Dlaczego to piszę? Bo się cholernie nudzę, a na napisanie czegoś na blogu zbieram się od jakichś dwóch tygodni. Nie żeby przez ten czas nic ciekawego nie miało miejsca, bo i owszem, miało. Ale jakoś wydawało mnie się to mało istotne, w całej swojej intrygującej wręcz niebanalności.
Ale wszystkie te sytuacje w mojej interpretacji mają negatywny oddźwięk, a ja chciałbym napisać coś odgryzającego się treścią i charakterem od ostatnich wpisów, przesiąkniętych wręcz rozgoryczeniem, po trochu złością i rezygnacją. To co? Próbujemy?
***
Zacznijmy od pewnej ciekawej sytuacji która miała miejsce jakiś tydzień temu. Byłem umówiony na spotkanie z kumplem. Niestety, ze względu na zewnętrzne czynniki na które on, ani tym bardziej ja nie mieliśmy wpływu, spotkanie zostało przełożone. Na szczęście tylko o jakieś dwie, góra trzy godziny. Tak więc stałem w umówionym miejscu, czekając z utęsknieniem na jego powrót, umilałem sobie czas obserwowaniem otoczenia i ludzi błąkających się po osiedlu. Moją uwagę przyciągnął pewien chwiejący się jegomość, który pomimo licznych przeciwności losu stwierdził, że jednak trzeba wyjść na spacer z psem. Wiadomo, mus to mus. Patrzyłem jak łapał się pojedynczych cząsteczek tlenu żeby tylko utrzymać względny pion. Nagle wspomniany dżentelmen mnie spostrzegł, po czym z dość sporej odległości grzecznie zapytał: EEEEEEEEEeeeee, ty tam, pod klatką, masz może fajkę? Zaprzeczyłem ruchem głową, co udało mu się spostrzec pomimo wszechogarniającego osiedle mroku i dzielącego nas dystansu. Wyraźnie zasmuciła go moja odpowiedź, po czym w równie grzeczny i elokwentny sposób co poprzednio stwierdził: K...wa, dopiero z wytrzeźwiałki wróciłem, palić się chce a nie ma do cholery co. Loda bym zrobił za fajkę...
Desperacja, straszna rzecz. Widziałem jeszcze jak zaczepiał innych ludzi, ale niewiele mnie już to obchodziło.
Inna sytuacja, która wprawiła mnie w permanentne otępienie. Kiedy pojechałem do szpitala z powodu skręconej nogi, pod wpływem namów wielce się niepokojących o mój stan zdrowia znajomych. Więc zabrałem się, poprosiłem kumpla o podwózkę, i ruszyliśmy. Nie spodziewałem się nie wiadomo czego, bo co mnie może zaskoczyć w szpitalu, nie raz i nie dwa byłem przecież w tym przybytku. A jednak. W pobliżu szpitala stał ładny budyneczek, jak się okazało, był to doskonale prosperujący zakład pogrzebowy. Fajnie, pomyślałem, pierwszy wstrząs za mną. W okienku rejestracji mi powiedziano na jaki oddział mam się skierować aby zostać obsłużonym. Więc kuśtykam powoli ale sukcesywnie do celu. Przynajmniej tak myślałem. Oczywiście się zgubiłem. Nie, wróć. Facet się nie gubi, facet bada teren. W końcu jednak udało się dotrzeć. Musiałem tylko uzupełnić jeden świstek. Było na nim napisane: W wypadku śmierci bądź utraty organów upoważniam do odbioru dokumentacji leczenia osobę: i miejsce na dane. Pozwoliłem sobie zwrócić panu przy rejestracji uwagę, że mam tylko skręconą nogę i że nie widzę potrzeby wypełniać tego świstka. Pan jednak ze stoickim spokojem odpowiedział: nigdy nic nie wiadomo...
Mimowolnie przypomniałem sobie o budynku koło szpitala.
Skierowałem się więc pełnym gracji krokiem do gabinetu lekarskiego. Dowiedziałem się tam, że mam skręconą nogę (!), powinienem się oszczędzać a także robić okłady. Jeszcze nigdy nie miałem tak wyraźnego przeświadczenia, że zmarnowałem masę czasu. Wracamy z kolegą na parking, niedaleko był przystanek autobusowy, z ciekawości rzuciłem okiem jakie autobusy kursują i czy była by możliwość wrócić do siebie nie zawracając głowy koledze. Moją uwagę przyciągnął kurs, którego celem było nie co innego, jak cmentarz komunalny. To była kumulacja, przyrzekłem sobie, że ostatni raz byłem w promieniu kilometra od tego miejsca.
Miałem opisać jeszcze kilka ciekawych sytuacji które mi się ostatnio przytrafiły i dały mi do myślenia, ale po pobieżnym rozejrzeniu się po pokoju stwierdzam, że to nie ma sensu. Wszędzie walają się puszki i butelki po piwach i wódce.
Kończę wpis paląc papierosa którego znalazłem pod biurkiem. To do zaś, następnym razem postaram się bardziej wysilić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz