sobota, 3 grudnia 2016

Niebo

Było już "Piekło", teraz nadszedł czas na przeciwny biegun.
Jakiś czas temu napisała do mnie znajoma, z prostym zapytaniem kiedy się spotkamy na piwo. Po krótkiej wymianie zdań zadała mi nie tak wbrew pozorom dziwne pytanie: "Co z Twoim humorem? Jakiś smutny jesteś". Ja smutny? Czytając tą wiadomość wpadłem w nagły napad śmiechu, który przeszedł poprzez opętańczy chichot do pustego rechotu. Ależ ja nie jestem smutny, mam dobry humor, moje życie ostatnimi czasy jest tak przepełnione słodyczą, że sram ambrozją i pocę się miodem.
W czwartek dla przykładu wracając z uczelni podśpiewywałem sobie i wesolutko pląsałem. A jak jakieś licealistki się podśmiewywały ze mnie, zrobiłem psikusa i kopnąwszy pobliską kupkę śniegu obsypałem mokrą breją. Bo czemu nie. Po zakupach wrzuciłem trochę miedzi do puszki harcerce, niech ma, nie istotne na co tam teraz zbierają. Tym bardziej, że poznałem w niej bratnią duszę, bo też miała glany. Z tymże zdecydowanie bardziej zadbane od moich.
Wyszedłem sobie na spacer (ostatnio jakoś zaniedbałem ten rodzaj spędzania wolnego czasu), dłuższy niż planowałem, dodatkowo w dobrym towarzystwie. Następnym razem odwiedzę cmentarz, bo dawno mnie na żadnym nie było. Będę straszył stare mohery...
Bezpodstawnie dobry humor, którego tak się ostatnio obawiałem, mam tylko nadzieję, że tym razem nie wyparuje on tak szybko i irracjonalnie.
Moja, że tak pozwolę sobie powiedzieć: wręcz euforia, skłoniła mnie nawet dziś do refleksji. Oto doszedłem do wniosku, że pora w końcu zabrać się za siebie, ogarnąć gniotące mnie z praktyczne każdej strony problemy (ale nie tak jak ostatnio, żadnych półśrodków, zamiatania po dywan). Fakt, będę musiał zrezygnować z niektórych rzeczy, ale zaszkodzić to raczej mi nie powinno. Wycofam się na jakiś czas trochę z życia towarzyskiego, może nawet trochę bardzo. Albo owo towarzystwo zmienię. Plany są ambitne...
Dlatego od razu biorąc moją przekorę pod włos zakładam że nic z tego nie będzie, wszystko spali na panewce, nic się nie uda. Bo, jak zawsze powtarzałem, oszczędzę sobie w ten sposób rozczarowań jakby mi się rzeczywiście nie udało. A nuż się pozytywnie zaskoczę i mi się uda. Co, ja nie dam rady?! Potrzymaj mi piwo.
Swoją drogą usłyszałem że to złe założenie, że mi szkodzi. Cóż, czas pokaże. Życzcie mi powodzenia. Miłej nocy z piątku na poniedziałek.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz