środa, 6 lutego 2013

I cały misterny plan w...

Sytuacja znowu się powtarza. Jak co roku. Nie ważne, że ja nie chce ruszać mojej wielce szanownych czterech liter, znowu jadę na wieś. I tak w koło Macieju.
Czuję się jak zesłaniec do obozu pracy.
Moje racje nikogo nie obchodzą. Mało tego, mam wrażanie, że moje ustalone już plany są dodatkowym argumentem na mój wyjazd. A dlaczego tak jest? Bo mimo, że jest mnie więcej, jestem w mniejszości. Poza tym, jestem przecież synkiem mamusi, więc mam się jej słuchać. Za to jak ja czegoś oczekuje z tej samej racji, grozi mi wyrzuceniem z domu, bo jestem już dorosły.
Fakt, przyznaję, pod nieobecność rodzicielki planowałem ze znajomymi całodniowe libacje alkoholowe. Ale miałem też inne plany. Ileż można pić, kiedyś trzeba wytrzeźwieć.
Chciałem też w ciszy i w spokoju poczytać, bo jak wszyscy są w domu nie mam ku temu warunków (właściwie to chęci też), porozmyślać, "pobawić się w dom" (jestem ciekaw, jak to będziecie interpretować) i co najważniejsze: w związku z nadchodzącym wyjątkowym (i do pewnego stopnia znienawidzonym przeze mnie) dniem, poszukać swojego Szczęścia, które mogło by mi towarzyszyć nawet trochę dłużej. Nie miałbym nic przeciw, co więcej, mogę śmiało powiedzieć, że byłbym wielce zaszczycony.
A tak dupa. Cały mój misterny plan poszedł w pizdu.
Jadę więc do miejsca za którym nie przepadam, gdzie jest jeszcze mniej alternatyw spędzania wolnego czasu niż w karceru i gdzie nie wszyscy ludzie są przyjaźnie do mnie nastawieni (co jest najmniejszym problemem). Do miejsca, z którego za każdym razem wracam z jakimś negatywnym przyzwyczajeniem, nałogiem. To tam zacząłem nadużywać wulgaryzmów (żeby się porozumieć z ludźmi), to tam zacząłem pić (z nudów), to tam zacząłem palić (uwaga uwaga: z nudów). Ciekawe, jakie będą konsekwencje mojego kolejnego wyjazdu. Narkomania? Spalę komuś dom (z nudów)?
Dla waszego i mojego dobra: nie chciejcie żebym do was przyjeżdżał, a jeśli naprawdę się uweźmiecie, zorganizujcie mi jakieś gry i zabawy, żeby zająć mi czas i żebym się nie nudził. Dziękuje wam w imieniu moich przyszłych niedoszłych ofiar.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz