piątek, 29 maja 2015

Mea culpa

Mówi się, że człowiek uczy się całe życie. Najlepiej na własnych błędach. A ja mam dziwne wrażenie, że moja nauka zaczęła się dopiero od końca ubiegłego roku. Przez ten czas popełniłem tak zatrważającą ilość błędów, że gdybym wyciągnął z nich jakąś naukę mógłbym uchodzić za kogoś naprawdę doświadczonego życiowo. Ale tak nie jest. Dlaczego? Bo jestem niedojrzały, głupi, czy może po prostu ograniczony?
Sytuacja na studiach mimo moich pokładów optymizmu gromadzonego przez całe dotychczasowe życie wcale się nie polepsza.
Przez swoją głupotę i lekkomyślność narobiłem sobie wcale nie małych długów, z których będę się prawdopodobnie skrobał przez dość długi czas. Będę musiał tymczasowo, dla mojego zdrowia psychicznego i fizycznego na jakiś czas odstawić moje nowe hobby.
Zostałem nazwany wiarołomcą, kłamcą i alkoholikiem. To jeszcze byłbym w stanie wytrzymać. Pewna bardzo, bardzo bliska mi osoba uważa mnie za złodzieja i osobę niegodną zaufania pod żadnym pozorem. To trochę zabolało. Najgorsze jest to, że może, ba, prawdopodobnie jest w tym wiele racji.Dodatkowo od jakiegoś czasu odnoszę wrażenie, być może niesłusznie, że przez moje zachowanie opuszczają mnie przyjaciele. Przychodzi mi to z taką łatwością, że można odnieść wrażenie jakbym robił to całe życie. Chciałbym wierzyć, że tak nie jest.
Ludzie którzy jeszcze się mnie trzymają (może to dziwnie zabrzmi w ustach zagorzałego ateisty, dzięki Bogu jeszcze tacy są) chcą mnie umówić na wizytę u psychologa. Sam zacząłem się nad tym poważnie zastanawiać po ostatnich wydarzeniach.
Od dłuższego czasu pojawiają się huśtawki nastrojów, od złości, poprzez smutek i niewytłumaczalną radość z powrotem do złości, tym razem wspomaganej poczuciem bezradności. Jeden z moich dobrych znajomych potrafił poprawić mi humor słowami: "Człowieku, uspokój się. Masz huśtawki nastrojów gorsze niż kobieta, niewiele brakuje a dostaniesz okresu".
Na sen przeznaczam przeważnie około sześciu, góra siedmiu godzin, z czego przesypiam średnio cztery, w porywach do pięciu. Koszmary wróciły, ale to nie problem, tylko norma z poprzedniego okresu.
Coś pozytywnego na zakończenie? Spróbuję. Załatwiając swoje sprawy spotkałem dziś kolegę z którym pracowałem w jednym zakładzie pracy w zeszłe wakacje. Byłem zaskoczony że mnie poznał, choć z drugiej strony wcale się nie zmieniłem. Może bardziej mnie zaskoczył mnie fakt, że zostałem przez niego zapamiętany? Niewykluczone. W każdym razie udało mu się poprawić mi samopoczucie, przynajmniej na czas naszej krótkiej rozmowy. Z tego miejsca go pozdrawiam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz