środa, 9 stycznia 2013

Zdrada

Co to jest zdrada? I dlaczego wszystkim się kojarzy tylko z jednym, a mianowicie z przykrym zjawiskiem nie dotrzymania obietnic małżeńskich (nie chodzi mi tylko o małżeństwa, można tu podpiąć wszystkie formy związków)? Owszem, to też jest ważne, ale nie zwężajmy swoich horyzontów, nie bądźmy krótkowzroczni. Wpisałem słowo "zdrada" w wyszukiwarce google, pomyślałem 'Zobaczę co się stanie'. Nie stało się nic, co by mnie zaskoczyło. Wszystkie (no, prawie) hasła dotyczyły tylko i wyłącznie tego jednego aspektu zdrady. Tak, oczywiście, to też jest ważne, pilnujmy wierności, miłości i takich tam, a karą za tą zbrodnię ustalmy na podstawie odpowiednich ustaw sejmowych publiczną dekapitację, jak za starych, dobrych czasów rewolucji francuskiej.
Pytałem kilkoro znajomych, czym jest zdrada. Część z nich swoją odpowiedzią nie wybiła się poza poziom podstawówki, część otwarcie przyznała że nie potrafi odpowiedzieć na moje pytanie tak, żeby nie wyjść na debila, a część w ogóle nie odpowiedziała. Więc nawet się nie trudziłem zadając im drugie pytanie: Czy zdrada może być dobra? Dlaczego tak, dlaczego nie?
Sam się nad tym jakiś czas temu zastanawiałem, pod wpływem bodźca doznanym na skutek przeczytania pewnego wykładu Leszka Kołakowskiego.
Zdrada, według mojego ukochanego słownika języka polskiego (z którym się nie rozstaję i który jest zawsze przy mnie) to: "Przejście na stronę nieprzyjaciela; niedochowanie wiary komu/czemu, wydanie kogo/czego. Zdrada ojczyzny, zdrada małżeńska". Zwróćmy uwagę na słowo "nieprzyjaciel" w definicji, jak i również na końcówkę w której zdrada małżeńska jest po zdradzie ojczyzny.
Wróćmy teraz do drugiej części pytania które miałem zadać, a nie zrobiłem tego załamany odpowiedziami na pierwsze. Ja osobiście nie tyle wierzę, co wiem, że zdrada może być zjawiskiem dobrym. Z reguły, jeśli jakakolwiek nasza czynność ma pozytywne skutki, jest ona analogicznie dobra. Czyli, jeśli dajmy na to, zabiję jakiegoś dyktatora, teoretycznie zdradzę swoją ojczyznę, ale skutki tejże zdrady będą wręcz zbawienne dla innych obywateli, prawda?
Takich przykładów mógłbym mnożyć bez końca, ale mnie się najzwyczajniej w świecie nie chce. Przejdźmy za to dalej, co chciałem powiedzieć przez to, że zdrada jest dobra. Otóż, mam pewien plan. I domyślam się, że nie tylko ja. Razem z kilkoma zaufanymi osobami planujemy oblężenie pewnego budynku na ulicy Wiejskiej w Warszawie. Będzie można ze sobą zabrać ze sobą jakieś ostre lub ciężkie narzędzia i dać upust swoim nerwom, tak długo wystawianym na liczne próby przez domniemanych naszych reprezentantów, którzy nie robią nic oprócz zwykłego opierdzielania się (takie jest przynajmniej moje zdanie, nikt nie musi się ze mną zgadzać).
To co, zapisy trwają, jest nas coraz więcej. Choćmy, będzie fajnie. Po obaleniu rządu idziemy na piwo, a osoba z najmniejszą liczbą 'trafień' stawia wszystkim po browarku. Serdecznie zapraszam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz