...nie istnieją. Przykład? Proszę bardzo. Choćby to, co się dzieje w waszych wyobraźniach. No dobra, w mojej, cholera wie co się kłębi pod waszymi kopułami. Weźmy choćby moje dzisiejsze 'przemyślenia': słuchając muzyki, zastanawiałem się nad moim dzieciństwem. Doszedłem do wniosku, że nie było takie złe, ale na pewno było by zabawniejsze i pełniejsze sporych dawek adrenaliny, gdyby, dajmy na to, podczas losowego opuszczenia mieszkania (np. podczas ekspedycji znanej pod kryptonimem operacyjnym 'kopnij się po bułki') zacząłby mnie gonić waść Michał Wołodyjowski dosiadający białego słonia, machający groźnie nad głową swoim Exkaliburem, dając tym samy znak do ataku sporemu oddziałowi dywizji pancernej składających się z czołgów M1A2 Abrams, wspieraną z powietrza eskadrą mięśniolotów projektu Leonarda da Vinci.
Taaa... tylko po co ja to napisałem? Aha, żeby nie zapomnieć. Nie zapomnieć o czym? O tym co właśnie napisałem.
Nieraz się zdarzało, że nachodziły mnie poza domem wręcz genialne myśli, które były by niewątpliwie warte wspomnienia na tymże blogu (przynajmniej w moim mniemaniu). I tak oto światłe idee umierały śmiercią naturalną, zanim zdążyłem uruchomić komputer.
Ale nie tym razem, o nie. Nie dałem się zrobić w bambuko mojemu płatającemu mi figle mózgowi. O nie, bratku, tym razem to ja jestem górą.
Dobra, trochę mnie poniosło, wyskoczyliśmy z głównego toru, co grozi wykolejeniem. Ale już opanowuje sytuację.
Wszyscy wiemy, czym jest absurd. Nie raz się przekonaliśmy na własnej skórze i pewnie wiele razy jeszcze tego doświadczymy. Absurdem może być instytucyjna działalność kościoła, wypowiedzi ludzi uważających się za mądrych i inteligentnych (takich jak ja), czy życie codzienne w Polsce.
Każdego dnia serwowana jest nam taka dawka absurdów, że gdyby to był środek odurzający, praktycznie nigdy byśmy nawet nie schodzili z haju. Może nawet już się od tego uzależniliśmy. Dlaczego nikt z tym nic nie robi? Już wiem! To takie proste! Ludzie są zbyt zajęci sobą, bo każdego teraz goni ich Pan Wołodyjowski ze swoją dywizją pancerną.
A teraz, drodzy maturzyści, co miał na myśli autor tego tekstu? Niezależnie od tego co powiecie, pewnie bardzo miniecie się z prawdą.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz