Dzisiaj chciałbym się z wami podzielić moimi rozmyśleniami i obserwacjami dotyczącymi dość licznej grupy naszego społeczeństwa. Mianowicie mam na myśli tak zwanych dresów.
Zanim jakiś dresiarz was zaczepi (lub wy jego, to zależy tylko od waszej ułańskiej fantazji lub chwilowej zachcianki) powinniście wiedzieć, że:
1) Dresiarze występują w stadach
2) Dresiarz nie wie co to strach
3) Dresiarz nie wie co to ryzyko
4) Dresiarz nie wie nic
Kiedy tymi prawdami będziecie się kierować w swoich relacjach z dresami przetrwacie każdy kontakt z nimi, choćby nie wiadomo o ile większą przewagę liczebną by mieli.
Dresiarze zawsze (no, może nie zawsze) są łysi i po siłowni. Kiedyś, mój znajomy, kierując się najzwyklejszą w świecie chęcią zdobycia wiedzy, podszedł do grupki dresów i zapytał:
- Przepraszam, panowie polerujecie sobie te łysiny że się wam tak świecą?...
Dieta przeciętnego dresiarza składa się z pierogów ze sterydami anabolicznymi popitymi Coca-colą Light.
To właśnie dlatego mają tak (nie)idealnie wyrzeźbioną muskulaturę. Wiecie o czym mówię: kaloryfer, rozrośnięte bary, kapturek...
To wszystko przeszkadza im w pełni poprawnie funkcjonować. Oto przykład: jak by dało się, tak czysto hipotetycznie, poustawiać kilku dresiarzy jeden za drugim i popchnąć pierwszego, poprzewracali by się jak klocki domino. Dlaczego tak się dzieje?
Otóż istnieje kilka hipotez tłumaczących to zjawisko. Oto dwie z nich:
1) Są tak napakowani i mają taką napinkę, że nie są w stanie oprzeć się zjawisku postępującej fali,
2) Są po prostu za głupi żeby tego dokonać.
Moim zdaniem obie hipotezy są prawdziwe.
Zastanawialiście się kiedyś, jak dresy drapią się po plecach?
Ja tak. Wysnułem nawet pewną hipotezę: kiedy dres chce się podrapać, pośladki rozwierają się i z czeluści dupy wysuwa się trzecia ręka. Organ ten wykształcił się po latach ewolucji, a i tak tylko u niektórych osobników.
Jak widzicie, dresiarze to nawet ciekawi ludzie i wdzięczne obiekty doświadczeń fizycznych.
Okazuje się jednak, że są pełni nie odkrytych jeszcze tajemnic. Podam przykład z mojego życia.
Ostatnio wkurzyłem kilku dresiarzy zgniatając w rękach puszkę po piwie. Okazało się że stali za rogiem. Nie mam bladego pojęcia jak ich mózgi (mogące konkurować pod względem inteligencji tylko z dinozaurami) wielkości (jakiej wielkości?!)... zarejestrowały ten specyficzny dźwięk i błędnie odczytały moje intencje (których zresztą nie było). Podbiegają już do mnie z uniesionymi pięściami, pierwszy już mnie miał uderzyć, ale ja zrobiłem coś, czego dresy się nie spodziewały: rozpocząłem rozmowę:
- Zanim dostanę wpierdol, chciałbym wiedzieć za co, jeśli łaska - Stanęli w miejscu jakby próbowali rozkminić to co usłyszeli (ciągle z uniesionymi pięściami). Biorąc pod uwagę czas po jakim się z tym uporali (jakieś 10 minut) poszło im całkiem nieźle.
- Nie dostaniesz wpierdol - powiedział osobnik alfa, po czym całe stado się oddaliło.
Mimo że to się stało tak dawno temu, to za każdym razem jak przypomnę sobie miny skupionych dresiarzy to od razu mi się poprawia humor.
- puszka piwa: 3,50 zł
- zobaczenie głupiej miny dresa: bezcenne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz