Znowu. Chcę użyć słowa, którego boję się użyć ze względu na jego powagę i szacunek którym je darzę. To niewątpliwie Twoja wina. Nie, może raczej zasługa.
Kiedy podziw miesza się ze strachem w jedno dziwne, nieopisane i nieznane mi uczucie. Nieistotne, że widuję Cię tylko czasem na uczelni. Ukradkiem patrząc w Twoją stronę podziwiając Twoją urodę, marzę o tym, żeby nasze spojrzenia się na chwilę spotkały, jednocześnie bardzo się tego bojąc.
Nie zamieniłem z Tobą nawet słowa, choć w czasem w bezsenne noce układam scenariusze naszych rozmów, tworząc sobie w ten sposób wyidealizowany przeze mnie obraz Twojej osoby.
Co z tego, że Twoja uroda wywołuje u mnie dziwne nieopisane dreszcze, że podziwiam dosłownie każdy centymetr twojego ciała, co z tego, że śnisz mi się po nocach...
Widzę w Tobie ideał, ikonę, świętość której nie ośmieliłbym się skalać choćby dotykiem.
Ale co z tego, kiedy boję się podejść, porozmawiać, powiedzieć zwykłe "cześć", głupio pogadać o pogodzie.
Może się okazać, że żyjąc poniekąd obok siebie nigdy się nie poznamy, a ja nigdy nie powiem Ci tego, co tu napisałem.
Znowu to zrobiłem. Pod wpływem chwilowej słabości, impulsu, rozlałem się na klawiaturze tworząc to, co zaśmieca mój miejscami przegnity umysł.
No trudno.
Życie na kształtuje na takich ludzi jakimi jesteśmy. W momencie kiedy Ty boisz się kogoś poznać to prawdopodobnie nigdy to nie nastąpi. Warto czasami zaryzykować i spróbować się postarać o coś czego się pragnie. ;) Bez ryzyka nie pijesz szampana. :) Powodzenia! ;)
OdpowiedzUsuń