sobota, 9 marca 2013

Inferno

Czym jest piekło? Pominąwszy to, że jest karą? Gdzie się znajduje, czy jest inny sposób by tam trafić (wzorem Dantego który zrobił sobie w te okolice wycieczkę)?
Kiedyś słyszałem, że wyobrażenie piekła wzięło swoje początki z pewnej pustynnej doliny w której, ze względu na dość wysoką temperaturę, często widziano płomienie (może to zjawisko miało coś wspólnego z fatamorganą). Więc jakoś się tak przyjęło, że są to Bramy Piekielne.
Czy jest sens w obawie przed wiecznym potępieniem? Jak będziemy odczuwać ból i cierpienie będąc pozbawionym naszej cielesności? Mam taką historyjkę na tą okazję, pozwalającą zobrazować jak by to mogło, czysto teoretycznie, wyglądać:
Na potrzeby eksperymentu załóżmy, że boimy się wilków. Albo lepiej, tak zwanych potworów spod łóżka. Kładziemy się spać, w swoim wygodnym, kochanym wyrku. Nie spodziewając się niczego, spokojnie zasypiamy. Nachodzi nas jednak koszmar. Spod łóżka wychodzą wszelkiej maści potwory, szkarady i tym podobne. Rzucają się na nasze bezbronne, niczym nie osłonięte ciało. Schowanie się od kołdrę nic nie dało. Czujemy jak nas rozrywają na drobne kawałki, z wyrafinowaną wręcz brutalnością, wyraźnie czerpiąc przyjemność z naszego bólu i strachu. Budzimy się, cali zlani potem. Macamy się po ciele sprawdzając, czy wszystkie członki są na swoim miejscu. Rozglądamy się po pokoju, zaglądamy pod łóżko. Wszystko w porządku. Nagle, potwory wyskakują spod łóżka, dokonując niemałej masakry. Znowu się budzimy. Teraz nawet nie wiemy, czy to sen czy rzeczywistość, powoli nam odbija...
I tak w kółko.
Czyli się da. Ale dalej nie wiemy, co to ma na celu. Dostosowując się do wszystkim znanego zakładu Pascala, można przyjąć, że piekło, Bóg, życie w raju i te sprawy istnieją i żyć jak nam nakazano. Z tym że, według spirytystów miłosierny Bóg nie mógłby postąpić względem ludzi w tak bezwzględny, wręcz brutalny sposób ustanawiając karą za nieposłuszeństwo życie w wiecznych męczarniach.
Ale mniejsza z tym, znowu schodzę z tematu.
Spróbujmy teraz ugryźć z zupełnie innej strony. Myślę, że każdy słyszał o takim związku frazeologicznym jak "piekło dnia codziennego". Kiedy wstajemy rano i zdajemy sobie sprawę z tego, że właściwie niepotrzebnie to zrobiliśmy. Zero motywacji do życia, do którego przekornie się jednak przywiązaliśmy. Mając nadzieję, że gorzej już być nie może, z dnia na dzień doświadczamy jakże bolesnego rozczarowania. Kiedy słyszymy, że to co robimy i to co kochamy robić jest uważane przez ludzi za marnowanie czasu, nie tylko swojego, ale i ich. Wszyscy mają nas dość, życzą nam jak najgorzej i to wcale nie z powodu przejaskrawionej, polskiej zawiści. Po prostu, dla zasady. Chcą nas posłać do piekła, nie mając świadomości, że zrobili to już bardzo dawno temu... Gdzie życie, wbrew swojemu przeznaczeniu nie jest nagrodą, tylko karą. Istne piekło.
Wiecie co mam na myśli, nie? No właśnie, ja też nie.

***

Wszędzie ogień, jak okiem sięgnąć. Słychać płacz, krzyki, zawodzenie. Ludzie już wiedzą, nie ma nadziei. Nadzieja odeszła razem z nimi. Kotłują się bezbronni w pomieszczeniu, którego przeznaczenie nie jest nikomu znane. Temperatura jest tak wysoka, że dochodzi do samozapalenia ciał. Czuć swąd palonej skóry, której całe płaty wcześniej opadły na posadzkę. Mimo to, nikt nie umarł. I nie wydaje się, żeby to miało się zmienić.
To?... Wizja Piekła. Tak to sobie wymarzyłem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz