Siedzę sobie spokojnie w czytelni. Czytelnie to wspaniałe miejsce, gdzie jest zarazem wszystko i nic, to znaczy wszystko, tylko nie to, czego aktualnie potrzebujesz. Siedziałem w spokoju nikomu nie wadząc i czytałem National Geographic. Nagle wszedł ksiądz. Zobaczył mnie, zobaczył co robię i się zaczęło. Kazanie bogata w treści moralne, prawdziwe oratorium. Że czasopisma popularnonaukowe są narzędziem w ręku Szatana służącym do mamienia takich naiwnych i niewinnych (czy ja wiem, wcale taki niewinny nie jestem) dusz jak moja.
***
Ksiądz nie był lubiany, nie wiadomo dlaczego. Może dlatego że był księdzem, może dlatego że pozjadał wszystkie rozumy. A może dlatego, że nie należał do najurodziwszych osób w szkole.
Nie wiem jak teraz wygląda program nauczania na lekcjach religii, ale tematy jakie poruszał z nami ksiądz na pewno nie zaliczały się do podstaw programowych. Poruszając dość takie a nie inne tematy raczej nie zbierał sobie zwolenników. Postaram się z grubsza przedstawić kilka tematów poruszanych na katechezach.
1. Miłość. Ksiądz uważał, że nie jest to uczucie. A co, imię dla psa? Wygłaszając ten sąd zburzył tym samym fundamenty na których większa część z nas budowała swój świat. "Miłość to nie uczucie tylko stan. Uczucia przemijają, a nie chcemy żeby miłość przeminęła."
Nie nie, Księżulku, to nie tak. Coś się księdzu pomyliło. Proszę nie mylić uczyć z emocjami, to karygodne.
2. Homoseksualizm. Tak, to w dzisiejszych czasach istna plaga. Przez kilka lekcji oglądaliśmy film o homoseksualistach, w których nie było najmniejszej wzmianki o lesbijkach. Film był generalnie pojazdem po gejach, że to trzeba leczyć, walczyć z tym wodą święconą i osikowym kołkiem.
Popchnięci zwykłą ciekawością i najzwyklejszą w świecie chęcią poznanie prawdy, kierując się maksymą 'kto pyta nie błądzi', spytaliśmy co ksiądz o tym sądzi. Wygłosił nam kilkudziesięciominutową mowę, z której pewnie nikt nic nie zrozumiał. Ale można było z tej ogólnej paplaniny wywnioskować, że geje są bee, a lesbijki cacy. To właśnie wtedy zorientowałem się, że coś tu nie gra...
3. Antykoncepcja. Kolejną rzeczą o której nasz ksiądz powinien wiedzieć najmniej. Ale jest wręcz odwrotnie, wie zaskakująco dużo. Nie tylko jak na duchownego, ale jak na mężczyznę. I całą swoją wiedzę na ten (i nie tylko ten) temat czerpie z podejrzanie wyglądającej małej książeczki...
Ale wróćmy do tematu. Po tym wszystkim co usłyszałem na tych lekcjach stwierdziłem, że być może nie wiemy pewnych rzeczy o księdzu. Może po zmierzchu zmieniał się w prawdziwego amanta, łamacza niewieścich serc. Zwabia swoje ofiary na parafię, wykorzystuje i...
Ale w biblii można się doszukać wielu przykładów nieznajomości podstawowych informacji o antykoncepcji.
Podam najbardziej znane przykłady:
-Jakub ze starego testamentu i jego przyprawiająca o zawroty głowy liczba synów
-Maryja. Miała stracić cnotę i nie zajść w ciążę. Zaszła w ciążę nie tracąc cnoty...
A jeśli miało się różnicę zdań z księdzem, to swoich racji można było się dobiegać już tylko na sądzie ostatecznym, ponieważ pan Jawiemwszystkolepiejodciebie jest nie do przegadania. Wie swoje i już.
Pewnie jest jaki jest tylko przez swój upór. Nawet jak nie ma racji to idzie w zaparte, nie patrząc na konsekwencje. No cóż, będę mile wspominał jego grymas, który uparcie nazywał uśmiechem.
Istnieje możliwość że dużą część przekręciłem, jednak niewiele odbiega tak naprawdę od prawdy. Jeśli ktoś jednak będzie miał zastrzeżenia co do treści niech da znać. Tak dla idei, bo to i tak nic nie da.
Nie wiem jak teraz wygląda program nauczania na lekcjach religii, ale tematy jakie poruszał z nami ksiądz na pewno nie zaliczały się do podstaw programowych. Poruszając dość takie a nie inne tematy raczej nie zbierał sobie zwolenników. Postaram się z grubsza przedstawić kilka tematów poruszanych na katechezach.
1. Miłość. Ksiądz uważał, że nie jest to uczucie. A co, imię dla psa? Wygłaszając ten sąd zburzył tym samym fundamenty na których większa część z nas budowała swój świat. "Miłość to nie uczucie tylko stan. Uczucia przemijają, a nie chcemy żeby miłość przeminęła."
Nie nie, Księżulku, to nie tak. Coś się księdzu pomyliło. Proszę nie mylić uczyć z emocjami, to karygodne.
2. Homoseksualizm. Tak, to w dzisiejszych czasach istna plaga. Przez kilka lekcji oglądaliśmy film o homoseksualistach, w których nie było najmniejszej wzmianki o lesbijkach. Film był generalnie pojazdem po gejach, że to trzeba leczyć, walczyć z tym wodą święconą i osikowym kołkiem.
Popchnięci zwykłą ciekawością i najzwyklejszą w świecie chęcią poznanie prawdy, kierując się maksymą 'kto pyta nie błądzi', spytaliśmy co ksiądz o tym sądzi. Wygłosił nam kilkudziesięciominutową mowę, z której pewnie nikt nic nie zrozumiał. Ale można było z tej ogólnej paplaniny wywnioskować, że geje są bee, a lesbijki cacy. To właśnie wtedy zorientowałem się, że coś tu nie gra...
3. Antykoncepcja. Kolejną rzeczą o której nasz ksiądz powinien wiedzieć najmniej. Ale jest wręcz odwrotnie, wie zaskakująco dużo. Nie tylko jak na duchownego, ale jak na mężczyznę. I całą swoją wiedzę na ten (i nie tylko ten) temat czerpie z podejrzanie wyglądającej małej książeczki...
Ale wróćmy do tematu. Po tym wszystkim co usłyszałem na tych lekcjach stwierdziłem, że być może nie wiemy pewnych rzeczy o księdzu. Może po zmierzchu zmieniał się w prawdziwego amanta, łamacza niewieścich serc. Zwabia swoje ofiary na parafię, wykorzystuje i...
Ale w biblii można się doszukać wielu przykładów nieznajomości podstawowych informacji o antykoncepcji.
Podam najbardziej znane przykłady:
-Jakub ze starego testamentu i jego przyprawiająca o zawroty głowy liczba synów
-Maryja. Miała stracić cnotę i nie zajść w ciążę. Zaszła w ciążę nie tracąc cnoty...
A jeśli miało się różnicę zdań z księdzem, to swoich racji można było się dobiegać już tylko na sądzie ostatecznym, ponieważ pan Jawiemwszystkolepiejodciebie jest nie do przegadania. Wie swoje i już.
Pewnie jest jaki jest tylko przez swój upór. Nawet jak nie ma racji to idzie w zaparte, nie patrząc na konsekwencje. No cóż, będę mile wspominał jego grymas, który uparcie nazywał uśmiechem.
Istnieje możliwość że dużą część przekręciłem, jednak niewiele odbiega tak naprawdę od prawdy. Jeśli ktoś jednak będzie miał zastrzeżenia co do treści niech da znać. Tak dla idei, bo to i tak nic nie da.
Zapomniałeś wspomnieć o mojej heroicznej walce z jego zakurzonymi, zatęchłymi poglądami...
OdpowiedzUsuń