Miałem dziś do załatwienie pewną sprawę na uczelni (której finalnie nie załatwiłem, bywa). Wstałem rano, poszedłem na autobus, następnie na pociąg. Na stacji przesiadkowej zorientowałem się, że wybrałem się za wcześnie, około godziny czekałem na przesiadkę. Postanowiłem sobie umilić sobie ten czas spacerem po pobliskiej galerii.
Siadłem sobie na ławeczce rozpocząłem wnikliwą obserwację galeryjnej "fauny". Zauważyłem liczne podobieństwa pomiędzy poszczególnymi ludźmi, nawet niektórym przypisałem miana i osobną systematykę gatunkową. A zatem: były Łosie - faceci dość duzi, o kwadratowych szczękach, komunikowali się między sobą serią dźwięków z grubsza przypominającym porykiwania i pomruki. Biorąc pod uwagę wygląd i zachowanie ich towarzyszek, które pozwoliłem sobie nazwać Łaniami, nie zaskoczyło by mnie również okazałe poroże. Łania z typową sobie gracją i wdziękiem hasały od stoiska do stoiska. Były również i inne zwierzęta, na przykład Jaskółki. Całkiem dumnie reprezentowały płeć piękną, zarówno jak i te ptaki zapewne były całkiem szybkie. Byłby się uzbierał cały las, ale zaobserwowałem jeszcze kilku Buraków. Ich obecność mnie raczej zaskoczyła, tym bardziej, że przyszły ze swoimi towarzyszkami życia, Cebulami. Zaraz pewnie dadzą o sobie znać sceptycy, twierdząc, że Cebula w środowisku nie łączy się z Burakami w związki, powołując się na od lat znaną publikacją naukową. Ja jednak, na podstawie dzisiejszych obserwacji obalam tą teorię. Mało tego, zauważyłem pewne związki pomiędzy wspomnianymi teraz Cebulami i Burakami a Łosiami i Łaniami. Zdarzało się, że Łania zdawała się mieć chrapkę na Buraka. Łosie z typową sobie obojętnością (bo przecież to oni są niekwestionowanymi królami tego zagajnika) się temu przyglądali. Niekiedy jednak, przełamując wrodzoną ospałość i lenistwo podchodzili skubnąć sobie Cebulkę...
W pewnym momencie miałem dość tych obserwacji w stylu "z kamerą wśród zwierząt"(choć bardziej by to było coś w stylu ogródka przy leśniczówce), poszedłem samemu się rozejrzeć. Pozwoliłem sobie zajrzeć do jednego ze sklepów, nie do końca skuszony asortymentem, bardziej ciekawą wizualnie obsługą. Po przekroczeniu progu momentalnie zostałem obskoczony przez te przemiłe panie, chcące mnie namówić na zakupy właśnie w tym sklepie. Wygląda na to że mogę jednak liczyć na uwagę płci przeciwnej, szkoda tylko że jedynie w takich sytuacjach.
Dobra, robiło się późno, poszedłem na jakże utęskniony pociąg mający mnie dowieść do mojego celu.
Zawsze marudziłem, że w pociągu naprzeciwko mnie siada jakiś typowy Janusz, albo starsza pani, której obecność można bezapelacyjnie stwierdzić za pomocą dosłownie każdego zmysłu. Dziś wyjątkowo siadła naprzeciw mnie jedna z najładniejszych dziewczyn jakie widziałem od naprawdę długiego czasu. Myślę, że wystarczającym kryterium jej urody będzie fakty, że całą drogę gapiłem się w szybę jak debil żeby tylko nie było widać moich maślanych oczu.
Po długiej i trochę dyskomfortowej podróży w końcu dotarłem na uczelnię, gdzie spotkałem kolegę pogryzionego przez kobrę...
Wracając na dworzec kolejowy byłem świadkiem intrygującej sytuacji, z której wyniknął jeszcze ciekawszy dialog, ale po kolei.
Pewien mężczyzna, pod wpływem niezidentyfikowanego napoju wyskokowego stwierdził obezwładniającą wręcz potrzebę zbliżenia się z naturą po czym ulżył sobie w zaciszu tunelu pod dworcem. Momentalnie (no, może nie do końca, wspomniany pan zdążył zakończyć swój haniebny proceder) podbiegł do niego ochroniarz, wywiązała się rozmowa:
Ochroniarz: No i coś pan narobił? Idź pan stąd!
Pijaczek: Ale ja nie jestem pijany!
O: Panie, pan jesteś pijany jak bela! Poszedł!
P: Ale ja sobie wypraszam, proszę mnie nie traktować jak nie wiadomo co, ja jestem człowiek.
O: Człowiek się załatwia w miejscach do tego przeznaczonych, a pan się zesrałeś w tunelu. Pan jesteś zwierzę nie człowiek!
P: Jak pan śmie, ja jestem rodowitym mieszkańcem tego miasta, to się nie godzi...
Niestety, dalszego rozwoju akcji nie było mi dane poznać, nadjechał mój skład.
Przed samym wejściu ktoś próbował wepchnąć mnie pod pociąg. Odwracam się, a to moja znajoma z roku. Pogadaliśmy chwilkę, i rozstaliśmy się pod pretekstem sprzecznych interesów.
W pociągu, mniej więcej w połowie trasy wsiadła pewna kobieta, pi razy oko w wieku około czterdziestki. Wsiadając do pociągu, podczas całej drogi a także przy wyjściu konsekwentnie trzymała się za lewą pierś. Zastanawiałem się czemu. Może bała się, że odpadnie bądź ucieknie? A może tu nie chodzi o pierś, tylko o coś głębszego? Może złapała się za serce po tym co usłyszała od pana który z dziwnym uśmiechem na twarzy wchodził za nią do pociągu? Na podobnych dywagacjach przepłynęła mi płynnie niczym upadek ze schodów cała podróż.
Na koniec dnia umówiłem się ze znajomymi na piwko, w końcu z powodu moich studiów dawno się nie widzieliśmy. Poszliśmy za blok w miejsce powszechnie znane wśród pospolitych osiedlowych ochlejmord. Zgodziłem się otworzyć w tym miejscu piwo pod wpływem zapewnień kolegi o totalnej neutralności tego miejsca jeśli chodzi o interwencję policji. To był błąd...
Policjant 1: Panowie znają powód naszej obecności?
Kolega: Niespecjalnie.
Policjant 2: Kolega w okularkach pewnie wie (to o mnie, tylko ja jeszcze męczyłem browara)
Policjant 1: Pan z nami pozwoli...
Chcąc nie chcąc poszedłem. Po serii dziwnych i pozornie niezwiązanych pytań (czy pracuję/studiuję, gdzie, czy mam dziewczynę i dlaczego nie i dlaczego piję w taką ładną pogodę) zostałem postawiony przed wyborem trzech opcji:
- przyjęcie i zapłatę mandatu,
- nie przyjęcie, skierowanie sprawy do sądu i zapłacenie mandatu,
- upomnienie.
Wybrałem drugą, otłukłem radiowóz leżącą niedaleko gałęzią i uciekłem. Bo lubię zaskakiwać.
Koledzy byli w nieukrywanym szoku, ale nic nie powiedzieli, po prostu poczekali aż dopiję piwo i poszliśmy każdy w swoją stronę (a tak naprawdę, jak wyglądała sytuacja chyba nie muszę przedstawiać.).
Wróciłem do domu, zjadłem kolację i poszedłem spać. Dzień jak co dzień.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz