czwartek, 9 października 2014

Tydzień z głowy

Siedzę w parku. Nie, park to złe słowo. Kilka ławek, krzaczek i szczypta drzewek. Palę papierosa i dla podbicia kontrastu czytam książkę zatytułowaną "Nieśmiertelność" autorstwa doktora Andrzeja Szczeklika. Tak, jestem uzależniony. Czytam nawet kiedy palę papierosa...

***

Ten czas minął jak z bicza strzelił. Czas na małe podsumowanie i garść refleksji.
Dla przypomnienia: jestem studentem pierwszego roku na kierunku pedagogika ze specjalnością resocjalizacja. Na roku jest około 115 studentów. Chyba. W każdym razie więcej niż setka. Z czego większość to oczywiście przedstawicielki płci pięknej. Przytłaczająca większość. Dumnych reprezentantów mężczyzn jest siedmiu. Znajomy stwierdził, że na każdy dzień tygodnia moglibyśmy się umawiać z inną dziewczyną.
Tu trzeba nadmienić, że dawno nie widziałem tyle piękna w jednym miejscu. Samo to, że użyłem tego magicznego słowa na "P" powinno dawać do myślenia, bo to jest jedno z tych słów w moim słowniku, o których uważam, że zbyt często używane tracą na wartości, dlatego nie nadużywam ich. Ostatni raz użyłem go, żeby nie skłamać, ponad rok temu. A względem dziewczyny jeszcze dawniej.
Ale wróćmy do meritum. Ludzie z którymi będzie mi dane spędzić te, mam nadzieję, najbliższe lata są mili, przyjaźni i ufnie nastawieni do innych. Sama uczelnia, cóż... Nie jest tak źle. Odniosłem wrażenie, że organizacja praktycznie wszystkiego pozostawia wiele do życzenia. Przykład? Proszę bardzo. W ciągu tego tygodnia plan zajęć był zmieniany trzy razy. Nie zwróciłoby to tak mojej uwagi gdyby nie fakt, że musiałem zapisać się na lektorat z języka obcego i ćwiczenia z WF-u. Po zapisaniu się na wymagane zajęcia plan uległ zmianie i musiałem cofać wcześniejsze wybory. Zadowolony z siebie że udało mi się to załatwić w terminie, kolejnego dnia się dowiedziałem o kolejnej zmianie. Tym razem okoliczności nie były dla mnie tak sprzyjające, ponieważ system internetowy w którym dokonywano zapisów był już zablokowany. Informatyk jednak udowodnił mi, że się mylę. Szast prast, system odblokowany. Mimo wszystko nie udało mi się Zapisać na WF. Ale to już moja wina, pogubiłem się na stronie do rejestracji.
Dalej. Wykładowcy i same wykłady. Nie mam tu nic do powiedzenia. No, może z wyjątkiem wykładowcy filozofii, który miejscami staje się drobiazgowi i z ciekawego przedmiotu zrobił coś, co swoim wartkim tempem, zwrotami akcji, ciekawostkami i humorem jest na poziome kazania proboszcza z małej wiejskiej parafii, który czasem nie zdaje sobie sprawy z tego, że ma nauczać, a nie prowadzić monologi.
Widać, że próbuje nawiązać z nami jakiś kontakt, choć wychodzi mu to różnie. Mimo wszystko, mam nadzieję, że może jeszcze być ciekawie a sam wykładowca jeszcze będzie w stanie nas wszystkich zaskoczyć. Na razie nie jest optymistycznie, jedyne co wyniosłem z wykładu, to odbite na policzku ślady z notatek, historyjkę o psie sołtysa i fakt, że górale znają trzy rodzaje prawdy. Jakie, nie muszę chyba tłumaczyć.
Na przeciwległym biegunie jest wykładowca wstępu do psychologii. wykład ciekawy, fajnie poprowadzony, z licznymi ciekawostkami i przerywnikami. Najczęściej wykorzystywane zwierzę w eksperymentach psychologicznych? Student.
Lektorat z angielskiego. Pani magister swoimi pierwszymi skierowanymi do nas słowami w pewnym sensie nas uspokoiła, choć duma niektórych z pewnością uległa nadszarpnięciu:
- Nie oszukujmy się, poziom opanowania porażającej większości z was jest z pewnością godny pożałowania, więc nie będę od wa wymagać nie wiadomo czego...
Kilka słów o dziekanacie? Proszę bardzo. Byłem przygotowany na to, co po części dostałem. Po indeks i legitymację stałem w kolejce około czterech godzin.
Wszyscy znają stereotypowy obraz dziekanatu i ludzi w nim pracujących: Wielka odlana ze spiżu brama, z klamką na wysokości kilku metrów. Nad nią napis: Lascinate ogini speranza, voi ch'entrate.
Za tymi drzwiami, w przytłaczającymi swoim ogromem i ponurą atmosferą sali, za marmurowym, rzeźbionym biurkiem siedzi posępnie wyglądająca kobieta, z wielkimi kłami i przekrwionymi oczami. Po spojrzeniu widać, że jest w stanie rozerwać na strzępy każdego, kto ośmieli się ją wyrwać z błogiego stanu nicnierobienia...
Trzy stadia uprzejmości ludzi z dziekanatu?

  1. - Na pierwszym roku: Czego?!
  2. - Na trzecim roku: Dzień dobry, w czym mogę pomóc?
  3. - Na piątym roku: Witam pana magistra!
A jak wyglądało to u mnie?
- Czemu się pan tak denerwuje?
- Wykład mi się już zaczął.
- Teraz jest pan u mnie, nic panu nie grozi. proszę się uspokoić. Takiej muzyki pan słucha (byłem w koszulce AC/DC) a taki pan podenerwowany...
Druga wizyta była znacznie ciekawsza. Zaskoczyło mnie to niezwykle entuzjastyczne przywitanie:
- Ooo, witam pana z AC/DC! W czym mogę pomóc?
Kolejny punkt programu. Akademik. Miejsce pełne niespodzianek, przygód, ale też i niebezpieczeństw, spowite mgłą niepewności, mitów i fascynujących historii rodem z baśni Andersena. Rzeczywistość? Ludzie z późniejszych lat piją we wszystkich możliwych miejscach, śmieją się, dowcipkują, a pierwszaki niepewni jutra siedzą w pokojach na krzesłach nerwowo kiwając się w przód i tył powtarzając w kółko drżącym głosem: "Co ja tu robię, co ja tu robię?..."
Dostałem pokój, dwójkę. Tak jak się spodziewałem. Myślałem tylko, że słowo dwójka odnosi się do liczby mieszkańców pokoju, a nie do metrażu.
Po ścianach widać, że żarty o studentach zdrapujących tynk ze ścian z braku alternatywnego urozmaicenia diety nie są do końca wyssane z palca.
W pokoju jestem sam, wszyscy moi najbliżsi sąsiedzi, to sąsiadki. Nie spotkałem na korytarzu ani jednego faceta, chyba że to gość którejś z dziewczyn.
Z nudów czasem gadam sam do siebie, cisza była nieznośna, do momentu aż zacząłem za nią tęsknić, kiedy jedna z sąsiadek odkryła, że jest reinkarnacją Wioletty Willas.
Także siedzę w tej klitce, czytam, słucham muzyki przez słuchawki choć częściowo próbując zagłuszyć dochodzące zza ściany wysokie tony.
Kiedy to piszę, ktoś wchodzi. Widzę, że jednak będę miał towarzysza niedoli...

1 komentarz:

  1. Powiem Ci, że zgadzam się w wielu kwestiach, chociaż niektóre są do przemyślenia. ; ) Nie wszystko się pokrywa z tym co ja na studiach przeszłam, więc muszę to przegryźć. ; ) I też lubię czytać książki jak palę papierosa. : ) Pozdrawiam. M.

    OdpowiedzUsuń