czwartek, 17 lutego 2011

Ambicja. A w łaściwie jej brak.

Właśnie wróciłem po ciężkim dniu spędzonym na pilnej nauce w szkole, mającej na celu przybliżenie mnie do spełnienia moich zamysłów. Taa, chciałbym. Najpierw spałem, później czytałem książkę, na koniec zdobyłem się na naukę angielskiego. Oczywiście tuż przed lekcją.
Do czego zmierzam? Otóż, wyznaczyłem sobie cele. Życiowe cele (jak to ładnie brzmi). Są to między innymi (z tych przyziemnych): zdać maturę na najwyższą ocenę na jaką mnie stać, dostać się do dobrej szkoły i dostać dobrą pracę, pozwalającą na zaspokojenie moich podstawowych potrzeb.
Do wyższych celów należą między innymi: dostać się na studia o kierunku filozofia, nauczyć się: łaciny a następnie francuskiego, robić to co lubię i zarabiać na tym wystarczająco dużo, żeby móc dalej prowadzić takie bezładne i beztroskie życie jak dotąd.
Więc w czym tkwi szkopuł?
Odbyłem dzisiaj, hmmm, rozmowę z koleżanką. Stwierdziła, że jestem leniem, nie mam ambicji i że jak tak dalej pójdzie to niczego w życiu nie osiągnę. A moje "plany życiowe" pozostaną płonnymi życzeniami.
I wiecie co? Ku mojemu przerażeniu zauważyłem, że ona niestety ma rację. Ba, powinienem nawet coś z tym zrobić.
Ale nie. Nie chce mi się. Ja z natury jestem leniem, ale też optymistą. To wybuchowe połączenie sprawia, że jestem święcie przekonany, że wszystko ułoży się samo, bez najmniejszej ingerencji z mojej strony. To źle, niedobrze, niefajnie... Ale co ja na to poradzę.
Jak na razie ani razu nie przejechałem się na mojej koncepcji. Obawiam się, że jak to już nastąpi, to będzie trochę za późno żeby z tego w jakikolwiek sposób się wygrzebać. Po prostu za późno...
No trudno. Nie tracę nadziei. A w związku z tym, że nadzieja umiera ostatnia, myślę że to już nie długo. Z drugiej strony, nadzieja matką głupich, ale z tym zdążyłem się akurat pogodzić.
Powiem szczerze, że pierwszy raz odważyłem się pisać na taki temat. Ogłaszam zatem wszem i wobec, ku pokrzepieniu serc naszych: jestem zajebisty. Jestem zajebisty w swojej beznadziejności.

Magna culpa nostra
Poena danda nobis
Usque ad finem erit dierum
Ad finem temporum*


*Jeśli nie wiecie co to znaczy, poszukajcie w internecie. Istnieje możliwość, że znajdziecie. Wierzę w was.

1 komentarz:

  1. wiesz dlaczego tak powiedziałam? Bo się lenisz cholernie. Nie robisz nic, a wiele chcesz. Chcesz tyle osiągnąć i czekasz na matkę chrzestną, która okaże się wróżką i Ci to wszystko wyczaruje. Nie robisz nic, więc nie widać Twoich ambicji. Ja ich nie widzę, nie widzi nikt. Zobaczymy, gdy ruszysz ten leniwy zad.

    OdpowiedzUsuń