Zanim się budzę, jeszcze będąc w stanie półsnu, docierają do mnie suche dowcipy ojca mojego gospodarza: - Jaki jest najlepszy środek na łysinę? Środek głowy... Jakie należy podjąć kroki w zetknięciu ze wściekłym psem? Jak najszybsze...
Tak. Wczoraj pozwoliłem sobie ździebko wypić. Nie za dużo, nie za mało. A więc: obudziłem się, wstałem ubrałem, wyszykowałem... już wiem jak się czuje dziewczyna opuszczająca przygodnie poznanego faceta rano...
Budzę go, bo ktoś mi musi drzwi otworzyć. Idę sobie spacerkiem przez osiedle dawniej zamieszkane również przeze mnie. Niewiele się zmieniło.
Ależ tu ślisko... nie zdążyłem nawet pomyśleć gdy wylądowałem na moich szlachetnych czterech literach. Ale nic się strasznego nie stało, trzeba w pobliskim sklepie zakupić bilety i udać się na przystanek.
Skrócę sobie drogę, pójdę tą z pozoru nieuczęszczaną drogą.. Co do jasnej...?! Na środku jezdni stoi klatka z królikiem. Nie wygląda on na szczególnie przejętego swoim, eeee, położeniem. Idziemy dalej. Zbliżam się do przystanku autobusowego.
O łaaaa, jaka ładna dziewczyna... ciekawe czy jest tak samo inteligentna jak obdarzona przez naturę walorami estetycznymi... nie chce mi się tego sprawdzać.
Po ledwie 3 minutach czekania nadjechał upragniony autobus. Kierowca jak zwykle jechał z prędkością pozwalającą jego schizofrenicznym przyjaciołom grzybom przejść na drugą stronę jezdni. Mimo to dojechałem na czas na stację docelową.
Ładna pani o której była mowa wcześniej wyfrunęła na swoich przepiórczych skrzydłach w kierunku następnego autobusu, podczas gdy ja ze stoickim spokojem udałem się w tym samym kierunku. Nie ma pośpiechu, kierowca się spóźni nawet jeśli już stoi na przystanku... No, i jak zwykle miałem rację.
Podsumowując, podróż z osiedla znajomego na moje zajęła mi w przybliżeniu około 15 minut.
Przechodząc koło z góry ustalonego wśród moich znajomych punktu orientacyjnego zauważyłem rzecz dość niezwykłą: Na talerzyku, na którym była schludna serwetka, zostały poukładane w niesamowitym porządku kromki chleba posmarowane masłem... Należy dodać, że owym punktem orientacyjnym jest osiedlowy śmietnik.
Ale mniejsza z tym. Jeszcze lekko się zataczając wkraczam w progi mojego domu.
Nie byłem jakoś specjalnie zaskoczony widząc moją rodzicielkę. Zaskoczony byłem jej reakcją : - Jak było? Może śniadanko?
ktoś mi porwał matkę i zastąpił tym podejrzanie miłym klonem...
Odrzućmy podejrzenia na bok. Przeszedłem z mamą ciekawą i pełną wartości moralnych rozmowę. O czym była to może innym razem.
Pomoc w zmywaniu po śniadaniu, dalej w przygotowaniu obiadu i znów plany na wyjście. Wszystko idzie zgodnie z planem (oprócz zwyczajowego spóźnienia kolegi, ale zdążyłem się przyzwyczaić). Zapaliłem, zaczekałem...
Jest! Nareszcie! Jedziemy.
W planie było wyrwać koleżanki, jedną za drugą i pójść do naszego ulubionego baru. Plan się oczywiście nie udał, ale źle nie było. Czas spędziliśmy na piciu "Urodzinówki" i czystej.
Po wyjściu od znajomej odprowadziliśmy z kumplem drugą. Idąc pod rękę ratowałem nie tylko jej nadszarpnięty zmysł orientacji, ale i po części swój. Ale najważniejszy był nastrój jaki towarzyszył całemu zajściu. Od początku do samego końca.
Ktoś mnie nie znający mógłby pomyśleć po lekturze: menel, pijak. Ale pozory mylą, pamiętajcie.
Pomoc w zmywaniu po śniadaniu, dalej w przygotowaniu obiadu i znów plany na wyjście. Wszystko idzie zgodnie z planem (oprócz zwyczajowego spóźnienia kolegi, ale zdążyłem się przyzwyczaić). Zapaliłem, zaczekałem...
Jest! Nareszcie! Jedziemy.
W planie było wyrwać koleżanki, jedną za drugą i pójść do naszego ulubionego baru. Plan się oczywiście nie udał, ale źle nie było. Czas spędziliśmy na piciu "Urodzinówki" i czystej.
Po wyjściu od znajomej odprowadziliśmy z kumplem drugą. Idąc pod rękę ratowałem nie tylko jej nadszarpnięty zmysł orientacji, ale i po części swój. Ale najważniejszy był nastrój jaki towarzyszył całemu zajściu. Od początku do samego końca.
Ktoś mnie nie znający mógłby pomyśleć po lekturze: menel, pijak. Ale pozory mylą, pamiętajcie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz