- Siedzę sobie sam w swoim pokoju w akademiku. Nudzę się niemiłosiernie, więc postanowiłem odwiedzić pewną znaną mi i lubianą osobę. Więc, dupa w troki i wychodzę. Pukam, słyszę doskonale mi znane, cichutkie i ledwo słyszalne zaproszenie, więc wchodzę. Nawiązuję się rozmowa, której treść i przebieg nic nie wnoszą do sensu snu, to raz, dwa - nawet ich nie pamiętam. W pewnym momencie przerywam rozmowę i wychodzę na balkon na papierosa, widocznie musiała zacząć zmierzać w niepomyślnym mi kierunku i poczułem się niekomfortowo, uciekłem więc do nałogu. Stoję wygodne oparty o barierkę, naglę czuję za sobą obecność towarzyszącej mi wtedy osoby. Nie zaskoczyło mnie to, bo czy powinno? Po pewnym czasie jednak poczułem niepokojącą lekkość, moje nogi oderwały się od ziemi, a nieprawdopodobnie mocne pchnięcie w plecy sprawiło, że poleciałem dobre kilka pięter w dół. W związku z tym, że swego licho nie bierze, jakimś cudem przeżyłem. Jednak po pewnym czasie dotarł do mnie tragizm sytuacji. Zostałem wypchnięty przez balkon przez osobę, po której najmniej bym się tego spodziewał (co jeszcze byłbym w stanie zrozumieć i znieść), ponadto straciłem czucie w nogach. Po ogólnych oględzinach stwierdziłem, że są pozginane w zdecydowanie zbyt wielu miejscach i pod dziwnymi kontami. Ale nie to było najgorsze. Najgorsza była obecność wspomnianej wcześniej osoby koło mnie i jej nienaturalny, chory śmiech. Pośmiała się, posłała kilka pełnych pogardy spojrzeń i poszła. Po pewnym czasie znalazła moje poturbowane ciało moja przyjaciółka i zarazem znajoma z roku. Poszła po chłopaka i zanieśli mnie do pokoju. Koniec.
- Ten sen przyśnił mi się dzisiaj, to był definitywnie koszmar, ale nie ten z najwyższej półki. Do rzeczy. Jestem małym chłopczykiem, i z grupą z mojej klasy i częścią nauczycieli pojechaliśmy na wycieczkę. Jechaliśmy pociągiem, bo cel podróży był dość daleko, a pociąg jest znacznie wygodniejszy od autokaru. Siedzę w przedziale z trojgiem dzieci: dwiema dziewczynkami i chłopczykiem. Nagle jedna dziewczyna zauważyła coś dziwnego na półce na bagaż nad swoim siedzeniem. Wrodzona dziecięce ciekawość kazała jej to niezwłocznie zbadać. Kiedy dziewczynka wdrapywała się na fotel, mnie coś kazało iść po kogoś dorosłego. Przyprowadziłem nauczyciela. Kiedy wchodziliśmy do przedziału, dziewczynka trzymała już w ręku granat i z uśmiechem na twarzy podeszła do nauczyciela żeby pochwalić się "jaką śmieszną gruszkę" znalazła. Nauczyciel mnie odepchnął, coś huknęło, błysnęło a ja przez chwilę jedyne co widziałem to zniszczony przedział, kawałki koleżanki (między innymi rączkę która ściskała zawleczkę) i połowę nauczyciela. Mnie z kolei urwało prawą dłoń. Pociąg się zatrzymał. Wszyscy wybiegli na korytarz żeby zobaczyć co się stało. Było by dobrze, jakby to był koniec, ale okazało się, że ktoś w przedziałach pozostawiał więcej takich niespodzianek. Skutki są łatwe do przewidzenia... Kilkoro dzieci i jedna opiekunka (bo tyle nas zostało) wyszliśmy ze zniszczonego pociągu. Znaleźliśmy się w swojego rodzaju kanionie czy też zapadlisku. idziemy gęsiego, pokaleczeni, brudni itp. Ogólnie, obraz nędzy i rozpaczy. Dzieci płaczą, nauczycielka zresztą też. ja idę przedostatni, za mną idzie jakaś dziewczynka. Zrównała się ze mną, złapała za rękę uprzednio pytając czy może. Szliśmy tak chwilę, przedstawiła mi się, porozmawialiśmy chwilkę. To nam bardzo pomogło. Po chwili powiedziała coś, co do tej pory ściska mi gardło: "Wiesz, ty masz za dużo szczęścia. To ty powinieneś znaleźć pierwszą bombę. Ale jak tobie się udało, to wierzę, że okaże się to tylko złym snem, obudzimy się i jutro znowu wszyscy spotkamy się w klasie". Pamiętam jak się rozpłakałem po tych słowach (zapomniałem na wstępie wspomnieć, że wszystkie dzieci były w przedziale wiekowym 7-10 lat). Zabolała mnie pierwsza część jej wypowiedzi, natomiast druga, przepełniona dziecinną naiwnością i ufnością, że to nie może być przecież prawda, dopełniła dzieła zniszczenia. Po pewnym czasie usłyszałem dziwne kliknięcie, kolejny huk. Moja rozmówczyni weszła na minę przeciwpiechotną, dalej trzymałem jej rękę. Koniec.
Jeśli chodzi o drugi sen... cóż. Nie wiem co powiedzieć. Wszystko było tak boleśnie realistyczne. Zacznę się niepokoić o kondycję mojej psychiki jeśli tego typu sny zaczną się częściej powtarzać.
Na zakończenie, żeby było ciekawiej. Osoba z pierwszego snu i nauczycielka z drugiego, to ta sama osoba.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz