piątek, 18 grudnia 2015

Co nuda robi z ludźmi

Wykłady. Nawet nie wiem z jakiego przedmiotu, ale siedzę z poczucia obowiązku. Po mojej prawej koleżanka coś dziubie na klawiaturze laptopa, dalej kolega przegląda w internecie jakieś głupie strony. Odwracam się w drugą stronę, siedzą dwie koleżanki. Jedna skrupulatnie notuje  nie przejmując się faktem, że jest właśnie przeze mnie obserwowana, druga sprawia wrażenie, jakby nie do końca wiedziała co się wokół niej dzieje. Za mną siedział natomiast kolega, który wpatrywał się tępym wzrokiem przed siebie, i co jakiś czas zerkając na mnie mówił: "teraz ja jestem z tyłu". Warto nadmienić, że siedziałem w ostatnim rzędzie.
Pomyślałem sobie, że żeby zapomnieć o otaczającym mnie świecie zajmę się czymś twórczym. I tak oto, z braku wszelkiej alternatywy, stworzyłem to:

Nudzi mi się jak cholera,
Nuda ta mnie w mózg uwiera.
Lecz nadzieję mam naiwną,
Że te stany szybko miną.
W miejscu tym fakt dość istotny,
Humor mam dziś dość markotny...

I tu proces twórczy uległ chwilowemu zatrzymaniu. Zastanawiałem się co z tym zrobić, wydawało mi się to zbyt fikuśne, pomyślałem jak by to zmienić żeby nabrało trochę powagi...

Znajdźmy na to panaceum,
Chodź mnie przytul w jednym celu...

Powtórka z rozrywki. Teraz z kolei zaczęło mi się to wydawać zbyt wyniosłe jak na głupiego zabójcę czasu. Był nawet pomysł, żeby napisać coś w stylu:

Obalimy flaszkę, dwie, 
Wnet ochota weźmie cię.

Ale wydawało mi się to głupie i dziecinne, szybko to skreśliłem. Chwilami desperacja w chęci dopisania czegoś popychała się do prośby o pomoc kolegi za mną.
Po chwilowym zastanowieniu i drobnych konsultacjach dopisałem coś takiego:

I choć zrobię coś głupiego
Proszę, nie miej za złe tego.
Sytuację wnet naprawię,
Sznur wisielczy sobie sprawię.

I na tym zakończył się proces twórczy. Problem w tym, że czułem niedosyt, mało tego, podczas wymyślania kolejnych wersów poprawiał mi się humor, a ja się dobrze nawet bawiłem, tak samo kiedy liczyłem rytm tej rymowanki (bo wiersz według mnie to nie jest, nawet jego namiastka, zbyt prosty).
Chciałem temat kontynuować, ale nie wiedziałem w którą stronę pójść. Początek był taki trochę od niechcenia, później postanowiłem dodać trochę parodii powagi i na końcu nutkę skarykaturowanej dramaturgii. Zastanawiałem się, czy to mogło by się dobrze skończyć.
Widocznie zastanawiałem się zbyt intensywnie, bo zakończenie przyszło do mnie we śnie.
Summa summarum, powstało coś takiego:

Nudzi mi się jak cholera,
Nuda ta mnie w mózg uwiera.
Lecz nadzieję mam naiwną,
Że te stany szybko miną.
W miejscu tym fakt dość istotny,
Humor mam dziś dość markotny...
Znajdźmy na to panaceum:
Chodź mnie przytul w jednym celu.
Wiem, że zrobię coś głupiego
Proszę, nie miej za złe tego.
Sytuację wnet naprawię,
Sznur wisielczy sobie sprawię.
I choć nawet się powieszę
Raczej Cię tym nie ucieszę.
Na Sylwestra to naprawię
Bawmy się tam doskonale,
                             Amen.

I tak, przynajmniej w moim mniemaniu wyszło coś lekkiego i pozytywnego, po dopisaniu zaledwie czterech wersów. Jakoś specjalnie dumny może z tego tworu nie jestem, ale jak na pierwszy raz nie poszło mi chyba aż tak źle, prawda?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz