Dawno nie było żadnych postów-retrospekcji. Ten jest z czasów, kiedy przygotowywałem się do matury, dokładnie z dnia 20 listopada roku 2010, odgrzebałem go czyszcząc skrzynkę pocztową.
Zanim zapoznacie z poniższą treścią, proszę, ze względu na wasze dobro, o zażycie dużej dawki środków uspokajających. Polecam hiperycynę.
Projekt (nazwijmy to edukacyjny) na który uczęszczam, odbywający się w szkole językowej to świetna zabawa. Poznałem nowych ludzi, niektórych drugi raz, poznałem swoje zalety i wady, pośmiałem się (z innych, z siebie, z wykładowcy). Co do nowych znajomości, poznałem ciekawą, bardzo ciekawą osobę, należącą do tak zwanej płci pięknej.
Koniec wstępu. Odprowadzając ją do... właściwie to nie wiem dokąd. Po prostu odprowadzając. Mijałem, nie, mijaliśmy setki, tysiące plakatów wyborczych. Setki fałszywie wyszczerzonych mord. Jak się nie szczerzą, to wykrzywiają swoje twarze w przedziwnych i niezrozumiałych grymasach. Jakby czegoś chcieli, ale nie mogli. Niektórzy są promowani przez autorytety, o których nigdy nie słyszałem, mających w dupie kto wygra, i szczerzących się tak samo wyuczonym uśmiechem. Zero autentyczności.
Ze znanych mi i sprawdzonych źródeł, kandydaci nie mają szczególnego pojęcia o polityce. Robią to tylko dla pieniędzy. Kapitaliści? Raczej pożałowania godni dorobkiewicze. Następna sprawa: ulotki. Jest ich pełno. Wszędzie. W szkołach, na ulicy, na poczcie, w sklepie, w skrzynkach pocztowych... Nie wiem, ile płacą ludziom, żeby rozdawali te ulotki, ale robią to z taką determinacją, jakby od tego zależało życie ich rodzin. Kto wie. Może rzeczywiście są zastraszani. Ludzie ci obskakują cię, obrzucają owymi ulotkami i nie dają ci spokoju, dopóki nie wyrecytujesz z pamięci programu kandydata którego 'reprezentują', nie weźmiesz co najmniej setki ulotek i nie podpiszesz cyrografu oświadczającego, że twoja dusza zostanie unicestwiona i skazana na wieczne męki i upokorzenia jeśli zagłosujesz na innego kandydata. Oni po prostu nie odróżniają subtelnej granicy pomiędzy grzecznym i uprzejmym wręczeniem świstka a drażniącą upierdliwością z jaką to robią (przy takich osobnikach dowiadujemy się, że nasza domniemana anielska cierpliwość to najzwyklejszy mit). Jeśli nie weźmiesz ulotki, olejesz kolesia i odejdziesz, on znajdzie ciebie i spali ci dom.
Ja po prostu staram się unikać tych ludzi. Jakbym zbierał te wszystkie papierzyska, to w ciągu dnia zgromadziłbym materiał na opał mogący mnie grzać przez najbliższe dwa stulecia.
Teraz same wybory. Znajoma powiedziała, że cieszy się że jeszcze nie musi chodzić na wybory. Doskonale ją rozumiem. Problem naszego narodu polega na tym, że idąc na wybory, przeciętny Kowalski nie zapoznał się nawet z listą kandydatów, a co dopiero ich programami (obietnicami wyborczymi). Ma w dupie to, że od jego świadomego wyboru zależy to, w jakim miejscu będzie żył. Stawiając krzyżyk przy nazwisku stosuje taktykę głupiej wyliczanki. Okazuje się później, że wybory wygrywa największy z możliwych chamów i pajaców.
Jest jeszcze druga opcja. Można przecież nie iść na wybory! Jakież to genialne w swojej prostocie! Przecież nic się nie stanie jak raz nie pójdę. Pomyślało 70% społeczeństwa. Później wszyscy cierpią przez takich matołów, narzekają, jak to źle jest w Polsce, dlaczego nie jest jak w Niemczech, Irlandii, Anglii, Japonii. A może to wszystko jest zamierzone? Może my to robimy specjalnie, żeby mieć na co narzekać? Bo przecież dzień bez zrzędzenia to dzień stracony. Przykład z życia wzięty. Znajomy ze szkoły podchodzi do mnie z pełną powagi miną i mówi: Czytałem, że statystycznie Polacy to najbardziej marudny naród w Europie. Nie minęła minuta, ten sam kolega: - Kurde, mam za krótkie włosy...
Przepraszam, pozwoliłem sobie na wyskoczenie z kluczowego i jakże ważnego dla naszej dalszej egzystencji i tożsamości narodowej tematu wyborów.
Podsumowując, jako naród (nie mówię już tylko o wyborach do lokalnych samorządów, choć to też ważne) powinniśmy się w końcu zdzielić porządnie przez łeb i wziąć się w garść. Chodzić na wybory przygotowanym, dokonywać w pełni świadomych wyborów. To nam wszystkim wyjdzie na zdrowie. A szczególnie naszej już i tak w opłakanym stanie ojczyźnie.
W związku ze zbliżającą się ciszą wyborczą, organizuję akcję zrywania plakatów. Chętnych proszę o zgłoszenie się do mnie. Śmieci zostaną spalone przed ratuszem. Będzie granie na gitarze i pieczone kiełbaski. Serdecznie zapraszam.
Przepraszam za ten odgrzewany kotlet, ale nie mogło tego tu zabraknąć, a nie miałem ochoty czekać z publikacją do następnych wyborów...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz