niedziela, 1 listopada 2015

Zamęt

W końcu się wyspałem. Pierwszy raz od dość długiego czasu. Co miało wpływ na moje ostatnie problemy ze snem, a co na finalną ulgę i skorzystanie z przywileju snu? Nie mam pojęcia, mogę się tylko domyślać.
Pozwolę sobie opowiedzieć pewną historię.
Był sobie ptak, dajmy na to: słowik, który postanowił sobie uwić gniazdko. Plan wielce ambitny, ale możliwy do wykonania. Pozostało tylko znaleźć odpowiednie miejsce. Nasz słowik był estetą, do tego dość wybrednym, szukał nierealnie długo. Ale wysiłek się opłacił, znalazł. Miejsce spełniało wszelkie kryteria, nie było się do czego przyczepić. Był to krzak białej róży. Plan zakładał gniazdo w samym środku krzaku, gdzie jest cień, ładny zapach i nieprzeciętnie ładny widok, co z kolei zaspokajało zmysł estetyki naszego słowika. Upojony zapachem uwielbiał przesiadywać w pobliżu róży, czół się nawet bezpieczny, odizolowany od problemów świata codziennego. Był jednak pewien problem: za każdym razem, kiedy słowik znosił materiały na gniazdo, ranił się o wystające z łodyg ostre kolce. Im był bliżej ukończenia gniazda tym bardziej był poraniony.
Historia nie ma happy endu, kończy się kiedy róża zmienia kolor ze śnieżnobiałego na czerwony, pod wpływem krwi słowika. Gniazdo nie zostało ukończone, smętnie wisiało w głębi wspomnianego krzaku.
Spróbujmy sobie teraz wyobrazić, jak mogłaby wyglądać ta sama historia z perspektywy róży.
Rośnie sobie taki krzaczek, wygląda przecudnie, choć nie zdaje sobie z tego sprawy. Pewnego dnia podlatuje do niej słowik, przysiada i śpiewa. Róży podoba się śpiew słowika, z czasem przyzwyczaiła się do jego obecności i śpiewu, dlatego była zaskoczona faktem że nie pojawiał się od dłuższego czasu. Jednak po pewnym czasie przyleciał, nie wyglądał najlepiej...
Dlaczego o tym piszę? Bo podobna historia śni mi się od jakiegoś czasu. Możliwe, że wiem co jest tego przyczyną, ale pewnym jest, że nie chcę tego przyjąć do wiadomości.
To deprymujące, kiedy z całych sił staram się nie myśleć o problemach, a one bezczelnie wracają do mnie pod postacią snów. Z drugiej jednak strony może nie do końca jestem wobec siebie szczery, bo skoro podświadomość robi mi takie psikusy, to może coś jest na rzeczy. Kiedy rozum jest z ciebie dumny bo podjąłeś słuszną decyzję, ale cała reszta się buntuje i nie daje rozumowi spokoju.
To wszystko sprawia że w głowie panuje jeszcze większy bałagan niż zwykle, totalny chaos, permanentny zamęt i perturbacja.
Na zakończenie, zagadka: czy to wina róży, że słowik zmarł?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz