Popatrzę teraz dla odmiany na tablice. I co się ukazuje mym pięknym oczom? Temat zgoła inny od tych, które przywykliśmy oglądać na tablicy na lekcjach języka pilskiego: "Czas Present Simple - właściwości i budowa." Przecieram oczy ze zdumienia. Może jak spojrzę drugi raz to wszystko wróci do normy. Gówno prawda. Jest jeszcze gorzej. Pojawiły sie przykłady budowy zdań i definicje.
A może mi się tylko wydaje, że coś jest nie tak? Może tylko ja widzę wszędzie problemy których nie ma? Może się zjarałem? Na te i wiele innych pytań pewnie nigdy nie znajdę odpowiedzi.
Dla odmiany teraz słucham dukania polonistki. Próbuje nam przeczytać jakiś sonet, o ile się nie mylę Kasprowicza.
Nie powinienem się z niej śmiać, nie wiem czy przeczytał bym to lepiej, ale na litość boską, to jest polonistka! Ten tytuł chyba do czegoś obliguje, nie?!
Jak czegoś nie wie, to pyta nas (pewnie w myśl: kto pyta, nie błądzi), albo zadaje nam na zadanie dowiedzieć się o co jej chodziło.
Teraz dyktuje nam notatkę ściągniętą z Wikipedii. Jeśli myślicie, że pisanie na lekcji u tej nauczycielki to jedyny sposób na uzupełniony zeszyt, jesteście w błędzie. Bo po co się spinać i stresować na lekcji, skoro można w domu spokojnie wejść na Wikipedię, wpisać temat lekcji i przepisać wszystko, spokojnie i bez pośpiechu, we własnym tempie. Można też być trochę do przodu i ściągać tematy na przyszłe lekcje. To pozwoli zaobserwować, że lekcji powie słowo w słowo z tym, co jest napisane w internecie. Wszystko się będzie zgadzać, nawet literówki.
***
Pamiętam kiedy mieliśmy z nią pierwszą lekcje. Sprawiała wrażenie miłej, inteligentnej i oczytanej w przedmiocie który uczy. Owszem, coś wie, może (raczej na pewno) nawet więcej ode mnie. Ale myślę, że to troszkę za mało żeby uczyć uczniów szkoły średniej.Zauważyłem coś jeszcze. Tipsy. Olbrzymie tipsy. I jeszcze do tego ostro zakończone. Ten obraz przypomina szponiastą rękawice Freddy'ego Krugera z 'Koszmaru z ulicy Wiązów'. Założę się, że jak by machnęła tą szponiastą łapą w okolicach mojej szyi, rozszarpała by mi tętnice.
To skoro jest taka straszna, dlaczego uczy? Bo jest dobrą znajomą dyrektorki (kolejnej szkolnej mary). A koleżanka dyrektorki nudzi się w domu, więc poszła do szkoły uczyć.
Mieliśmy kiedyś fajnego poloniste. Był wymagający, to prawda, ale był też dowcipny. Można było czasem z nim luźniej pogadać. A dzięki temu, że dużo od nas wymagał, miałem czwórkę w pierwszej klasie. Już wtedy przygotowywał nas do matury. Ale nasza kochana pani dyrektor powiedziała, że on jest za dobry żeby uczyć uczniów technikum. Uczy teraz gimnazjalistów. Pamiętam co mówił nam o gimnazjalistach: są mali, brzydcy i śmierdzą.
Od tamtej pory walczymy z dyrekcją o przywrócenie poprzedniego polonisty. Bezskutecznie.
A na zakończenie powiem, że gdzieś w głębi jednak podziwiam naszą panią z polskiego. Ten jej właściwie bezcelowy upór w dążeniu do celu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz