Po tym wymownym wstępie, chciałbym powiedzieć kilka rzeczy o końcu świata. Jak było, jak miało być, dlaczego nie było i dlaczego za tym wszystkim stoi Putin.
Według przeróżnych źródeł koniec świata miał nastąpić dnia 21.12.2012 o godzinie... o godzinach: 0.00, 11.00, 12.00, 12.21, 21.12... Wygląda jak rozkład jazdy PKSu, prawda? Otóż, w oczekiwaniu na mającym wyrosnąć przed moim blokiem plującego lawą, zionącym ogniem i miotającego na wszystkie strony bomby wulkaniczne krateru, postanowiłem sprawdzić, ile w tym wszystkim prawdy, i czy informacje rozdmuchiwane na cały świat na temat tego zdarzenia miały jakikolwiek sens.
Podszedłem do tego (jak zawsze) bardzo sceptycznie. Ciężar swojej ignorancji poczułem wcześniej, niż można było się spodziewać: o godzinie 0.00. "Zaczęło się", pomyślałem. Pewnie ciekawość aż was pożera od środka (pewnie nie). Otóż, czekając na 'wielkie wydarzenie' i chcąc zarazem umilić sobie czas miałem włączony komputer. A wspomnianej wyżej godzinie, punktualnie, wyskoczył mi na ekranie komunikat: "Ten komputer został zablokowany ze względu na niesankcjonowaną aktywność cybernetyczną". Podpisano: Policja.
Przeczytałem sobie uważnie ten komunikat, bo 'warto wiedzieć więcej'. Posądzono mnie o:
- rozpowszechnianie spamu z dziecięcą pornografią (mówiła, że była pełnoletnia)
- posiadanie nielegalnego oprogramowania (a facet który mi je sprzedawał zapewniał o jego autentyczności)
- szachrajstwa podatkowe (oj tam, od razu szachrajstwo, tylko płacę z kont innych uczciwych podatników)
- popieranie terroryzmu (dobra, dałem temu talibowi piątaka na chleb, a to że kupił glicerynę...)
Dlaczego to nie nastąpiło? Cóż, jedną z najbardziej prawdopodobnych możliwości było to, że Anioł Zniszczenia przybył na Ziemię, zobaczył ten syf i powiedział: "Tu już nie ma dla mnie nic do roboty...". Inną moją teorią jest to, że te wszystkie, nazwijmy to 'efekty specjalne', były po prostu za drogie. Budżet światowy nie wytrzymałby następnego końca świata.
A dlaczego obwiniam za to Jego Świętobliwość Putina? Cóż, nie lubię go. I nie obchodzi mnie, że właśnie słyszę ciężkie buciory agentów NKWD zmierzających do mojego mieszkania. Nic mnie już nie zaskoczy. W końcu przeżyłem koniec świata.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz