sobota, 1 czerwca 2013

Niewygodna prawda

Załatwialiście kiedykolwiek cokolwiek w ZUSie? A w Urzędzie Skarbowym? Pewnie, że tak, co się głupi pytam. To na pewno wiecie, że większym prawdopodobieństwem jest znalezienie na osiedlowym trawniku Kwiatu Paproci, niż załatwienie wszystkich palących nas spraw za jedną wizytą. Ludzie ustawiają się w nieznanym mnie ani tym bardzie im celu w kolejkach ciągnących się setki kilometrów, z głupimi wyrazami twarzy, wpatrzeni w otaczającą ich pustkę, nie wiedząc, że urzędy są właściwie otwarte tylko przez osiem godzin w siódmy z kolei dzień po pełni księżyca, a to i tak tylko w parzyste lata. To są te krótkie okresy, kiedy to jesteśmy w stanie załatwić absolutnie wszystko.
Tylko dlaczego, do cholery, ta informacja nie jest dostępna dla ogółu ludzkości? Bo to nie na rękę urzędnikom, którzy żywią się duszami petentów. A im bardziej negatywne emocje uda się u wspomnianych petentów wywołać, tym posiłek jest pożywniejszy. Jestem pewien, że nie tylko ja, za każdym razem kiedy musiałem wejść do jakiegokolwiek urzędu, czy tu był Urząd Skarbowy, Urząd Pracy, Urząd Miasta, wyczuwałem charakterystyczną, ciężką i duszną atmosferę... To sprzyja narastaniu negatywnych emocji u niczego nie świadomego petenta.
Muszą tym samym uważać, żeby nie pochłonąć całej duszy, bo utracą tym samym cenne źródło pożywienia. Dlatego też zasypują nas niczym jesienne drzewa liśćmi tonami formularzy, ulotek, wniosków, petycji i całej masy papierzysk do uzupełnienia. Czas, jaki przeznaczymy (lub nie) na ich uzupełnienie jest wystarczająco długi, aby nasze nagryzione duszyczki mogły się w pełni zregenerować i wrócić do stanu pierwotnego.
Na pewno również zauważyliście tą dziwną obojętność na twarzach, nazwijmy to "kasty urzędniczej". Jestem święcie przekonany, że nawet by im powieka nie drgnęła gdybyście, dajmy na to wlecieli do urzędu dosiadając złotego smoka, i rozgramiając innych ludzi stojących w kolejce, których jedyne nieszczęście miało by polegać na tym, że przyszli do tego urzędu przed wami, po czym pod samym okienkiem zgrabnym ruchem ześlizgnęli się z grzbietu swojego wierzchowca i przedstawili dręczący was problem. Na przykład wrzody we wstydliwych miejscach.
To wynika z kolejnego problemu który chciałem poruszyć. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że ci urzędnicy nie są już ludźmi za których ich uważasz. Tak, ta ładna pani Kasia z okienka numer 4 to nie jest pani Kasia, tylko jej sobowtór. Oryginał został dosłownie pożarty przez tryby Machiny Urzędniczej (co jest niewątpliwą stratą dla męskiej części petentów).
Dlaczego tak się dzieje? Jest to spowodowane pewnego rodzaju recesją, której skutkiem jest z kolei jest malejąca liczba petentów. Dobrze, kto za tym wszystkim stoi? Internet! Teraz coraz więcej rzeczy możemy załatwić przez internet. Kontakt bezpośredni z urzędnikiem przestał być potrzebny.
Tu dochodzimy do sedna. Hydra pod postacią Urzędu, która dotychczas była karmiona strzępkami dusz nieszczęsnych petentów, zaczęła odczuwać doskwierający głód. Rozwiązano ten problem w raczej mało humanitarny sposób: składano w ofierze samych urzędników, których ciała bezpowrotne przepadały w trybach Machiny Urzędniczej. Ich miejsce zajmują humanoidy pokrytą wystarczająco grubą warstą żywej tkanki, żeby cały spisek pozostał niewykryty.
Dlatego, zanim zaczniesz się cieszyć na wieść, że zwolniła się posadka w Urzędzie Pracy, w jakimkolwiek innym urzędzie lub organie administracji publicznej, zastanów się dobrze dwa razy. I jeszcze raz, tak na wszelki wypadek. Chyba nie chcesz, żeby jakaś blaszana podróba Ciebie dobierała się do ukochanej prze Ciebie osoby.
Nie wierzysz? Twoja sprawa. Ale wiedz, że cię ostrzegałem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz