poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Wsi piękna, wsi spokojna

Z czym wam się kojarzą wakacje? Jestem pewny, że z wypoczynkiem, czasem wolnym szkolnych stresów i możliwością spędzenia tego czasu w doborowym towarzystwie swoich znajomych.
Mnie natomiast wakacje kojarzą się z latem, znienawidzoną przeze mnie porą roku, bezpowrotnie straconym czasem, nieograniczonymi pokładami nudy i ze wsią.
Dalej, z czym wam się kojarzy sama wieś? Myślę, że z ładną pogodą, krowami, świeżym powietrzem, szczekającymi wesoło pieskami, miałczącymi kotkami, smakiem mleka i świeżych owoców. Słowem wspaniałe miejsce.
Z czym mnie kojarzy się wieś. Może najpierw pozytywnie: miejsce w którym spędziłem pierwsze cztery lata mojego życia otoczony troskliwą opieką babci, dziadka i wujka. I to by było na tyle pozytywów. Z perspektywy czasu najbardziej samotne lata mojego życia, nie miałem się z kim bawić, prawdopodobnie nie zdawałem sobie nawet sprawy z istnieniem świata poza podwórzem dziadków.
Kiedy podrosłem wieś przestała mi się kojarzyć jako miejsce w którym się wychowywałem. Teraz wieś kojarzy mi się z ciężką pracą, spaloną skórą, ryzykiem odniesienia licznych ran ciętych, kłutych, szarpanych, utratą kończyn i tym podobnych doznań. Ponadto czynniki sprawiające dyskomfort typu wszechobecny nieprzyjemny zapach towarzyszący każdorazowemu przejściu koło zagród, kurz wciskający się w każdy centymetr kwadratowy ciała z taką intensywnością, że czasem mam wrażenie że gdyby nie okulary to wydłubał by mi oczy. Do tej samej ligi czynników należą muchy, osy, szerszenie, pszczoły, meszki, mrówki, które zdają się nie wiedzieć czym jest moja przestrzeń osobista nagminnie ją naruszając, nieraz z dość bolesnymi skutkami.
Czy się żalę? Owszem.

***

I na tym miejscu miał się skończyć ten post, gdyby nie jedna, dość przykra sytuacja.
Pewnego dnia, z braku jakiejkolwiek alternatywy zacząłem wychodzić z domu żeby spotykać się z tutejszą młodzieżą. Ludzie nawet ciekawi, pełni osobliwości, nieraz mający do powiedzenie całkiem ciekawe rzeczy, ale żeby je usłyszeć należy spełnić pewne kryteria, ale o tym może innym razem.
Spotykaliśmy się zawsze w tym samym miejscu, wszyscy o nim wiedzieli. Wstęp wolny. Z doskonale zabezpieczonym miejscem na ognisko, wygodnymi siedzeniami i zapasem drewna. I tu zaczyna się wspomniana wcześniej sytuacja. Zabrałem się za rąbanie drewna, ktoś musiał to zrobić. Przy przerąbywaniu grubej gałęzi zjechała mi ręka którą przytrzymywałem sobie tą gałąź. Skutki wbrew pozorom nie są tak katastrofalne jak mogło by się zdawać po wstępnym zarysowaniu sytuacji: rozcięty palec wskazujący lewej dłoni, przecięte ścięgno, uszkodzony mięsień i kość. Ze względu na to, że zbyt późno się zgłosiłem do chirurga, palec nie nadaje się do szycia, jest tylko założone kilka szwów zbliżających, które mają pomóc w gojeniu. Kiedy lekarz zszywał mi palec mogłem sobie z bliska popatrzeć na wnętrze mojego palca, wygląda to nawet ciekawie.
Jak to zawsze powtarzałem, nigdy nie jest na tyle źle, żeby nie było jeszcze gorzej. W końcu mogłem stracić cały palec... Na całe szczęście dla mnie, siekiera była nie najostrzejsza, a ja jestem życiową sierotą.
Dlaczego ta sytuacja mnie tak męczy? Bo wylądowałem na wsi żeby wujkowi pomagać na gospodarstwie. Teraz, jako osoba leworęczna z rozwalonym palcem wskazującym lewej dłoni, czuję się czasem jakbym nie miał całej ręki, no dobra, do wysokości łokcia. Słowem inwalida. Wujek wszystko musi robić sam a ja mam wrażenie, że stałem się zbędnym balastem. Nic nie robi, a żre za trzech.
Były plany, względnie ambitne w mojej skali, a teraz nie mogę ich zrealizować bo ten cholerny palec mi przeszkadza. Może jednak lepiej by było gdybym go stracił przy samej dłoni?...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz