niedziela, 14 kwietnia 2013

Konglomerat

Dość dawno temu mój dobry znajomy powiedział mi, że moje uwagi są potrzebne jak drzazga pod napletkiem. Jak zwykle trafił tam, gdzie najbardziej boli.
Zauważyłem, że ostatnio jestem bardzo negatywnie lub po prostu chamsko nastawiony do niektórych ludzi. Spacerując i gadając o pierdołach (jak to zwykle mamy w zwyczaju) z wyżej wspomnianym znajomym po ulicach sąsiadującego z moim miasteczkiem minęliśmy faceta który prawdopodobnie żebrał na swoje życie. Do nas najzwyczajniej nie odważył się zbliżyć (pewnie z racji omawianego ostatnio stereotypu). Facet nie miał lewej nogi. Nie wiem co mnie napadło, ale przechodząc koło niego głośno zastanawiałem się nad obecnością pól minowych na mojej drodze.
Naprawdę nie mam pojęcia jak ludzie z mojego otoczenia ze mną wytrzymują. Może to tylko tak wygląda że się dobrze bawią w mojej obecności, może tak naprawdę toczą zajadłą wewnętrzną walkę z samym sobą i kierując się zwyczajną empatią do czującego ból stworzenia powstrzymują się przed spraniem mnie na kwaśne jabłko.
W końcu ich też wiele razy obrażałem. Sam nie wiem dlaczego. W końcu nic mi nie zawinili.
Tak jak czasem potrafię być aż nadto miły i wrażliwy (w oczach niektórych kolokwialnie mówiąc ciota) równie często zdarza mi się być tym złym, którego obecność w niektórych kręgach jest co najmniej niepożądana. Fakt, czasem jestem tego świadomy, a czasem dowiaduję się o tym bezpośrednio z otoczenia. Zastanawiam się, czy w każdym człowieku znajduję się czy też ukrywa taki miszmasz osobowości, cech. Nie staram się tu być na siłę oryginalny. Zauważyłem więcej nie pasujących do siebie elementów układanki będących elementami mnie. Lubię się uczyć, fakt, tylko tego co wydaje mi się ciekawe, ale jednocześnie okazuje się jakim jestem ignorantem, kiedy chcąc pokazać swoją wiedzę popełniam elementarne błędy o których nie mam pojęcia. Z miną przygłupiego szympansa wciąż de novo popełniam te same błędy. Mam dobrą pamięć, pamiętam ze szczegółami konkretne dni w moim życiu, pamiętam mój pierwszy pobyt na śląsku (miałem wtedy zaledwie cztery lata), ale nie pamiętam tego co przed chwilą powiedziałem w wymianie zdań z matką. Nie pamiętam przebiegu wczorajszego dnia i to nie z powodu "syndromu dnia poprzedniego". Nie jestem w stanie zapamiętać gdzie odłożyłem np klucze od domu. Lubię porządek, symetrię i wszelkie przejawy ładu, kiedy pokój w którym przebywam wygląda jak po przejściu huraganu. Denerwuje mnie bezczynność jednocześnie wciąż egzystuję bez większego sensu z dnia na dzień.
Nie potrafię tego określić inaczej jak wewnętrzny bałagan, totalny chaos mnie. Jeśli teraz powiem, że się z tym pogodziłem, część z Was podciągnie to pod lenistwo lub zrezygnowanie. Ja na to mówię akceptacja. Samoakceptacja.
Moje indywiduum, hipokryzja a wrażliwość. Moja głupota i ignorancja a chęć zdobywania wiedzy. Moje lenistwo i potrzeba dążenia do przodu. I w końcu predyspozycje by zostać naprawdę kimś a obawy przed następnym dniem i potworami codzienności.
Myślę, nie, chciałbym wiedzieć, że nie tylko ja borykam się z podobnym problemem. Wierzę, że z tego się wygrzebię i życzę tego wszystkim tym, którzy mają podobne obawy do moich. Tak, żebyśmy mogli powiedzieć o sobie: Człowiek.

Na zakończenie tego dodam, że pisząc to wszystko słuchałem Requiem Mozarta. Co to wnosi do tematu? Zupełnie nic. Ale Lacrimosa jest po prostu boska.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz