Świat jest do dupy. Świat jest do dupy? Świat nie jest do dupy.
Dupiaty wstęp, ale mam dupiaty dzień. Mogłem się tego spodziewać. Miałem w miarę udany weekend, więc doszło do punktu kulminacyjnego i teraz wszystko leci na łeb, na szyję.
Tyle jeśli chodzi o wstęp.
Siedzę na lekcji bodajże, informatyki i bezproduktywnie marnuję swój czas. Jakieś kilka minut temu zostałem posądzony o brak wyobraźni. To trochę boli, ale muszę się przyzwyczaić. Tak przecież wygląda 'dorosłe życie'. Wszyscy bezpardonowo walą po gębie.
Rozumiem, nie, staram się zrozumieć to co się dzieje wokoło, w mojej głowie, za pozwoleniem zaglądam do innych. Interesuję się tym, co dręczy moich znajomych, tym bardziej, jeśli wiem, że jestem im w stanie pomóc.
Tymczasem widzę jak niektórzy sypią się pod ciężarem własnych problemów, nie dopuszczając do siebie nikogo. I nie mówię tu o żadnych konkretnych przykładach, wbrew temu co mogą pomyśleć niektóre osoby.
Słyszałem kiedyś od znajomej, że najlepiej sama rodzi sobie z problemami. Następnego dnia przyszła silnie 'wytapetowana', prawdopodobnie chcąc ukryć doły pod oczami, będące skutkiem nieprzespanej którejś tam z rzędu nocy. Nic to nie dało. Wszystko było widać. Chciało mi się zarazem śmiać i płakać, więc siedziałem cicho.
Nigdy nie pcham się tam, gdzie mnie nie chcą. Staram się nie być natrętem.
Czasem jednak nie wytrzymuję i staram się pomóc na siłę. Skutkiem tego są zazwyczaj złość, żal i pretensje. No i oczywiście kolejny kumpel bądź kumpela stwierdzają, że znajomość ze mną to był błąd.
No trudno, przynajmniej mam spokojne i czyste sumienie. Jestem taki, no nie wiem, filantrop?
Tu stwierdzam, że muszę coś zmienić, bo będę cholernie osamotniony. Wiem, to brzmi jakbym się nad sobą użalał, ale staram się nad sobą panować.
To na tyle w tej materii. Dziękuję, do widzenia (?).
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz