Ale zacznijmy od początku. Zamierzam wypowiedzieć wojnę rzeczom które mnie denerwują. A trochę tego się nazbierało. A więc...
- Dlaczego ludzie umierają, a zwierzęta zdychają? Wiem, dziecinne. Ale spójrzmy na to świeższym okiem. Śmierć jest jednakowa, dla każdego, nie zależnie od płci, wieku, wyznania, gatunku. Że niby co, zwierzęta są organizmami niższymi, bo nie mają tak rozwiniętych społeczności? Nie potrafią kochać? Nie mają jakichkolwiek uczuć? A teraz w drugą stronę. Jakie zwierzę zabija dla przyjemności, ranią innych, wyrządzają swojemu gatunkowi taką zbrodnię jaką jest choćby wojna? To zwierzęta powinny umierać, a ludzie zdychać. W końcu to one były tu przed nami. To my jesteśmy gośćmi, a one gospodarzami. A my bezczelnie nadużywamy ich gościnności.
- Co to do cholery znaczy: "Jasne, znam cię. A raczej znałem/am, kiedy chodziliśmy razem do szkoły/pracy. Teraz nie możemy utrzymywać pod żadnym pozorem ze sobą kontaktów, mam nowe życie. Było minęło". Czy tylko ja widzę coś złego w zrywaniu wszelkich znajomości z tak, nie oszukujmy się, prozaicznego i durnego powodu? Czy tylko dlatego że jedna ze wspólnych nam rzeczy jaką była szkoła/praca zmarła śmiercią naturalną? Co w tym normalnego? Znajomości powinno się pielęgnować, dbać o nie. Jestem skłonny porównać znajomości do swojego rodzaju biżuterii. A takich rzeczy się nie wyrzuca od tak. To, że nie pasuje ci do nowego krawata/sukienki, to nie znaczy że masz się tego pozbyć. Nigdy nie wiadomo co i kiedy się przyda.
- Tolerancja. Wszyscy wiedzą co to jest, a ja nie będę tego kwestionował. Na razie. Denerwują mnie ludzie, którzy są rzekomo tolerancyjni, np: "Jestem tolerancyjny, ale wkurzają mnie pedały". Myślę, że to idealny przykład. Doskonale obrazuje, że dany osobnik nie ma pojęcia o tolerancji. Pozerstwo? Raczej głupota. Ja doskonale zdaję sobie sprawę, że do bycia tak tolerancyjnym, jak bym sobie tego życzył, wiele mi brakuje.
- Hałas. Wszyscy uważają, że skoro słucham takiego, a nie innego rodzaju muzyki, to musi być tzw. pierdolnięcie. Nic bardziej mylnego. Lubię cisze i spokój. Lubię dni, kiedy wyspany wstaje, idę do kuchni, robię dla wszystkich śniadanie, a to wszystko w błogiej ciszy... Niedoczekanie. Problem polega na tym, że jeszcze w moim życiu takiej sytuacji nie zaznałem. Wstaje rano, słyszę jak sąsiad się dusi kolejną paczką papierosów, pies sąsiadki wita się ze światem, siostra biega we wszystkich kierunkach (nawet tych przeczącej zasadom grawitacji), a to wszystko potęguje kolejny sąsiad wiercący wiertarką udarową ścianę nośną bloku i dogorywającej imprezy w bloku obok. Żyć nie umierać. Dlatego będę się starał o pozwolenie na broń. Chwilę pocierpię z powodu serii wystrzałów, ale za to po wszystkim nastąpi błoga, długo oczekiwana cisza.
- Nadchodzące pokolenie. nawiązując do poprzedniego punktu, jedno z głównych źródeł hałasu... Ale nie o tym miało być. Jeśli tylko spróbuję sobie wyobrazić, że pokolenie mojej siostry ma zarabiać na moją emeryturę... Jasna cholera, co to będzie. Skoro teraz już teraz Sodoma i Gomora wymiękają przy tym co się wyprawia w szkołach. Nauczyciele boją się uczyć! To absurdalne! Dlatego planuję te wszystkie rozwydrzone bachory umieścić w 'ośrodkach' resocjalizacyjnych o zaostrzonym rygorze. Na skraju jakiegoś zadupia, gdzie nie ma zasięgu ani internetu, gdzie będą jedli to co sobie sami upolują... Cóż, pomażyć można.
A zatem si vis pacem para bellum. Więc kto idzie ze mną ręka w górę! Co? Tylko tyle?...
Jak zwykle, jeśli ktoś ma objekcje do tego co napisałem, niech je zachowa dla siebie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz