wtorek, 15 października 2013

Tytuł?...

Wiele razy już to przechodziłem. Kiedy siadam przed komputerem z chęcią napisania kolejnego wpisu na blogu i pomimo kipiących z mojej głowy pomysłów, przemyśleń, rad... nie wiem co napisać, ani jak zacząć. Biernie czekam na wenę.
Dziś, w poszukiwaniu owej weny, wybrałem się na wycieczkę autokarową, która finalnie nie doszła do skutku. Wyszedłem z autobusu w połowie drogi do pierwotnego celu i:
  1. spotkałem się ze znajomym, choć nie musiałem,
  2. wypiłem piwo, choć nie miałem na nie pieniędzy (podobnie zresztą jak on),
  3. porozmawiałem z nim mimo że właściwie nie miałem ku temu powodu.
Wbrew pozorom, miło spędziłem ten czas i nie żałuję ani jednej "zmarnowanej" w ten sposób minuty. Ponadto jestem święcie przekonany, że mój znajomy myśli podobnie. Dlaczego? Po prostu tak czuję.
Dlaczego to napisałem? W sumie to sam nie wiem. Może żeby dać upust mojej, wedle opinii niektórych: grafomanii.
Może po prostu stęskniłem się za uczuciem jakie towarzyszy każdemu publikowanemu przeze mnie wpisowi. A może po to, żeby roztrwonić czas, którego z każdą chwilą mam mniej. Tak, marnowanie czasu to moja specjalność. Zaraz po laniu wody. Wiem, że jeśli nie przestanę topić ludzi w potokach bezsensownego bełkotu wydobywających się z moich ust (spod moich palców?) będę jedynym czytelnikiem tego bloga, wciąż narcystycznie wpadając w samozachwyt czytając te same wyblakłe i wyjałowione z jakichkolwiek wartości teksty.
Swoją drogą, napiłbym się jeszcze dobrego piwa...

2 komentarze:

  1. Fajnie ;) dobrze, że cenisz swoich przyjacieli ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Boję się tylko czasem, że to okaże się jednostronne, a przyjaciele nie będą mnie cenić tak jak bym tego chciał. Choć może to trochę egoistyczne.

    OdpowiedzUsuń