Dziś, w poszukiwaniu owej weny, wybrałem się na wycieczkę autokarową, która finalnie nie doszła do skutku. Wyszedłem z autobusu w połowie drogi do pierwotnego celu i:
- spotkałem się ze znajomym, choć nie musiałem,
- wypiłem piwo, choć nie miałem na nie pieniędzy (podobnie zresztą jak on),
- porozmawiałem z nim mimo że właściwie nie miałem ku temu powodu.
Dlaczego to napisałem? W sumie to sam nie wiem. Może żeby dać upust mojej, wedle opinii niektórych: grafomanii.
Może po prostu stęskniłem się za uczuciem jakie towarzyszy każdemu publikowanemu przeze mnie wpisowi. A może po to, żeby roztrwonić czas, którego z każdą chwilą mam mniej. Tak, marnowanie czasu to moja specjalność. Zaraz po laniu wody. Wiem, że jeśli nie przestanę topić ludzi w potokach bezsensownego bełkotu wydobywających się z moich ust (spod moich palców?) będę jedynym czytelnikiem tego bloga, wciąż narcystycznie wpadając w samozachwyt czytając te same wyblakłe i wyjałowione z jakichkolwiek wartości teksty.
Swoją drogą, napiłbym się jeszcze dobrego piwa...
Fajnie ;) dobrze, że cenisz swoich przyjacieli ;)
OdpowiedzUsuńBoję się tylko czasem, że to okaże się jednostronne, a przyjaciele nie będą mnie cenić tak jak bym tego chciał. Choć może to trochę egoistyczne.
OdpowiedzUsuń