druga?
"O cholera, ale się wje***em" przemknęło mi przez głowę. Ale nie dając tego po sobie poznać odpowiedziałem:
- To nie zawody, żeby nadawać miejsca, ale jeśli byłbym zmuszony wybierać, to powiedziałbym, że panie są tak samo urodziwe co plasuje obie ex aequo na miejscu pierwszym - czym chyba udało mi się wybrnąć z kłopotliwej sytuacji.
Wiadomo, w pociągu nie raz się przyśnie, wspomniane wcześniej kołysanie i rytmiczny, miarowy stukot jak najbardziej ku temu sprzyjają. Ale kiedy będąc jeszcze w półśnie otworzyłem oczy na jednej ze stacji, przed moimi oczami ukazały się jedne z najkształtniejszych pośladków jakie widziałem w życiu. Ostatkiem woli powstrzymałem się i nie sięgnąłem ręką (co bym niechybnie uczynił jakby to był sen), udowadniając tym samym sobie, że mózg wybudził się do końca. Po chwili pośladki uciekły, dziewczyna odwróciła się do mnie twarzą i poprosiła o pomoc przy bagażu. Nie byłem pewien czy to usłyszałem, raczej się tego domyśliłem, nie mogłem się skupić na tym co do mnie mówiła zapatrzony w te niebieskie oczy, zgrabny nos i równe, białe ząbki. Uznałem, że szkoda by było teraz zasnąć, skoro można się skupić na podziwianiu urody tejże brunetki siedzącej naprzeciw mnie...
Podobne sytuacje miałem jadąc w drugą stronę. Choć niewątpliwie były mniej skumulowane, bo większość drogi po prostu przespałem.
Ale kiedy w końcu się wybudziłem i umilałem sobie czas czytaniem książki, w którymś momencie naprzeciwko mnie usiadła ona: ładna, zgrabna studentka z czerwonymi włosami lekko opadającymi na ramiona. Miała tak głęboko niebieskie oczy, że w tej głębi można by się utopić, dodatkowo okulary w stalowych oprawkach koloru fioletowego które w połączeniu się z kolorem różowego swetra tworzyły specyficzną, ale spójną całość. Nie przeszkadzało mi to, że włosy były farbowane, wręcz przeciwnie, bardzo mi się podobały. Zresztą, swojego czasu bardzo podobały mi się dziewczyny z włosami pofarbowanymi na jaskrawe, nietypowe kolory (dla przykładu mógłbym tu podać pewną moją znajomą która miała włosy koloru niebiesko-różowo-fioletowego), przyciągały tym uwagę, były bardziej intrygujące.
Kiedy owa dziewczyna zasnęła, miałem masę czasu na podziwianie jej urody, nie mogłem się wręcz napatrzeć... Częściowo opamiętałem się, kiedy dotarło do mnie, że w końcu nie jesteśmy sami w przedziale i moje maślane oczy muszą dla postronnego obserwatora wyglądać po prostu żenująco.
I wtedy zauważyłem, że obok niej siedzi zakonnica. Patrzyła na mnie z nieukrywaną pogardą, widać było, że chciała by mnie skarcić za mój bezwstydny, lubieżny i wszeteczny wzrok, powodowanym wyłącznie pociągiem seksualnym.
Więc niechętnie, ale pełen skruchy, skierowałem wzrok w innym kierunku. Zatrzymałem się na korytarzu za drzwiami, gdzie stała pewna ciemnoskóra piękność...
Delikatny, lekko zadarty ku górze nosek, ciemna, przypominająca na myśl najlepszą, gorzką czekoladę skóra, włosy, ułożone w dziesiątki, malutkich, czarno-białych warkoczyków spięte z tyłu głowy lekko opadały na plecy... Rzekłbym przewrotnie, z deszczu pod rynnę.
Wychodząc z pociągu na swojej stacji czerwonowłosej nimfie zostawiłem łabędzia z papieru, a do egzotycznej damy mrugnąłem, bo szczerze mówiąc tylko na tyle się zdobyłem. Może po prostu przestraszyłem się ewentualnej bariery językowej? Tego już się nie dowiem.
Warto jeździć pociągiem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz